Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tygodnie tematyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tygodnie tematyczne. Pokaż wszystkie posty

Bionigree - serum oczyszczające do skóry głowy - Dzień pierwszy

Hey!

Dziś pierwszy raz testowałam Serum Oczyszczające Bionigree czyli jak pisze producent na swojej stronie, pierwszy w Polsce polski produkt kosmetyczny do oczyszczania skóry głowy charakteryzujący się najwyższą jakością naturalnych składników, dodatkiem olejku z czarnej porzeczki i potwierdzoną skutecznością. Jest to kosmetyk trychologiczny do stosowania zarówno profilaktycznego, jak i wspomagającego przy leczeniu poważnych dolegliwości skóry głowy.
Działa złuszczająco, przeciwłupieżwo, antybakteryjnie i przeciw wirusowo. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.
Dzięki zawartości mydła kastylijskiego, kwasów AHA i estrów oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu serum skutecznie usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka, rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych, reguluje pracę gruczołów łojowych i łagodzi podrażnienia skóry. Po wykonaniu peelingu skóry głowy, skóra intensywnie wchłania substancje odżywcze, a włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia.

Produkt w cenie regularnej kosztuje 96 zł, ale jeśli poszperacie w necie, możecie go złapać ze zniżką 10%. 

Ta recenzja będzie inna niż te z reguły spotykane na moim blogu. Przede wszystkim będzie to recenzja wieloetapowa, bo chciałabym Wam opisać każdy dzień ze stosowania tego specyfiku. Chciałabym przez pierwsze 3 dni stosować serum codziennie, później co 2-3 dzień aż dojdę do stosowania raz na 2-3 tygodnie. Oczywiście moje wrażenia z działania kosmetyku będą co jakiś czas przeplatane zwykłym postem.

Zanim przejdę do opisu dzisiejszych wrażeń, chciałam przypomnieć z czym mam problem. Otóż w połowie 2015 roku zaczęły mi masowo wypadać włosy, skóra głowy zrobiła się tkliwa, wręcz boląca, swędziała i piekła każdego dnia, niezależnie od zastosowanego kosmetyku. Byłam u wielu specjalistów, trycholog rozłożył ręce (skóra czysta, bez zaczerwienień) i każdy kolejny: dermatolog, ginekolog i endokrynolog również, bo wyniki badań miałam niemal podręcznikowe.
W grudniu 2016 roku, a więc półtora roku od pierwszych objawów włosy przestały praktycznie w 2 tygodnie wypadać. Odpukać, do dnia dzisiejszego jest na prawdę dobrze i nie wyciągam już z sitka kłębków, a jedynie pojedyncze włoski. Niestety, moja skora głowy nadal jest tkliwa, swędzi i podrapana zaczyna mocno piec. Nie jest to już przypadłość codzienna, ale nadal dość często mi się to zdarza i nadal niezależnie od kosmetyku, który wylądował na moich włosach. Dużo lepiej jest po peelingach, a że moje włosy mają skłonności do przetłuszczania się, wine za wszystko zrzucam na wiecznie niedoczyszczoną i bardzo szybko zapychającą się skórę głowy. Dlatego też w dużej mierze zdecydowałam się na to serum oczyszczające.


A teraz do rzeczy. 

Pierwszy dzień stosowania Serum Oczyszczającego Bionigree.

O godzinie 11 rano (witaj krótki urlopie) umyłam włosy szarym mydłem i szamponem Pharmaceris zawierającym płyn micelarny. Następnie wyszłam z domu i po drodze odebrałam z paczkomatu przesyłkę z serum. Buteleczka była lodowata, więc odczekałam do godziny 16:00 z aplikacją kosmetyku na skórę głowy.
Serum ma bardzo specyficzny ziołowy i "zimny" zapach. Jest tu nutka mięty i eukaliptusa, lekko wyczuwam świeżą porzeczkę. 
Aplikacja jest łatwa, kosmetyk jest bardzo płynny. Zalecają nam stosować max. 2 pipety na całą głowę, ale nie wiem czy mam to rozumieć jako 2 dozy (gumeczka w pipecie na raz "wciąga" 1/5 długości szklanej rurki) czy jako 2 pełne szklane pipetki. Założyłam, że chodzi o ta drugą opcję, więc o ok. 10 doz.
Po aplikacji niemal natychmiast odczułam na głowie chłód, a w miejscach newralgicznych (które najbardziej swędzą) czyli czubka głowy i boków nad uszami wręcz mrożenie. Będę marudna, ale powiem, że nie podobało mi się to uczucie. Było dla mnie za silne. No ale, czego się nie robi dla poprawienia kondycji włosów, skóry i w moim przypadku, polepszenia komfortu życia. Wytrzymałam 40 minut i poszłam zmyć serum z głowy szamponem-mydłem z Aleppo.
Zarówno podczas moczenia włosów, jak i podczas mycia i nawet płukania szamponu, odczuwałam na skórze głowy chłód, który nasilił się, gdy odsączałam włosy bawełnianą koszulką i chwilę trzymałam na głowie turban (z tej samej bawełnianej koszulki). Uczucie zimna ustąpiło dopiero po suszeniu włosów suszarką.


Pal jednak licho chłód i mróz. Czy serum ukoiło moją skórę głowy? Nie. Już po godzinie od mycia na nowo zaczęła mnie swędzieć głowa, na czubku, za uszami i nad czołem. Czy to wina szamponu? Nie wiem. Na prawdę nie wiem, bo czego bym nie użyła, raz jest dobrze, a raz jest źle i szczerze powiem że dziś jest akurat dużo gorzej niż wszystkie poprzednie razy, kiedy do mycia używałam akurat mydła z Aleppo, nawet gdy poprzedzałam mycie mechanicznym peelingiem z Pharmaceris.

Może być tak, że mam pecha, że dziś skóra ma foch. Może być też tak, że samo serum mnie podrażniło. Ale może być i tak, że wyczyściło mi skórę tak dobrze (co czuć w dotyku i jest to potężnym plusem), że skora miała niczym nie ograniczony kontakt z mydłem i składnikami, których nie lubi. Ale jak wspomniałam, myłam się już tym mydłem po peelingu mechanicznym który też rewelacyjnie oczyszcza.

Jutro spróbuję znów użyć serum, tym razem z najlepszym szamponem jaki mam i który najdłużej przynosi ukojenie (nie oznacza to, że eliminuje problem) i zobaczymy. 

Na ten moment staram się nie zadrapać.
Czytaj dalej...

Fakty o mnie - zbliża się rok bloga - Q&A - zapraszam :)

Heyka. 
Dokładnie za tydzień blog będzie miał rok. Mam ponad 200 obserwatorów i ponad 102 tysiące wyświetleń, co daje 8 i pół tysiąca otwarć moich postów miesięcznie - to bardzo miłe :)
Z tego tytułu chciałabym Wam się przedstawić i napisać kilka..naście..dzieścia (?) faktów o mnie. Oczywiście jest tego dużo więcej i jeśli chcecie, mogę co miesiąc robić taki post. Czytujecie mnie regularnie a praktycznie nic nigdy o sobie nie mówiłam.

Dodatkowo, o czym wspominam pod koniec posta, możecie zadawać mi pytania.

Dziekuję, że jesteście ze mną!

- Urodziłam się 8 lutego 1986 roku, a więc mam 30 lat
- Nie mam rodzeństwa
- Mieszkam na Śląsku, w Tarnowskich Górach
- Mam magistra z administracji, obecnie pracuję w zawodzie
- Nie lubię swoich zdjęć, dlatego bardzo rzadko można mnie gdziekolwiek zauważyć na foto. 
Z reguły uciekam sprzed obiektywu, choć nie robię tego w panice i popłochu (takie osoby mnie denerwują). Mam bardzo mało zdjęć z okresu od teraz do 2 lat wstecz. Te też niestety nie są super najnowsze:






kobieto głowę mi urwiesz


- Mam włosy koloru ciemnego blondu, kilka razy je rozjaśniałam delikatnym balejażem. Dwa razy miałam różowe włosy, farba zmywała się po miesiącu. Nigdy włosów nie przyciemniałam i nie farbowałam na całości. 
- Mam brązowe oczy i nie zamieniłabym tego koloru na żaden inny. W połączeniu z blond włosami, pasuje mi każdy kolor ubrania i prawie wszystkie barwy cieni do powiek. Wyjątkiem są niebieskości i czerwienie.
- Moim marzeniem włosowym od zawsze są gęste włosy do pasa. Niestety, moje pasma nigdy gęste nie były więc to marzenie nierealne - co do długości, zapuszczam jakiś czas, a potem obcinam i tak od zawsze. Ale może w końcu kiedyś się uda. 
- Od grudnia 2013 jestem zaręczona, mój narzeczony ma na imię Rafał.



- Gdy miałam 5 lat, rodzice kupili mi jamniczkę. Przeżyłam z nią 17 lat. Wspaniały, dobry pies, w ogóle nie była złośliwa, a tak często myśli się o jamnikach. Później, po jej śmierci kupiłam pierwszego owczarka szetlandzkiego (śniadego). 6 lat później kolejnego (blue-merle). Obecnie mam więc dwa długowłose psy, które wręcz uwielbiam.







- Interesuje mnie fotografia, mam dobry sprzęt i praktycznie zero czasu na realizowanie się. Także "wyładowuję się" na spacerach z psami i podczas pięknych dni, kiedy mogę zrobić kilka ciekawych fotek makro. Niestety, nie wiem gdzie zgubiłam mój 13 mm pierścień makro - ciągle go szukam.







- Nienawidzę guzików. W mojej szafie, poza spodniami, nie uraczycie ANI JEDNEGO ubrania z guzikami. Nie mam bluzek ani koszul, nie mam koszulek rozpinanych pod szyją. Dwie bluzki do żakietu są zapinane na kryty zamek błyskawiczny. Mam fobię, po prostu mnie obrzydzają - u każdego, ale u mnie w szczególności. Na szczęście robią teraz tak ładne i eleganckie ubrania oraz sukienki bez guzików, ze mogę się dobrze ubierać bez potrzeby posiadania tego "wynalazku" na sobie. 

- Zazdroszczę dziewczynom, które ubierają się w ciucholandach. To moja kolejna fobia. Nie dam rady tam wejść, gdy tylko przekraczam próg, mam wrażenie że wszystko mnie swędzi, dostaję miliona chorób i duszę się. Autentycznie się duszę. Kiedyś weszłam do sklepu, spokojnie oglądam, ładne ciuchy, macam, przebieram między wieszakami. Mama uświadomiła mnie ze to ciucholand. Możecie uwierzyć, moje ręce zrobiły się burczano-czerwone jakby od wysypki, a ja nie umiałam wziąć oddechu - tak panicznie boję się używanych ubrań. I wiem, ze są dezynfekowane i prane i nawet niekiedy nie noszone ani razu. Tak mam i już. A czemu zazdroszczę? Bo na witrynach widzę czasem na prawdę cudne ciuchy.

- Płaczę, gdy umiera znajomy mi pies. I tak, pies nie zdycha, kot też nie, ani myszka. Umierają. Zdychają zwyrodnialce. 

- Nienawidzę bakalii.

- Lubię zapach świeżego asfaltu i benzyny.

- Od 11 lat rękodzieło to moja nieodłączna cześć prawie każdego dnia. Zaczynałam od biżuterii, potem krótko scrapbooking i różnego typu bransoletki, szycie, torebki itd.















- Obecnie od października 2010 roku niezmiennie zajmuję się szyciem misiów kolekcjonerskich OOAK. No, nie tylko misiów, są tez i kotki i elfy..














- Nienawidzę matematyki, fizyki i historii, od zawsze. Są dla mnie za trudne i za nudne.

- Moim największym studiowym sukcesem jest przejście 5 lat bez poprawek - zrobiłam to z czystego lenistwa (chciałam mieć wolne ferie i wakacje ;) oraz "pazerności" - dostawałam stypendium naukowe.

- Daję pieniądze i dary na aukcje i zbiórki charytatywne, dla psów. Z reguły nigdy nie odmawiam. Nie wspieram pomocy dla dzieci i osób dorosłych - z prostej przyczyny - oni zawsze znajdą więcej darczyńców niż zwierzaki. Poza tym jestem mniej czuła na widok dziecka podpiętego do aparatury, niż na widok pobitego psa. Domyślam się, ze wynikiem jest nie posiadanie (jeszcze) własnego potomstwa.

- Własnie z powodu nie posiadania dzieci staram się unikać wspólnych spotkań z przyjaciółkami, bo każda ma już dzieci, od sztuk 1 do 3. Wtedy zawsze dowiem się wszystkiego na temat pieluszek, zupek, kupek, przedszkoli i żłobków. A także ciąży, porodu, tych okropnych niewspierających mężów i wielkiej nudy podczas siedzenia z dzieckiem w domu. Dlatego wolę spotykać się z każdą przyjaciółką po kolei - wtedy o znajdują się tematy, na które ja też mam cos do powiedzenia :)

- Zazwyczaj kiedy jakaś osoba na FB denerwuje mnie zdjęciami, usuwam ją z obserwowanych. Są to z reguły mężczyźni popisujący się swoimi napakowanymi klatami oraz kobiety z selfikami po 3 sztuki i więcej dziennie. Dodatkowo bezwzględnie przestaję obserwować dziewczyny wrzucające swoje małe dzieci usyfione jedzeniem. Serio, lubię dzieci i planuje swoje, ale na prawdę? Czy dziecko które ma pół buzi w czekoladzie a drugie pół w drzemie, obślinione po sam brzuszek tym, co własnie wypluło jest aż takie rozkoszne? Ja bym dziecko wytarła i wrzuciła fotkę czystego i przebranego, ale może ja nienormalna jestem. 

- Nie znam się na polityce. 

- Gram w gry komputerowe - w typowe babskie Simsy i w typowo męskiego Battlefielda.  Ostatnio zaczęłam grac w Black Desert.

- Mam podniesione małe pale u stóp (tzw. małpi chwyt) przez co 99,9% eleganckich butów mnie obciera do krwi w ciągu pierwszych 10 minut spaceru. Stąd tez bardzo często, nawet w lato ubieram adidasy i tenisówki.

- Mam bliznę na plecach - operacja serca gdy byłam dzidziusiem.

- Lubię dzieci, na prawdę :)

- Według mnie najbrzydszymi zwierzętami (poza pająkami) są rekiny. Nie lubię rekinów!

- Nie lubię smaku mięsa. Nie jestem wegetarianinem, po prostu poza kurczakiem nie bardzo smakuje mi mięso. Schabowego zjem.

- Jestem w stanie zrozumieć że zwierzęta ubija się po to aby je zjeść. W końcu sama jem mięso. Jestem w stanie zrozumieć, że ktoś musi nosić np. buty ze skóry ze względów zdrowotnych. Za cholerę nie rozumiem i potępiam osoby które popierają śmierć zwierząt z typowo próżnych pobudek, jak np. krem z wyciągiem z tłuszczu jakiegoś futerkowca albo co gorsza - nienawidzę ludzi noszących naturalne futra! Zrywam z takowymi znajomości.

- Lubię gotowane ziemniaki, natomiast zmiażdżone na puree już mi nie smakują.

- Będąc 5 letnią dziewczynką ucięłam sobie kucyk przy samej skórze głowy. 

- Umiem dosyć dobrze śpiewać.

- Potrafię gotować,  obiady, desery, ciasta..

- Lubię być opalona, ale nie mam nerwów żeby siedzieć bez ruchu i czekać aż będę brązowa, efektem czego jestem jednak bardziej blada niż przyrumieniona ;)

- Chciałabym pojechać drugi raz do Londynu i ogólnie do Anglii. 

- Z powodu mojego hobby mam bardzo wielu znajomych rozsianych po całym świecie.

- Nie chcę mieć hucznego wesela.

- Wolę lato niż zimę - wolę się przegrzać niż zmarznąć.

- Jestem bardzo gadatliwa i ciężko przychodzi mi słuchanie drugiej osoby, bo ciągle mam cos do powiedzenia albo dodania - jednak staram się słuchać i wychodzi mi to w miarę dobrze.

- Nie jestem asertywna, praktycznie zawsze pomogę, jeśli tylko umiem.

- Lubię spać.

- Nie noszę stringów - są niewygodne.

- Przeklinam.

- Nie jestem przesądna - chyba, że przesąd jest pozytywny - wtedy jestem ;)

- Oglądam filmy Marvela. Thora, Avengersów, Kapitana Amerykę, Strażników Galaktyki, Iron Mana... Ostatnio byłam na Deadpoolu i nie mogę się doczekać Civil War ;)  Bucky działa mi tak strasznie na nerwy, że ma ochotę wyrwać mu jaja przez gardło. 

- Mamy w domu dwie figurki HotToys - Ironmana i Kapitana Amerykę. Nie wiem kto będzie kolejny, bo jeszcze nie doszliśmy do porozumienia ;)

- Mam koszulkę imitującą zbroję Kapitana Ameryki, a Rafał Ironmana. Ubraliśmy je na Avengersów 2. Seans poprzedziliśmy zakupami, wzbudzając niemałą sensacje w sklepach i na pasażu, szczególnie wśród dzieciaków ;) 

- Uwielbiam świnki. Małe, duże, żywe i pluszowe.  Te ryjki, te uszka <3

- Nie lubię pikantnych potraw.

- Jem jedzenie z Maca i KFC, uwielbiam Mcdonaldsowe lody z polewą czekoladową. 

- Denerwują mnie wandale, gdy widzę zniszczone ławki, złamane drzewka czy popisane mury, budzi się we mnie okropna złość i złorzeczenie. 

- Boję się dentystów, zastrzyków i ogólnie igieł. Do stomatologa muszę iść z Rafałem, który trzyma mnie za rękę. Przed zastrzykiem czy pobieraniem krwi prawie płaczę (ostatecznie nie płaczę). 

- Jednocześnie jestem odporna na ból uderzeniowy - kiedy złamałam palca, nawet nie wiedziałam, ze jest złamany. Ja ogólnie bardzo często się w cos uderzam, jestem prawie chodzącym siniakiem. 

- W Sylwestra 2014/2015 w ciemnym pokoju... moje psy (podczas pokazu fajerwerków) ze strachu rzuciły się na siebie w panice, a ja, rozdzielając je w ciemności wsadziłam dłoń w paszczę NA SZCZĘŚCIE tego mniejszego. Praktycznie rok nie mogłam ubrać pierścionka zaręczynowego, bo palec serdeczny prawej ręki był spuchnięty w miejscu kostki.  Po tym incydencie winowajca ugryzienia miał mnie w dupie. Za to drugi 3 dni chodził przerażony i ciągle mnie przepraszał, mimo, ze nie dostali absolutnie żadnej bury ani kary.

- Uwielbiam spaghetti bolognese i szpinak w sosie serowo-śmietankowym.

- Nie jem kiełbas ani parówek - mają jeszcze gorszy smak niż typowe czerwone mięso.

- Lubię dostawać prezenty, no bo kto nie lubi - ale większą radość sprawia mi dawanie i uśmiech obdarowanego. 

- Na stażu w biurze poselskim miałam nieciekawe sytuacje. Właściwie dwie. Raz przyszedł pijany facet i groził mi śrubokrętem, że jak "zaraz nie połączę go z tym sku***em to mnie zadźga". Chodziło o Lecha Kaczyńskiego - faceta śrubokrętowca wkurzyły tarcze antyrakietowe. Niestety mimo, że biuro było z PiSu (taki dostałam przydział w Urzędzie Pracy), to telefonu do prezydenta po prostu nie miałam. Miałam za to pod biurkiem sporej wielkości nóż, którym nie pamiętam już co wtedy robiłam. I pogroziłam facetowi nożem. Poszedł sobie. Nie wrócił. 
W innym przypadku pewien głuchoniemy Pan chciał się umówić do prawnika na środę, ale prawnik był tylko w piątki. Pan koniecznie chciał na środę. Dostałam 20 zł łapówki, które potem zostały przy świadkach panu zwrócone ;) Bardzo to przeżyłam, bo bałam się, ze to jakiś podstęp i pójdę siedzieć :P

-Znam 3 stopnie języka migowego dla tzw. pracowników służb społecznych.

Tyle faktów o mnie na dziś. Jeśli chcecie, możecie pod tym postem zadawać mi pytania w komentarzach, chętnie na nie odpowiem pod Waszymi wypowiedziami :)

Pozdrawiam Was :* 
Czytaj dalej...

Tydzień z maską figowo - migdałową Organic Shop

Heyka.


Coraz gorzej z moimi włosami, przestały się układać, końcówki ciągle są suche (chyba brak olejowania daje moim pasmom nieźle popalić). Niby nie rozdwajają się i nie są zniszczone, ale jednak znacznie się przerzedziły i powyginały. Mam bardzo cienka kitkę, co napawa mnie przerażeniem za każdym razem, kiedy robię kucyk. Do tego dzieje się coś, z czym NIGDY nie miałam problemu - włosy zaczęły mi się po prostu plątać i kołtunić. Czas coś z tym zrobić - idę dziś do fryzjera! Co prawda ściąć max 3 cm, ale zawsze coś - może odżyją. Oby tylko potem zaczęły mi w końcu te kłaki rosnąć i przestać wypadać ;) Ale po skierowanie na badania tez dziś idę, także może już niebawem rozwiąże ten problem. Do tego skalp coraz lepiej i lepiej (poza zdarzeniem niedzielno-poniedziałkowym, ale odkryłam już, co zrobiłam źle), więc może już niebawem uda mi się od nowa zacząć dokładnie pielęgnować moje włosy. Może nawet da radę wcierać kozieradkę przed myciem? Kto wie, kto wie...

Tymczasem, trzymajcie ok 15:00 kciuki, żeby z 3 cm nie zrobiło się 10 ;P

A w ramach nie martwienia się o włosy, ich wypadanie, kondycje i brak porostu, coś dla Was, nowa recenzja:

Dawno, oj dawno nie było żadnego tygodnia tematycznego. Było to spowodowane moja walką z przesuszonym skalpem. Na szczęście już jest coraz lepiej i powoli wdrażam do pielęgnacji moje ulubione maski. Jednakże tą maskę miałam już sprawdzoną około końca maja, ale nigdy nie miałam czasu ani głowy na to, aby ją opisać, a jest to niestety nie fair w stosunku do tego kosmetyku, bo jest na prawdę dobry.


Maskę kupiłam w Triny, jako jedną z... 9 innych masek. Wrzuciłam ją do koszyka, bo zaciekawił mnie olejek migdałowy w jej składzie. Zapłaciłam za nią około 20 zł (za 250 ml). Jakiś czas poleżała na półce, bo zupełnie o niej zapomniałam, ale pewnego dnia postanowiłam, że nadszedł jej czas. 

Produkt ma bardzo przyjemny, delikatny, leciutko owocowy zapach i kremową, bardzo wydajną konsystencję. Sam kosmetyk jest różowy, całkiem miły dla oka. Opakowanie jest plastikowe, z tego co pamiętam, było chyba zabezpieczone sreberkiem. 

Maska bogata jest w składniki odżywcze, powstała na bazie wyciągu z organicznej figi greckiej i olejku migdałowego, a gdzieś tam w tyle jest jeszcze oliwa z oliwek. I to wszystko. Nic więcej organicznego. Powiem Wam, że gdybym wcześniej analizowała ten skład, to nie wiem, czy kupiłabym ten produkt nie znając jego genialnego działania. Przyjrzałam mu się dopiero teraz.


Jednak wspomniałam Wam na początku, że maska jest dobra i tutaj podtrzymuje moją opinię. Włosy po jej użyciu są odżywione, jedwabiste, gładkie i elastyczne - dokładnie takie, jak obiecuje nam producent. To, co robi ten kosmetyk z moimi włosami, to jest jakaś magia, bo pasma są puszyste a jednocześnie bardzo błyszczące i dociążone, ale nie obciążone. 

Niestety, nie mam już tej maski i praktycznie wpadłam w złość przeplatana rozgoryczeniem, kiedy dowiedziałam się, że prawdopodobnie długo tych masek w Polsce nie będzie - producentowi skończyło się pozwolenie na eksport swoich produktow do UE i wcale nie zamierza szybko pozwolenia odnowić... 

Po testach tygodniowych chętnie dodawałam maskę do każdej mix-maski jaką robiłam, bo poprawiała działanie takiej mieszanki. Była świetną bazą do zmieszania z olejem, lub też jako emulgator na naolejowane włosy. Po zakończeniu opakowania czułam się nieswojo wiedząc, że nie mam jej już w szafce. 


Polecam Wam tą maseczkę. Nie jest najtańsza, jak na zaledwie 250 ml, ale często widywałam ją w przecenach do upolowania nawet za 12 zł.. jeśli oczywiście ktoś postanowi na nowo wprowadzić ją na Polski rynek.
Do tego jest dość wydajna i starcza na długo, a działanie wynagrodzi Wam wszelkie wątpliwości. Ciekawi mnie bardzo wersja z jaśminem i  z awokado (a olejek awokado moje włosy kochają), ale tak jak mówię, dostać je tutaj, to prawdziwy cud, a na Ebayu kosztują także 20..ale nie złotych, a dolarów ;)


Skład: Aqua with infusion of Organic Ficus Carica (Fig) Fruit Extract, Organic Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Olea Europaea Fruit Oil, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.
Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka