Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualizacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aktualizacje. Pokaż wszystkie posty

Ruda Blondynka

Witam.
Witam po raz pierwszy po prawie dwuletniej przerwie! Wita blondynka, z rudymi włosami!
Niektórzy może jeszcze mnie pamiętają. Na początku założyłam ten blog, ponieważ chciałam razem z Wami zawalczyć o piękne włosy po katastrofalnym cięciu (nadal mam ochotę ukatrupić fryzjerkę, ale uciekła do Holandii. Oficjalnie za chlebem, ale ja tam wiem swoje ;) ). Po wprowadzeniu olejowych wcierek i bogatej pielęgnacji, włosy powoli odrastały, stawały się piękniejsze i mocniejsze, a moje szafki pękały w szwach od nadmiaru kosmetyków - szamponów, masek i odżywek. W pewnym momencie zemściło się to na mnie. Materialnie i fizycznie. O ile jakoś musiałam przeboleć wyrzucanie niezużytych a przeterminowanych kosmetyków, tak przesadnym używaniem tych wszystkich preparatów zrobiłam sobie ogromną krzywdę na głowie.
Przypomnijmy sobie.
To był lipiec 2015 roku. Pojechałam na wakacje do Grecji. Tam kąpałam się w słonym morzu, nurkowałam, dobrze się bawiłam. Opalałam, wystawiałam na słońce. O w obawie przed zniszczeniem włosów - nakładałam na nie tony kosmetyków. Mgiełki, maski, silikony. Dużo mgiełek, dużo silikonów. Ogromne ilości masek.  Po powrocie zaczęły wypadać mi włosy. Zwaliłam to na zmianę klimatu, słońce, do tego nałożył mi się okres. Zaczęłam stosować wcierki, z alkoholami. I jeszcze więcej masek, których przedawkowanie wiązało się z niesamowitym przyklapem. A jak przyklap, to i mocny szampon, aby wszystko dokładnie zmyć. Włosy leciały, z dnia na dzień coraz bardziej. Do tego doszło swędzenie skóry głowy, później pieczenie i niesamowity ból przy dotyku. Dochodziło nawet do tego, że nie umiałam położyć głowy na poduszce, spałam na siedząco.
Zaczęły się wycieczki po dermatologach i trychologach. Nikt nic nie wie. Ale nie dlatego, że nie wie bo nie. Dlatego, że nikomu nie chciało się ruszyć dupy i zajrzeć mi we włosy. Byłam diagnozowana na oko (grzybica, łupież, nużyca), faszerowana antybiotykami, lekami przeciwgrzybicznymi (wysuszają) i wcierkami na bazie alkoholu. Fenomenem była Pani dermatolog, robiąca doktorat z trychologii, która uznała, że włosy mi wypadają bo: mam raka, wrzody żołądka i robaki.
Chodziłam na badania krwi, tarczycy, hormonów. Przebadałam się dosłownie wzdłuż i wszerz. Włosy leciały, głowa piekła a ja nie wiedziałam co się dzieje. Wyniki w normie. Portfel coraz szczuplejszy. Raz nawet popłakałam się że... nie mam niedoczynności tarczycy! Tak, popłakałam się, bo to oznaczało, że nadal nie znałam przyczyny swojego stanu.
W tym czasie coś tam jeszcze poblogowałam, choć częściej już nie, niż tak.
Przestałam stosować maski, nie zależało mi już. Mogłam równie dobrze wyłysieć i kupić sobie perukę, przynajmniej lepiej bym wyglądała. Włosy stały się suche, sianowate, brzydkie. Zmniejszył mi się obwód kucyka o prawie 2 centymetry. Nie widziałam sensu dbania o te resztki piór, które mi zostały. 
Ścięłam włosy do ramion i zaczęłam spinać z tyłu. Myłam byle czym, nie zabezpieczałam końcówek. Włosy dalej wypadały, skóra piekła i swędziała. Zaczęłam z tym żyć.I tak sobie trwałam, czekając, aż wypadnie mi ostatni włos. Raz na sto lat postanawiałam jenak się przemóc, ale szybko się poddawałam.
Przełom nastąpił pod koniec 2017 roku. Miałam nagły napad świądu, więc zaczęłam się drapać w szale. Myślałam że wydrapie sobie skórę aż do samej czaszki i.. ni z tego ni z owego spojrzałam pod paznokcie, czego nie robiłam nigdy wcześniej. A tam.. biały pył. Olśnienie.
Zawsze miałam problem z utrzymaniem prawidłowego poziomu nawilżenia organizmu i skóry. Sucha skóra twarzy, sucha skóra nóg. I to właśnie te nogi spowodowały olśnienie, ponieważ ten biały pył pod paznokciami był do złudzenia podobny do tego, co się pod nimi znajdowało, kiedy drapałam swędzące mnie łydki - suchy, schodzący naskórek.
Wszystko zaczęło układać się w całość - ja mam ekstremalnie przesuszony skalp! Dlatego wcierka Aplicort (na bazie alkoholu, duuużej ilości alkoholu) spowodowała u mnie wrażenie, że pali mi się głowa. Słona woda, tony masek, mocne szampony, wcierki - to wszystko spowodowało, że moja głowa w końcu powiedziała dość. A ja, nie wiedząc co mi jest, dalej kontynuowałam swoje zgubne rytuały.
Zaczęłam na nowo walczyć. Spędziłam kilka tygodni na wyszukiwaniu w internecie najlepszych preparatów do nawilżania skóry oraz keratolitycznych złuszczaczy. Po pewnym czasie włosy przestały wypadać, choć skóra nadal się niesamowicie buntowała. Z tygodnia na tydzień, oprócz mniejszej ilości włosów znajdowanych na szczotce i w łazience, zaczęłam dostrzegać ich coraz więcej.. na głowie! Tak, odrastały. A i nawet pojawiły się dni, kiedy skóra robiła sobie wolne od uprzykrzania mi życia.
Obecnie włosy wypadają mi w ilości godnej zaakceptowania - choć na pewno i tak większej, niż przed wyjazdem do Grecji. Skóra głowy jest raczej spokojna, choć zdarza się, że wprowadza bunt. Nadal jest sucha, ale już nie ekstremalnie. Czasem z tyłu głowy pojawi się zapalenie mieszka włosowego, co swędzi. Swędzi mnie też czasem bez przyczyny, po prostu swędzi i czekam aż przestanie. Pieczenie ustało całkowicie.

Dlaczego na nowo zaczęłam blogować? Bo odzyskałam utraconą nadzieję - nadzieję, że jeszcze kiedyś spełnię swoje marzenie o długich, ładnych włosach. Nie są gęste, nie są grube - nigdy nie były. Ale mogą być znów zadbane, błyszczące i mimo wszystko, mogą budzić zachwyt. Znów mają potencjał, a ja znów mam dawną energię.
Wiem co zrobiłam źle, uczę się na wcześniejszych błędach. Chcę wprowadzić do mojej pielęgnacji zioła kondycjonujące, z którymi dopiero zaczynam przygodę, póki co - bardzo udaną. Chcę przekazywać Wam moje doświadczenia, chcę abyście i Wy opowiadały mi o swoich.
Moja skóra głowy jest bardzo wrażliwa i nie wiem czy to się kiedykolwiek zmieni, czy przywrócę ją do stanu sprzed lipca 2015 roku. Uczę się z nią żyć, uczę się o nią dbać. Nie wiem w jakim kierunku pójdzie ten blog, bo oprócz pielęgnacji włosów, chciałabym poruszać także inne kwestie, takie jak pielęgnacja twarzy i ciała. I jeszcze może coś o malowaniu paznokci? Albo o sprawach niekoniecznie związanych z urodą? Zobaczymy.

Dlaczego mam rude włosy? Jest to przyczyna sięgnięcia po ratunek, po zioło, które poprawia stan skóry głowy i naprawia osłabioną strukturę włosów - po hennę.

O kosmetykach, które mi pomogły oraz o ziołach, które obecnie zaczynam stosować - na pewno napisze już niebawem.

Kilka zdjęć na koniec, megakrótka historia moich włosów na fotkach:



Obecny kolor:


Włosy na krótko przed rozpoczęciem wypadania:


Najgorszy okres moich dla moich włosów, rok 2016 i połowa roku 2017:




Regeneracja, zdjęcie z początku kwietnia 2019 roku:


Moje włosy obecnie, po dwóch hennowaniach:





Czytaj dalej...

Aktualizacja włosowa, wrzesień 2016


Hey!

Co u Was, jak tam włosy podczas pierwszych dni jesieni? Mam nadzieje, że wszystko w porządku i nie wypada wam za dużo kosmyków.


Ja jestem właśnie w czasie mojego comiesięcznego apogeum, czyli najmocniejszego wypadania i najsilniejszego pieczenia, ale spokojnie, niebawem znów przejdę w fazę "jest ok".
Tak jak pisałam, byłam u ginekolog, która po dokładnej analizie intensywności wypadania zawyrokowała, ze powinnam jeszcze raz zbadać poziom testosteronu (ktoś już o tym wspomniał). Zasugerowałam też odrobaczanie (dzięki Ewelina za podpowiedź), jednakże mam iść najpierw na badanie, czy odrobaczanie w ogóle jest mi potrzebne, bo w ciemno leku nie dostanę.

Jak tam się mają moje włosy? Całkiem dobrze. Dostają ostatnio porządnego odżywienia w postaci maseczek z dodatkiem masła shea i miodu. Nie obce są im też proteiny i odżywcze szampony :) Prawie zawsze po myciu robię im płukankę z czarnuszki. Ogólnie wyglądają dobrze, są puszyste i błyszczące. Urosły od 1 września 2 cm (efekt działania czarnuszki, zazwyczaj przy mojej dolegliwości pieczeniowo-wypadaniowej to 1, max 1,5 cm) i mają w obwodzie kucyka 6 cm  (chcę 12! :P ).

Nie posiadam zdjęć typowo na aktualizację, nie miał mi ich kto dziś zrobić, a niestety, są za długie (w sumie to stety) i nie mieszczą mi się już w kadrze w odległości na wyciągnięcie ręki. Ale ale! Mam kilka fotek z komórki, z różnych dni ;)










Tragedia z tymi zdjęciami, jeśli akurat ma się okno po prawej stronie ;) Lecę sie szykowac do wyjścia, trzymajcie się ciepło i słonecznie, pa :*
Czytaj dalej...

Aktualizacja włosowa po moim powrocie do blogowania !!! :)

Heyka.

Dawno, oj dawno, bo prawie pół roku temu była ostatnia aktualizacja moich włosów.
Podczas mojej nieobecności wiele z Was pisało do mnie odnośnie wypadania i podrażnień skalpu. A jest.. jak jest..


Swędzenie i pieczenie.
Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że to nie szampony i maski powodują podrażnienia. Czymś, do dziś nie wiem czym, bardzo uwrażliwiłam sobie skórę głowy i najbardziej podrażnia mnie dotyk, czochranie, zbyt intensywne czesanie, zbyt częsta stylizacja. Np. w miejscu gdzie się podrapię albo poczochram, pojawia się pieczenie. Nie ma na to wpływu użyty szampon, maska czy odżywka, bo kiedy nie dotykam włosów, wszystko jest ok, a ponad to moja skóra głowy jest zawsze blada jak porcelanowa cera disnejowskiej księżniczki.
Jeśli coś swędzi, staram się nie dotykać, jeśli zapiecze po czesaniu - nie macam. Przechodzi samo i mam spokój. 
Ale przykładowo jak mam założone okulary, to po ok 30 minutach zaczyna mnie piec za uszami, aż nie ściągnę moich drugich oczu. Tak, do tego stopnia mam wrażliwą skórę.
Podczas czesania próbnej fryzury ślubnej, pomimo protestów, moja głowa została tak wymaltretowana, że po godzinie rozpuściłam fryzurę i popłakałam się z bólu.




Wypadanie.
Włosy nadal wypadają i to już rok minął ponad, jak zaczęły lecieć. Po zdjęciach zauważam, że jest ich mniej, jednak od jakiegoś czasu zamiast paniki, zaczęłam spokojnie obserwować cały proces i moje włosy.
Po pierwsze mam bardzo malutkie, słabe cebulki, pomimo wcierek zewnętrznych i góry witamin (owoce, warzywa) aplikowanych do wewnątrz.
Po drugie, włosy rosną szybko, ale pojawia się ogrom włosów dystroficznych. Są grube, nieregularne, porowate i skręcone. 
Po trzecie i najważniejsze, nasilenie wypadania ma ścisły związek z cyklem miesiączkowym. Podczas okresu jest tak powiedzmy, w miarę ok. Po okresie przez ok. 5 dni włosów praktycznie nie wypadają, by potem sypać się po całości kolejne 10 dni. Następne kilka dni jest średnio, potem znów masakra i kolejne krwawienie - wszystko zaczyna się od nowa - średnio, nic, masakra, średnio, masakra.
Byłam z tym u ginekolog, mam zrobione badania hormonalne i tarczycowe, kompleksowe badania krwi również. Oczywiście wszystko w normie i pomysłów brak... Mam przepisaną luteinę, ale ona nie wiele mi pomaga. W sumie w ogóle nie.
30.09 mam kolejna wizytę, znów pomarudzę, a jak to nic nie da, pójdę do kogoś innego.





Pielęgnacja.
Zależy od humoru - albo chce mieć włosy bardziej puszyste i wtedy nakładam maskę bez olejku lub bez olejowania na noc, albo chce blask i wtedy olejuję włosy na noc lub nakładam specjalną maskę nabłyszczająca, co z kolei powoduje mniejszą puszystość.
W mojej łazience goszczą szampony rosyjskie i równie rosyjskie maski, plus kilka drogeryjnych. Próbowałam przestawić się na Babydream, ale moje włosy bardzo go nie lubią. 
Jeśli chodzi o olejowania - na skórę głowy nakładam olejek z czarnuszki, na długość olej awokado.
Po każdym myciu serwuje włosom i skórze płukankę z czaruszki.
Do stylizacji używam pianki od Natura Siberica, a na końce nakładam różne olejowe sera. 
Często suszę włosy glowa w dół bez układania ich na lokówkosuszarce, a gdy pozostaję w domu, pozwalam im wyschnąć samodzielnie.


Porównanie włosów z marca i września. Moje włosy były w tym czasie 2 razy lekko podcinane, rosną około 1,5 cm na miesiąc:


Poza problemem wypadania mam jeszcze tylko jeden - grzywka. Wolno rośnie, strasznie się strzępi i plącze, jest sucha i brzydko się układa. To tylko cienki kosmyk, ale jest najbardziej widoczny, przez co nawet fryzjerka kreci nosem widząc moje włosy i dopiero gry widzi coś poza tym, co otacza mi twarz, to trochę łaskawiej patrzy na moje pasma. 
Staram się ją mocno nawilżać i olejować, nakładam na nią dodatkową porcję serum i czasem nawet wygląda przyzwoicie.

Zdjęcia powyżej sa robione w ten weekend. W różowej koszulce w sobotę i w białej w niedzielę.
W sobotę użyłam tylko szamponu, bez ser i pianek, w niedziele poleciała pełna pielęgnacja ;)

Inne zdjęcia moich włosów z ostatniego miesiąca:








Czytaj dalej...

Rytuał Kerastase - moje włosy na filmikach!! oraz zaproszenie do Salonu Urody Doro

Heyka!

W lipcu 2015 pisałam o bardzo mnie zadowalającym Rytuale Kerastase. Dla ciekawych, wpis jest tutaj KLIK. Jakiś czas potem przyszło pieczenie (wypadanie było już przed rytuałem) i krótka chwilę obwiniałam za to L'oreal. Dopiero miesiąc temu poznałam przyczynę całego tego piekła i nie był to Rytuał, a jednak prawdopodobnie Pilomax. No ale o tym kiedy indziej. 

Skoro odkryłam w czym tkwi mój problem, nie zwlekałam specjalnie długo z ponowieniem Rytuału, bo nie ukrywam, że bardzo chciałam go powtórzyć.

Tym razem wybrałam Salon Urody DORO i o ile nie interesuje Was wpis dotyczący pielęgnacji, przejdźcie proszę do opisu salonu, bo jest na prawdę wart uwagi. Więcej o nim - pod filmikami.

-------

Rytuał jak zwykle zaczął się porządnym umyciem głowy. Pani Kasia, wiedząc o moim skalpowym problemie umyła mi włosy szamponem dla skóry wrażliwej.

Jeśli chodzi o same koncentraty Kerastase, tym razem wybrałam (również z pomocą Pani Kasi) pomarańczowy nawilżający z dodatkiem zielonego - pogrubiającego (wcześniej miałam różowy z pomarańczowym). Taki mix został mi wpsikany i wmasowany we włosy, z pominięciem samego skalpu. 

Potem tradycyjnie - kilkanaście minut w "parówce" wodnej w specjalnym urządzeniu, celem aktywacji preparatów. Podczas tej części popijałam sobie herbatkę i czytałam gazetę.

Po kilkunastu minutach włosy zostały spłukane i wyciągnięte na szczotce (ok, w międzyczasie przecięto jeszcze nieco końcówki, żeby odświeżyć fryzurę ;))

Efekt kolejny raz mnie zachwycił i sprawił, ze znów wrócę po jeszcze. Włosy odzyskały blask.. a nawet dostały jeszcze mocniejszego! Cienkie zniszczone pasemko grzywki wygląda dużo lepiej a same włosy są gładsze i ciut grubsze. Kłaczki są sypkie i bardzo miękkie w dotyku, a co najważniejsze, skóra głowy trzyma się dobrze.

Oprócz pomarańczowej ampułki możecie znaleźć w salonie kilka innych, jakąś wybraną specjalnie dla siebie i dla swoich włosów, dodając do niej trochę innego preparatu (tak jak ja do pomarańczowego dodałam zielony). Ja za swój Rytuał zapłaciłam 69 złotych, a inne Rytuały (wykonywane w Salonie Doro) możecie znaleźć tutaj: KLIK.

A oto efekty po Rytuale:




I mało tego, nagrałam dwa filmiki! ;) Przepraszam tylko, że obrócone, ale tak udało mi sie jakos utrzymac aparat w jednej ręce. Myślę, że sam efekt jest dobrze widoczny, najlepiej w HD 1080p ;)



A teraz obiecane kilka słów o salonie. Najwięcej informacji znajdziecie na ich stronie KLIK

DORO mieści się w Tarnowskich Górach, w ścisłym centrum miasta na ulicy Sobieskiego 2 (koło placu zabaw). 
w salonie pracują cztery fryzjerki, wszystkie bardzo miłe. Ja miałam jak na razie przyjemność z Panią Patrycją i Panią Kasią. Obie są bardzo życzliwe, świetnie doradzą i przede wszystkim wiedzą, co oznacza PODCIĘCIE KOŃCÓWEK i tym samym tracę zawsze końcówki, a nie 5 - 10 centymetrów z długości.
Podczas każdej wizyty proponowana jest mi herbata, kawa lub woda. Dziś wybrałam herbatę, to jeszcze dodatkowo zaoferowano mi wybór z około 10 różnych smaków <3
Panie pracując z moimi włosami zawsze powiedzą coś miłego, zagadają i są uśmiechnięte. Pytają, gdy mają wątpliwości, szanują moje zdanie i robią dokładnie tak jak sobie tego życzę, a nie tak, jak sobie umyśliły w swojej wizji. Nie chcę lakieru - to go nie będzie, mam własny szampon czy piankę - to użyją moich, skoro tak sobie wybrałam, zwłaszcza, ze wiem, co mi najbardziej szkodzi, a co najmniej.

Sam salon jest bardzo czysty, przestronny i jasny. Na parterze znajduje się fryzjer, maszyna do Kerastase, dwie wystawki z kosmetykami (Kerastase, L'oreal i kilka innych. Za ladą "recepcyjną" jest gablotka na której dziś dostrzegłam L'oreal Profiber, co oznacza że salon ma tytuł L'oreal Proffesionel EXPERT.
Salon ma 3 stanowiska do strzyżenia/modelowania i dwa do mycia, z czego fotele przy umywalkach maja funkcję masażu :)
Dodatkowo Doro posiada antresolę, na której wykonywane są zabiegi - depilacji, manicure, pedicure, makijażu, itd. Jest tego na prawdę sporo, więc po szczegóły zapraszam tutaj KLIK.

Polecam ten salon - obsługa jest świetna, sam salon (jako pomieszczenie) wygląda bardzo profesjonalnie i ładnie. Nie będziecie zawiedzione. Jeśli jesteście z okolic - Bytom, Katowice, Chorzów, Gliwice, Zabrze, Tworóg, Miasteczko Śl, Nakło Śl a nawet Lubliniec - zapraszam :)

EDIT:
AHA! Zapomniałabym. Po pierwszym Rytuale, tym w lipcu, przy regularnym olejowaniu i nakładaniu moich ulubionych masek, ten super mocny blask utrzymał się prawie dwa miesiące.
Czytaj dalej...

Aktualizacja włosowa

Hey, drugi raz dziś.

Korzystając z tego że mam wolne, które wzięłam na potrzeby jazdy do Zabrza KLIK i jeszcze jednego lekarza, którego mam na 14, udało mi się zrobić zdjęcia włosów - a co za tym idzie, będzie aktualizacja, po ponad 2,5 miesiąca. 
W tym czasie wypadła mi tona włosów, problemy skóry głowy się nasiliły, a włosy tracą na blasku i wyglądzie.
Około miesiąca temu podcinałam końcówki.
Obecnie wyglądają tak:




Włosy w styczniu:




Moim zdaniem jest gorzej i widać, że jest ich mniej oraz że bardzo wolno rosną. No cóż.. postaram się nie dołować, choć idzie mi to bardzo kiepsko.
Czytaj dalej...

Fakty o mnie - zbliża się rok bloga - Q&A - zapraszam :)

Heyka. 
Dokładnie za tydzień blog będzie miał rok. Mam ponad 200 obserwatorów i ponad 102 tysiące wyświetleń, co daje 8 i pół tysiąca otwarć moich postów miesięcznie - to bardzo miłe :)
Z tego tytułu chciałabym Wam się przedstawić i napisać kilka..naście..dzieścia (?) faktów o mnie. Oczywiście jest tego dużo więcej i jeśli chcecie, mogę co miesiąc robić taki post. Czytujecie mnie regularnie a praktycznie nic nigdy o sobie nie mówiłam.

Dodatkowo, o czym wspominam pod koniec posta, możecie zadawać mi pytania.

Dziekuję, że jesteście ze mną!

- Urodziłam się 8 lutego 1986 roku, a więc mam 30 lat
- Nie mam rodzeństwa
- Mieszkam na Śląsku, w Tarnowskich Górach
- Mam magistra z administracji, obecnie pracuję w zawodzie
- Nie lubię swoich zdjęć, dlatego bardzo rzadko można mnie gdziekolwiek zauważyć na foto. 
Z reguły uciekam sprzed obiektywu, choć nie robię tego w panice i popłochu (takie osoby mnie denerwują). Mam bardzo mało zdjęć z okresu od teraz do 2 lat wstecz. Te też niestety nie są super najnowsze:






kobieto głowę mi urwiesz


- Mam włosy koloru ciemnego blondu, kilka razy je rozjaśniałam delikatnym balejażem. Dwa razy miałam różowe włosy, farba zmywała się po miesiącu. Nigdy włosów nie przyciemniałam i nie farbowałam na całości. 
- Mam brązowe oczy i nie zamieniłabym tego koloru na żaden inny. W połączeniu z blond włosami, pasuje mi każdy kolor ubrania i prawie wszystkie barwy cieni do powiek. Wyjątkiem są niebieskości i czerwienie.
- Moim marzeniem włosowym od zawsze są gęste włosy do pasa. Niestety, moje pasma nigdy gęste nie były więc to marzenie nierealne - co do długości, zapuszczam jakiś czas, a potem obcinam i tak od zawsze. Ale może w końcu kiedyś się uda. 
- Od grudnia 2013 jestem zaręczona, mój narzeczony ma na imię Rafał.



- Gdy miałam 5 lat, rodzice kupili mi jamniczkę. Przeżyłam z nią 17 lat. Wspaniały, dobry pies, w ogóle nie była złośliwa, a tak często myśli się o jamnikach. Później, po jej śmierci kupiłam pierwszego owczarka szetlandzkiego (śniadego). 6 lat później kolejnego (blue-merle). Obecnie mam więc dwa długowłose psy, które wręcz uwielbiam.







- Interesuje mnie fotografia, mam dobry sprzęt i praktycznie zero czasu na realizowanie się. Także "wyładowuję się" na spacerach z psami i podczas pięknych dni, kiedy mogę zrobić kilka ciekawych fotek makro. Niestety, nie wiem gdzie zgubiłam mój 13 mm pierścień makro - ciągle go szukam.







- Nienawidzę guzików. W mojej szafie, poza spodniami, nie uraczycie ANI JEDNEGO ubrania z guzikami. Nie mam bluzek ani koszul, nie mam koszulek rozpinanych pod szyją. Dwie bluzki do żakietu są zapinane na kryty zamek błyskawiczny. Mam fobię, po prostu mnie obrzydzają - u każdego, ale u mnie w szczególności. Na szczęście robią teraz tak ładne i eleganckie ubrania oraz sukienki bez guzików, ze mogę się dobrze ubierać bez potrzeby posiadania tego "wynalazku" na sobie. 

- Zazdroszczę dziewczynom, które ubierają się w ciucholandach. To moja kolejna fobia. Nie dam rady tam wejść, gdy tylko przekraczam próg, mam wrażenie że wszystko mnie swędzi, dostaję miliona chorób i duszę się. Autentycznie się duszę. Kiedyś weszłam do sklepu, spokojnie oglądam, ładne ciuchy, macam, przebieram między wieszakami. Mama uświadomiła mnie ze to ciucholand. Możecie uwierzyć, moje ręce zrobiły się burczano-czerwone jakby od wysypki, a ja nie umiałam wziąć oddechu - tak panicznie boję się używanych ubrań. I wiem, ze są dezynfekowane i prane i nawet niekiedy nie noszone ani razu. Tak mam i już. A czemu zazdroszczę? Bo na witrynach widzę czasem na prawdę cudne ciuchy.

- Płaczę, gdy umiera znajomy mi pies. I tak, pies nie zdycha, kot też nie, ani myszka. Umierają. Zdychają zwyrodnialce. 

- Nienawidzę bakalii.

- Lubię zapach świeżego asfaltu i benzyny.

- Od 11 lat rękodzieło to moja nieodłączna cześć prawie każdego dnia. Zaczynałam od biżuterii, potem krótko scrapbooking i różnego typu bransoletki, szycie, torebki itd.















- Obecnie od października 2010 roku niezmiennie zajmuję się szyciem misiów kolekcjonerskich OOAK. No, nie tylko misiów, są tez i kotki i elfy..














- Nienawidzę matematyki, fizyki i historii, od zawsze. Są dla mnie za trudne i za nudne.

- Moim największym studiowym sukcesem jest przejście 5 lat bez poprawek - zrobiłam to z czystego lenistwa (chciałam mieć wolne ferie i wakacje ;) oraz "pazerności" - dostawałam stypendium naukowe.

- Daję pieniądze i dary na aukcje i zbiórki charytatywne, dla psów. Z reguły nigdy nie odmawiam. Nie wspieram pomocy dla dzieci i osób dorosłych - z prostej przyczyny - oni zawsze znajdą więcej darczyńców niż zwierzaki. Poza tym jestem mniej czuła na widok dziecka podpiętego do aparatury, niż na widok pobitego psa. Domyślam się, ze wynikiem jest nie posiadanie (jeszcze) własnego potomstwa.

- Własnie z powodu nie posiadania dzieci staram się unikać wspólnych spotkań z przyjaciółkami, bo każda ma już dzieci, od sztuk 1 do 3. Wtedy zawsze dowiem się wszystkiego na temat pieluszek, zupek, kupek, przedszkoli i żłobków. A także ciąży, porodu, tych okropnych niewspierających mężów i wielkiej nudy podczas siedzenia z dzieckiem w domu. Dlatego wolę spotykać się z każdą przyjaciółką po kolei - wtedy o znajdują się tematy, na które ja też mam cos do powiedzenia :)

- Zazwyczaj kiedy jakaś osoba na FB denerwuje mnie zdjęciami, usuwam ją z obserwowanych. Są to z reguły mężczyźni popisujący się swoimi napakowanymi klatami oraz kobiety z selfikami po 3 sztuki i więcej dziennie. Dodatkowo bezwzględnie przestaję obserwować dziewczyny wrzucające swoje małe dzieci usyfione jedzeniem. Serio, lubię dzieci i planuje swoje, ale na prawdę? Czy dziecko które ma pół buzi w czekoladzie a drugie pół w drzemie, obślinione po sam brzuszek tym, co własnie wypluło jest aż takie rozkoszne? Ja bym dziecko wytarła i wrzuciła fotkę czystego i przebranego, ale może ja nienormalna jestem. 

- Nie znam się na polityce. 

- Gram w gry komputerowe - w typowe babskie Simsy i w typowo męskiego Battlefielda.  Ostatnio zaczęłam grac w Black Desert.

- Mam podniesione małe pale u stóp (tzw. małpi chwyt) przez co 99,9% eleganckich butów mnie obciera do krwi w ciągu pierwszych 10 minut spaceru. Stąd tez bardzo często, nawet w lato ubieram adidasy i tenisówki.

- Mam bliznę na plecach - operacja serca gdy byłam dzidziusiem.

- Lubię dzieci, na prawdę :)

- Według mnie najbrzydszymi zwierzętami (poza pająkami) są rekiny. Nie lubię rekinów!

- Nie lubię smaku mięsa. Nie jestem wegetarianinem, po prostu poza kurczakiem nie bardzo smakuje mi mięso. Schabowego zjem.

- Jestem w stanie zrozumieć że zwierzęta ubija się po to aby je zjeść. W końcu sama jem mięso. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś musi nosić np. buty ze skóry ze względów zdrowotnych. Za cholerę nie rozumiem i potępiam osoby które popierają śmierć zwierząt z typowo próżnych pobudek, jak np. krem z wyciągiem z tłuszczu jakiegoś futerkowca albo co gorsza - nienawidzę ludzi noszących naturalne futra! Zrywam z takowymi znajomości.

- Lubię gotowane ziemniaki, natomiast zmiażdżone na puree już mi nie smakują.

- Będąc 5 letnią dziewczynką ucięłam sobie kucyk przy samej skórze głowy. 

- Umiem dosyć dobrze śpiewać.

- Potrafię gotować,  obiady, desery, ciasta..

- Lubię być opalona, ale nie mam nerwów żeby siedzieć bez ruchu i czekać aż będę brązowa, efektem czego jestem jednak bardziej blada niż przyrumieniona ;)

- Chciałabym pojechać drugi raz do Londynu i ogólnie do Anglii. 

- Z powodu mojego hobby mam bardzo wielu znajomych rozsianych po całym świecie.

- Nie chcę mieć hucznego wesela.

- Wolę lato niż zimę - wolę się przegrzać niż zmarznąć.

- Jestem bardzo gadatliwa i ciężko przychodzi mi słuchanie drugiej osoby, bo ciągle mam cos do powiedzenia albo dodania - jednak staram się słuchać i wychodzi mi to w miarę dobrze.

- Nie jestem asertywna, praktycznie zawsze pomogę, jeśli tylko umiem.

- Lubię spać.

- Nie noszę stringów - są niewygodne.

- Przeklinam.

- Nie jestem przesądna - chyba, że przesąd jest pozytywny - wtedy jestem ;)

- Oglądam filmy Marvela. Thora, Avengersów, Kapitana Amerykę, Strażników Galaktyki, Iron Mana... Ostatnio byłam na Deadpoolu i nie mogę się doczekać Civil War ;)  Bucky działa mi tak strasznie na nerwy, że ma ochotę wyrwać mu jaja przez gardło. 

- Mamy w domu dwie figurki HotToys - Ironmana i Kapitana Amerykę. Nie wiem kto będzie kolejny, bo jeszcze nie doszliśmy do porozumienia ;)

- Mam koszulkę imitującą zbroję Kapitana Ameryki, a Rafał Ironmana. Ubraliśmy je na Avengersów 2. Seans poprzedziliśmy zakupami, wzbudzając niemałą sensacje w sklepach i na pasażu, szczególnie wśród dzieciaków ;) 

- Uwielbiam świnki. Małe, duże, żywe i pluszowe.  Te ryjki, te uszka <3

- Nie lubię pikantnych potraw.

- Jem jedzenie z Maca i KFC, uwielbiam Mcdonaldsowe lody z polewą czekoladową. 

- Denerwują mnie wandale, gdy widzę zniszczone ławki, złamane drzewka czy popisane mury, budzi się we mnie okropna złość i złorzeczenie. 

- Boję się dentystów, zastrzyków i ogólnie igieł. Do stomatologa muszę iść z Rafałem, który trzyma mnie za rękę. Przed zastrzykiem czy pobieraniem krwi prawie płaczę (ostatecznie nie płaczę). 

- Jednocześnie jestem odporna na ból uderzeniowy - kiedy złamałam palca, nawet nie wiedziałam, ze jest złamany. Ja ogólnie bardzo często się w cos uderzam, jestem prawie chodzącym siniakiem. 

- W Sylwestra 2014/2015 w ciemnym pokoju... moje psy (podczas pokazu fajerwerków) ze strachu rzuciły się na siebie w panice, a ja, rozdzielając je w ciemności wsadziłam dłoń w paszczę NA SZCZĘŚCIE tego mniejszego. Praktycznie rok nie mogłam ubrać pierścionka zaręczynowego, bo palec serdeczny prawej ręki był spuchnięty w miejscu kostki.  Po tym incydencie winowajca ugryzienia miał mnie w dupie. Za to drugi 3 dni chodził przerażony i ciągle mnie przepraszał, mimo, ze nie dostali absolutnie żadnej bury ani kary.

- Uwielbiam spaghetti bolognese i szpinak w sosie serowo-śmietankowym.

- Nie jem kiełbas ani parówek - mają jeszcze gorszy smak niż typowe czerwone mięso.

- Lubię dostawać prezenty, no bo kto nie lubi - ale większą radość sprawia mi dawanie i uśmiech obdarowanego. 

- Na stażu w biurze poselskim miałam nieciekawe sytuacje. Właściwie dwie. Raz przyszedł pijany facet i groził mi śrubokrętem, że jak "zaraz nie połączę go z tym sku***em to mnie zadźga". Chodziło o Lecha Kaczyńskiego - faceta śrubokrętowca wkurzyły tarcze antyrakietowe. Niestety mimo, że biuro było z PiSu (taki dostałam przydział w Urzędzie Pracy), to telefonu do prezydenta po prostu nie miałam. Miałam za to pod biurkiem sporej wielkości nóż, którym nie pamiętam już co wtedy robiłam. I pogroziłam facetowi nożem. Poszedł sobie. Nie wrócił. 
W innym przypadku pewien głuchoniemy Pan chciał się umówić do prawnika na środę, ale prawnik był tylko w piątki. Pan koniecznie chciał na środę. Dostałam 20 zł łapówki, które potem zostały przy świadkach panu zwrócone ;) Bardzo to przeżyłam, bo bałam się, ze to jakiś podstęp i pójdę siedzieć :P

-Znam 3 stopnie języka migowego dla tzw. pracowników służb społecznych.

Tyle faktów o mnie na dziś. Jeśli chcecie, możecie pod tym postem zadawać mi pytania w komentarzach, chętnie na nie odpowiem pod Waszymi wypowiedziami :)

Pozdrawiam Was :* 
Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka