Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boxy kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boxy kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty

Pretty Box wrzesień 2016

Heka.

Zanim zacznę, chciałabym Was zaprosić do posta, którego blogger wrzucił z takim opóźnieniem, że praktycznie nikt go nawet nie zauważył, po w końcu po 20 godzinach, kiedy sie ukazał, zakryło go kilkadzieścia innych postów. Wpis jest o supergładkich włosach domowym sposobem - KLIK

A teraz wracamy do tematu pudełeczka. Kiedy nie miałam sposobności prowadzić bloga (dla niezorientowanych w temacie, nie było mnie prawie pół roku), zamawiałam co miesiąc ChillBox. Niestety CB przerywa na moment swą działalność, a ja nie potrafię odmówić sobie małych niespodzianek - zdecydowałam się kupić Prettyboxa, który dodatkowo spodobał mi się, bo miało się w nim znajdować czarne mydło od Organiqe.

Dziś box do mnie przyszedł i powiem szczerze, że po długim czasie nie kupowania pudełka, powrót do niego okazał się bardzo miły.


Bioelixire macadamia oli & collagen, serum i szampon,
Dla mnie to bardzo ciekawa propozycja. Moje włosy lubią olej makadamia, ja lubię kolagen. Myjadło ma poprawiać wygląd włosów - ochraniać je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, nawilżać, pomagać w stylizacji itd, a serum ma za zadanie odżywiać nam pasma (i pobudzać włos do wzrostu, co dla mnie jest absurdem w przypadku kosmetyku, którego nie nakłada się na skórę głowy).
Na moim serum nie było koreczka zabezpieczającego i w pudełku też go nie znalazłam.

Korektor od włoskiej firmy Lady Venezie,
Nie nie i jeszcze raz nie! Liczyłam na tusz, ale nie ważne, wiedziałam, ze plany się zmieniły i mogę go nie otrzymać. Miałam możliwość rezygnacji z pudełka, ale dla tuszu czy nie tuszu, nie było wart. Więc skąd moje niezadowolenie? Bo korektor jest suchy, wygląda tandetnie i do tego wkurza mnie niemiłosiernie (nie mówię tu o LV, ale ogólnie o pewnej tendencji) wychwalanie się pod niebiosa : firma z Francji, Włoch, Księżyca!!.. a tu made in PRC.. Dla niezorientowanych, to po prostu Chiny, nazwane ładniej i w dodatku w skrócie, co by się mało kto orientował. People Republic of China.
Wiele firm tak ostatnio robi. I ja tego nie popieram.


Olej z wiesiołka, Oleofarm,
Pierwsza myśl - kurcze, mam wielkie zapasy olejów, po co mi jeszcze jeden i to w takiej dużej butelce, na co ja go zużyję? Na włosy mam inne, do twarzy inne, na ciało nie używam, no psia mać trzeba komuś sprezentować. Myślę, ogarniam, czytam opis produktu i ulga, bo olej jest do użytku... wewnętrznego! Tak, trzeba go pić :) Także, wypije na pewno, bo olejek bogaty jest w tłuszcze wielonienasycone, jak np. omega-6.

DMG herbata Mango Tango, wiśnie w rumie,
Przepięknie pachnąca herbatka, która na pewno wypije, tak samo jak olej :)

Czarne mydło Savon noir od Organique,
To dla niego kupiłam pudełko. Bardzo lubiłam czarne mydło od Nacomi i gdy PB wsadził w swojego boxa te od Organique - musiałam je mieć. I co? I jest rozczarowanie. Po otwarciu słoika, zamiast gęstego żelu, który wyciągamy kawałkami, który znam i który widnieje na reklanie produktu, zobaczyłam.. płyn.
Nie wiem, czy to przez temperaturę. Swoje mydło od Nacomi też dostałam w upał i to jechało do mnie 2 dni - było po otwarciu twarde i zbite. Te mydła rozrzedzają się z czasem, ale po kontakcie z wodą, potem który osiada na dłoniach, paluchami użytkowniczek produktu.
Nie mam pojęcia, czemu moje mydło tak wygląda. Napisałam do PB, mają rozwiązać problem z Organique i dać mi znać.




Jako gratis, w PB znalazłam 15 ml pasty do zębów, wybielającej, Blanx. Takie próbki są fajne, bo starczy mi na więcej niż 3 razy, więc jakieś tam pojęcie o działaniu produktu będę mieć i ewentualnie zakupię. lub nie, produkt pełnowymiarowy.

No i to tyle.
Box mi się podoba, bo poza korektorem, wszystko zostanie zużyte. Szampon już poszedł w ruch, herbatkę niebawem zaparzę. Zaraz po ślubie zacznę pic olej (nie robię tego wcześniej, bo boję się pierwszej reakcji mojej cery). Serum wetrę we włosy rano.
Tylko to mydło mnie zastanawia. Jednak nie uznaje tego za minus pudełka, bo to nie jest wina twórców boxa.


Czytaj dalej...

Chillbox kwiecień 2016

Heyka!

Wczoraj przyszedł do mnie Chillbox. Nie wiem czemu, ale jakoś z początku nie zachwycił mnie szczególnie. To znaczy, kosmetyki osobno ok, razem jakoś nie tworzyły efektu wow. Postanowiłam na spokojnie przemyśleć recenzję boxa, poogladać kosmetyki, poczytać o nich i dziś, po 24 godzinach namysłu stwierdziłam, że jestem zbyt wybredna, a pudełko nie jest złe, choć dwie rzeczy zupełnie są mi niepotrzebne.

Co tym razem znalazłam w boxie:


1. Korund kosmetyczny, Biocosmetics 
Moja buzia uwielbia peelingi, szczególnie peeling od Sylveco, który także jest z korundem. Od teraz mogę samodzielnie tworzyć zdzieraki, a nawet nie wiedziałam, że korund można kupić osobno i po prawdzie, myślałam, że to jakieś sproszkowane zioło... A tu niespodzianka, to jest minerał. Wygląda pięknie, jak bardzo drobnoziarnisty cukier i z pewnością będę go często stosować.


2. Masło shea, Ecoorganic.
Jest lepsze od tego, które dostałam w innym boxie - bardziej tłuste, lepkie, nie kruszy się. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, mnie takie pasuje bardziej. Oczywiście nie mam na nie obecnie żadnego dobrego pomysłu, ale z pewnością niebawem coś wymyślę.


3. Olejek zapachowy do aromaterapii, Aromat. Zapach - magnolia.
Nie. Nie cierpię kwiatowych aromatów do kominków - owoce, ciasta, przyprawy - tak. Kwiaty - nie.  Na szczęście moja teściowa lubuje się w tego typu pachnidłach - więc olejek na pewno się nie zmarnuje.


4. "Mężczyzna ze stumilowego lasu" - Douglas Lain, książka.
Krótki opis: 
"Życie Christophera Robina Milne’a, syna człowieka, który dał światu Kubusia Puchatka nie jest bajką. Był maltretowany przez sławnego ojca, walczył na frontach II wojny światowej. Obecnie prowadzi księgarnię, w której z założenia nie sprzedaje książek ojca. Wszystko się zmienia, gdy przypadkowo znajduje plakat z Kubusiem Puchatkiem, będący zaproszeniem na wiec protestacyjny w Paryżu w roku 1968. Znany całemu światu jako uroczy chłopiec z bujnymi włosami i wymyślonymi przyjaciółmi, dorosły Christopher stoczy walkę o zdefiniowanie siebie i swojego życia w cieniu ojcowskiego mitu. Douglas Lain łączy poezję z polityką, baśniowość z przemocą, prawdę z fikcją. Paryż 1968 z Wall Street 2012 oraz Kubusiem Puchatkiem."
Sama nie wiem. Ogólnie zdziwiona jestem, kto jest tytułowym bohaterem i jak daleko sięgnie w książce prawda, a co będzie fikcją. Lubię Kubusia Puchatka (Prosiaczek rlz!) i nie wiem czy chce czytać złe rzeczy o autorze tej bajki. Z drugiej jednak strony ciekawi mnie ta fabuła.

UWAGA SPOILER:
Doczytałam, że A.A. Milne wcale nie maltretował syna, a jedynie był wobec niego obojętny i okazywał mu swoje rozczarowanie gdy tylko nadarzyła się okazja. Własnie to pokazane jest w książce - czyli opis fabuły jest lekko przesadzony.


5. Nasiona Chia wraz z plastikowym słoiczkiem.
No przeuroczy jest ten słoiczek! Chia lubię, nawet o niej pisałam. Poczatkowo nie byłam zachwycona, bo mam zapas nasion, ale ostatecznie, kto mógł wiedzieć? A zdrowego puddingu nigdy za wiele, także, jest dobrze :)


6. Tonik oczarowy - Organique.
Podchodziłam do niego jak pies do jeża, bo bałam się o cerę. Jednak poczytałam, pooglądałam, pomyślałam i zdążyłam już kilka razy przemyć nim twarz - robi się całkiem przyjemna i ładna. nic złego się z nią nie podziało przez noc i przez dzisiejszy dzień.
Ładnie pachnie, fajnie nawilża, na pewno zużyje w całości.


7. Plakat F.L.Y. - First Love Yourself - od MillArt.

Nie zrobiłam fotki plakatu. Możecie go zobaczyć TUTAJ . generalnie jest to biała kartka A4 z czarnym napisem. Zupełnie nie dla mnie i zupełnie nie wiem dlaczego taki plakat kosztuje prawie 40 zł. Chyba chodzi o cenę nie tylko wydruku, ale i zaprojektowania. Dla mnie najładniejsza jest sama tuba w której przyjechał. Jestem tutaj zupełnie na nie, ale wiem, ze do jasnych, minimalistycznych pokoi się nada i będzie ładnie wyglądał w antyramie, lub białej ramce.

No i to tyle. Jak widzicie, nie przypasowały mi tylko plakat i aromat. Co do reszty- przemyślałam i polubiłam. Na pewno opiszę Wam niebawem działanie toniku i korundu. Nie zapomnę tez o maśle shea :) 
Ogólnie i tak pudełko wypada dużo lepiej od tych, które niedawno widziałam na innych blogach. Przynajmniej w mojej ocenie.

A co Wy sądzicie o kwietniowym Chilboxie?



Czytaj dalej...

PrettyBox marzec 2016 - owocowo

Heyka. 
Dziś przychodziły do nas PrettyBoxy. Od razu wybaczcie fotkę - nie jest najlepszej jakości, ale nie rozwódźmy się nad tym dlaczego. Skupmy się na pudełku ;)

Na początku nie kryłam się z dziwnym uczuciem, ze pudełko jest średnie. W miarę jednak jak robiłam mu zdjęcia, czytałam opisy i oglądałam
dokładnie zawartość - uważam, że jest całkiem całkiem.


1. Maska żelowa na oczy, Anatomicals
Nie znam - na prawdę ;) Wiem, że są takie maski, ale nie wiedziałam, ze ta jest popularna. Będę jej raczej używać na zimno, bo mam często zasionione i zmęczone oczy (praca, hobby, potrzeba wielu godzin snu, których oczywiście nie mam w zapasie). Nigdy wcześniej nie używałam takiego produktu, ale skoro go dostałam, to czemu nie spróbować :)

2. Balsam w kostce - mango, Subtele Beauty
Ok.. wychodzi na to, ze jestem kosmetycznym koślakiem. Nie wiedziałam, że są balsamy do ciała w kostce (a niedawno kupiłam balsam do włosów w kostce, własnie to sobie uświadomiłam).
Maseł i balsamów mam pod dostatkiem, ale dzielnie zużywam to i temu się oberwie ;) Jestem strasznie ciekawa jak rozpuszcza się w dłoniach :)

3. Krem BB VIP Gold, Skin79
Niestety, mam po nim twarz jakbym wymiotowała pół nocy, Albo i całą. Bardzo poszarza i postarza moją i tak mało promienną cerę. Absolutnie nie powiedziałabym że ma takie właściwości o jakich mówi producent. Chętnie oddam mamie, która ma ten BB pełnowymiarowy ( ode mnie zresztą, bo kupiłam i się zraziłam). Będzie miała na podróż czy wyjazdowy weekend :)

4. Jagodowy krem do rak Dairy Fun, Delia.
Nie - kremów do rak jest za dużo, sama ciągle walczę z tymi moimi, które już mam. Zapach tego jest sztuczny i nijaki (Ale ja ogólnie nie lubię Delii), trochę lepiej pachnie kiedy lekko wywietrzeje. Na razie zostawię i zobaczę jak mi zejdą starsze, ale nie obiecuję, że zużyję.

5. Górale malinowi
Są oto ozdobne torebki z herbatami :) Mam malinę - jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo uwielbiam malinowe herbaty. Do tego design jest bardzo fajny :)

6. Szampon przeciwko wypadaniu włosów - Vida Shock, Brissas
Produkt dla którego czekałam na pudełko, bo moje włosy nadal wypadają - to może to mi pomoże?Opis brzmi obiecująco, zobaczymy jak będzie w praktyce ;) 

Gratisy:
Próbka pianki do zmywania kremów BB, Skin79
Zielona próbka kremu BB, Skin79
Lizaczek bezcukrowy i smak do herbaty na sznurku (jagodowy) od Manufaktury Karmelkowej

No i jak, co sądzicie? Całkiem fajnie jest :) Ten krem do rąk bym wymieniła na coś innego - ale sama już nie wiem na co, bo wszystkiego mam pod dostatkiem. 
Szampon, maska, balsam, herbatki <3 Na plus!!


Czytaj dalej...

Chillbox marzec 2016 - ślimaki, figi i ogórki :)

Heyka,
dziś przyszedł do mnie Chillbox. Po bardzo meczącym i stresującym dniu, miałam nadzieję, że paczka kopnie mnie do przodu na przynajmniej tydzień. No udało się, choć nie w 100%

Tym razem w boxie znalazłam:




1. Wiosenny eliksir do ciała melon z ogórkiem - Mokosh.
Moja butelka była dość mocno brudna i to wcale nie umazana eliksirem - nie wiem co to było, ale to na pewno były odbicia palców. Sam produkt całkiem ok - bałam się masakrycznej tłustości, ale produkt fajnie wchłonął mi się w grzbiet dłoni. Będzie to fajny dodatek do kapieli, balsamów czy jako produkt solo. Troszkę denerwuje mnie zapach, ale nie jest zły, da się do niego przyzwyczaić (nie lubię melonów)

2. Golden Snail Mini Set - Skin79.
W weekend próba generalna! Bardzo ciesze się z tego zestawu, Skin79 przypadł mi do gustu, ich Snail BB Cream również się u mnie sprawdza. Do tego set ma pozytywne opinie, także - hura :)

3. Książka "Mała opiekunka mamusi" - Watson Casey
Nie. Nie podoba mi się recenzja z tyłu okładki. Nie lubię takich książek ani takich historii. Może przeczytam - nie wiem, nie obiecuję. Na pewno nie w najbliższym czasie.

4. Przyprawa do kawy bez chemii "Dar natury".
Tutaj KLIK mogłyście poczytać kilka faktów o mnie. Serdecznie zapraszam! Kolejny fakt o mnie: Nie pijam kawy. W ogóle. Czasem czekoladowe cappuccino i to wszystko. Przyprawa pójdzie do rodziców. Pytałam Rafała czy zostawić - nie chciał.

5. Cztery szablony do kawy
jak wyżej - nie mam czego nimi ozdabiać ;) 

6. Figowa maska do włosów - Organic Shop.
TAK! Moja radość jest ogromna, kocham tą maskę. Radość byłaby tym większa, gdybym dziś nie dostała mojego zamówienia z Lawendowej Szafy, gdzie obowiązkowo znalazła się ta maska. No to teraz mam dwie (i kilka innych z OS), ale data ważności długa, więc czas zacząć  na nowo przygodę z moim ulubieńcem. 

Także to już wszystko. Gdyby nie dodatki do kawy i inna książka zamiast tej, pudełko było by moim osobistym spełnieniem marzeń. A tak jest "tylko" bardzo fajne ;)

Wielkie dzięki dla Chillboxa za maskę OS i snail set :)





Czytaj dalej...

Chillbox luty 2016

Hey.
Dziś przyjechał do mnie Chillbox. Bardzo się na niego cieszyłam, a teraz nie wiem totalnie jak zabrać się za jego opisanie. Bo niby pudło ok, ale tak zwyczajnie nie zachwyca. Może spodziewałam się czegoś innego? Sama nie wiem co jest nie tak.



1. Nawilżający krem arganowy z olejkiem lawendowym, Lilamai.

Krem do twarzy.. hmm.. na pewno spróbuję, bo podobno nie zapycha - tyle, ze ja panicznie boje się kremów z olejkami bo już nie raz zrobiły mi siecze na twarzy. Jest to jednak Lilamai, a ta firma ma u mnie same plusy. Kto wie, może jednak będzie to coś dla mnie?

2. Nawilżająca maseczka do twarzy z minerałami z Morza Martwego, Apis.

Apis znam z innego pudła i bardzo mi nie podpadła ta firma. Mgiełka do ciała, bo ten produkt miałam, była zwyczajną, nieciekawie pachnąca wodą. Nie robiła nic ciekawego i nie umilała mi dnia zapachem. ta maska ma bardzo dobre opinie, więc mimo obaw spowodowanych zrażeniem się do Apisa przez nieszczęsną mgiełkę - zaryzykuję i użyję. 

3. "Serce z kryształu", Lenoir Frederic.

Książka cienka, to dobrze, bo ostatnio mam mało czasu, więc szybko ją skończę. Nie do końca jestem przekonana co do fabuły, ale kto wie, może będzie ciekawie? Rzadko czytam romansidła i opowiastki miłosne, także no, zobaczymy :)
4. Cukrowy peeling do ciała, Harmonique.
To produkt, z którego cieszę się najbardziej. Czekałam na niego i wiedziałam, że będzie w pudełku. Krem do ciała z tej firmy jest rewelacyjny, dlatego ufam, ze peeling będzie równie dobry.

5. Różana lemoniada, Fentimans.
Nie kosztowałam jeszcze, ale na pewno wypiję. Szkoda że pojemność taka mała, bo nie będę miała się jak podzielić ;) John Lemon był smaczny, więc myślę, że dziewczyny wybrały równie smakowitą oranżadkę.

6. Świeczka - korek.
Wesoły, aczkolwiek dla mnie zupełnie zbędny gadżet. Pale tylko kominki z woskiem, świece zapachowe i lampiony. Innych świeczek nie. nie mniej jednak, jest to ładny element ozdobny :)

I takie to tym razem jest pudełeczko. Fajne, przyjemne, ale nie było dziś okrzyków zachwytu. 

A jak Wam się podoba?



Czytaj dalej...

Lutowy-walentynkowy PrettyBox i kilka ogłoszeń ode mnie

Heyka.
Na początku kilka słów ogłoszeń:

Wiem że ostatnio mnie mało, ale to jest ciągle i niezmiennie związane z obowiązkami jakie sama sobie nałożyłam. Praktycznie od rana do wieczora spędzam czas nad pewnymi projektami i nie mam czasu na nic poza tym (serio). No ok, jem, śpię, myję się, czasem gdzieś wyjdę. Nawet całkiem ciekawie mam zaplanowany weekend :)
Wczoraj były moje 30-ste urodziny. Czas leci niezmiernie szybko, a ja wcale nie czuję, że aż tyle mi przeleciało. I absolutnie nie czuję się na tyle, na ile mam lat. Tak na jakieś 23-25 max ;)
Włosy wypadają, cały czas, do laboratorium nie umiem się dodzwonić. Zapalenie krtani nie pozwala mi ponowić badań tarczycy - kaszel i katar cały czas mi towarzysza, mimo brania pokaźnej ilości leków. 

Tydzień temu podcięłam końcówki - włosy wyglądają na prawdę dobrze, fajnie się układają i zyskały nieco wizualnie na objętości. Jak tylko będzie lepsze światło, to od razu Wam pokażę jak wyglądają :)

Tyle. 
Przejdźmy do PrettyBoxa, którego otrzymałam dzisiaj. 


Pudełko jest bardzo fajne, choć dwa produkty średnio mnie cieszą. Nie będę dziś wypisywać procentów zadowolenia, a od razu powiem o co chodzi. 
Po pierwsze GoCranberry chyba zaczyna mnie prześladować, a może to pudełka są przez niego prześladowane? Mam dwa płyny micelarne, jeden żel micelarny, maskę do twarzy i do włosów. Nie jest to absolutnie niczyja wina poza moja, bo tyle tych pudeł nakupowałam, natomiast sama jestem już tą żurawiną znudzona ;) Nie mniej jednak, o ile jeden płyn micelarny do kogoś powędruje, o tyle źel mnie nawet ciekawi i zostaje ze mną. 
Mydło Yope było już w innym boxie. Jakoś tak nie przemówiło do mnie zbytnio, generalnie nie zwracam za bardzo uwagi na mydła do rąk. Zapachy były do wyboru, a mnie wszystkie podobają się tak samo - czyli w ogóle. Na szczęście ten mój, z werbeną "zalatuje" mi cytryną, więc jest dobrze - a na pewno lepiej niż się spodziewałam że będzie. 
Także ja wiem, zdaję sobie sprawę z tego, ze 99% osób ucieszy się BARDZO z żelu i mydła. Ja też się cieszę, ale tak po prostu, ot, fajnie że są w pudełku. 

Przejdźmy teraz do produktów, które z kolei mnie bardzo cieszą.

Organiczne masło shea, nierafinowane, Ghana.
Nigdy nie miałam tego typu półproduktu. Można go używać zarówno solo, jak i jako dodatek do kosmetycznych miksturek (pozdrawiam Mineralny Świat Kasi). Jestem bardzo ciekawa tego masła. Ma wspaniały, naturalny, orzechowy zapach. Nie mogę się doczekać, aż zaczną się testy i mieszaniny:)

Truskawkowy peeling do ust, Laura Conti
Takie małe, przyjemne coś. lubię takie kosmetyczne drobiazgi, zwłaszcza o przyjemnym, owocowym zapachu. Akurat moja pomadka od Sylveco się kończy, więc oto mam już następce :)

Arganowa maska do włosów, Bioelixire
Na ten moment bardzo cieszę się z maski, bo opis brzmi obiecująco - niestety, nie wszystkie arganowe produkty moje włosy lubią. Czasem wręcz nienawidzą! Jak będzie tym razem, zobaczymy, ale nie ma tego złego - moja mama uwielbia wszelkiego typu Maseczki arganowe, więc jak mi maska nie przypasuje, to mama się z niej na pewno ucieszy ;)

Serduszko - ogrzewacz do rąk
Jestem zmarzluchem, mam zawsze zimne dłonie i stopy - gadżet idealny jak dla mnie. Tego typu ogrzewacze znam i lubię. Mam jeden, nie zaszkodzi posiadać i drugi - szybciej się rozgrzeję. Może nawet dziś skorzystam, bo czeka mnie przeprawa do dentysty ( :( ) a wieje lodowaty wiatr.

I tak oto przedstawia się lutowe pudełko Prettybox. Jak dla mnie - bardzo fajne. Wiele dziewczyn również ma już swoje boxy i jest zadowolona.
A wy, co sądzicie? 


Czytaj dalej...

Lutowe Naturalnie z Pudełka - edycja mocno kwiatowa :)

Witajcie!

Ani się obejrzałam, a już przyszło do mnie kolejne Naturalnie z Pudełka. Wiem, miałam go nie brać, ale skusił mnie peeling z Organique - a na urodziny sobie nie odmówię ;)

Co ciekawego znalazło się w boxie?




1. Peeling do ciała, Organique 52.90 zł
Pachnie przepięknie, kwiatowo i lekko. Cieszę się, że się na niego skusiłam, a raczej, że to on skusił mnie na pudełko. Nie wiem jeszcze co mam o nim napisać, ale na razie jestem nim oczarowana - kolorem i zapachem.
2/2 pkt zadowolenia

2. Olejek odżywczy malina, Nacomi. 25,5 zł
Sama nie wiem, bo nie lubię olejków do ciała - czuje się po nich po prostu brudna. Na szczęście podobno można ich używac także na włosy - to już jakiś plus, zwłaszcza, że w składzie jest mój ulubiony olejek z awokado
1/2 pkt

3. Płyn do demakijażu oczu z różą, Phytocode, 22,14 zł
Płyn ma cudny, różany zapach. Sama nie wiem jak to się dzieje, bo ja nie lubię różanego zapachu, gdy nie jest to wąchany, żywy kwiat. A tu mi się podoba. Niestety, zmywałam nim już raz tusz i cienie - na pierwszy rzut oka czysto, ale podczas mycia twarzy zrobiły mi sie pod oczami czarne cienie.
1/2 pkt

4. Półkula kąpielowa, Ministerstwo Dobrego Mydła, 5,5 zł
Mam miodowo-owsianą kulę, a taką własnie chciałam. Pachnie bardzo apetycznie, mleczno-slodko. Cały box nią pachniał. Wygląda ślicznie i na pewno się z nią wykąpię.
2/2 pkt

5. Dziegciowa maska do włosów, Fitokosmetik, 4,90 zł
Maska jest zrobiona na bazie łopianu, dziegciu i chmielu. Podobno ma powstrzymać wypadanie i załagodzić podrażnienia. Zobaczymy, bo przydało by się to bardzo ;) Ciekawi mnie ten produkt, mam nadzieję, że starczy na dwa razy.
2/2 pkt

W sumie box uzyskał 8 na 10 punktów zadowolenia, co daje 80% - z trzech kosmetyków na prawdę się cieszę, dwa pozostałe są po prostu ok - na pewno na coś się przydadzą. 
Ogólnie box mnie ucieszył, ale raczej marcowej edycji nie zamówię - wydałam już pieniądze na co innego a miejsca w szafce i tak nadal brak ;)

Koszt pojedynczego pudełka to 89 zł, wartość produktów oszacowano na około 111 zł co daje 22 złote potencjalnego zysku. 

Czytaj dalej...

Prettybox styczeń 2016

Cześć.
Coś ostatnio nie mam szczęścia, wczoraj miałam totalnie zepsuty humor (dziś już jest lepiej), do tego od poprzedniego wieczora wraca mi zapalenie krtani i znów nie mogę spać.
Na szczęście dzisiaj przyszło pudełko PrettyBox, to humor się trochę poprawił :)

Poniżej zawartość boxa, moja ocena i jedna uwaga dotycząca pudła. Podjęłam z PrettyBoxem współpracę na specjalnych warunkach, jednak ocena i procent zadowolenia jest całkowicie obiektywny.



1. ŚWIECA ZAPACHOWA HEART&HOME
Lubię owocowe, zapachowe świece. Ta z H&H jest czereśniowa, więc całkiem fajnie, pachniał nią cały box. Aromat jest naturalny i kuszący, bardzo przyjemny. Nie paliłam jej jeszcze, ale na pewno wypale do dna - oby tylko pachniała, bo mam kilka świec, które pachną zgaszone, natomiast zapalone - w ogóle.
2/2 pkt

2. MARION DETOX HAIR LINE, TERAPIA DO WŁOSÓW ODŚWIEŻAJĄCO-OCZYSZCZAJĄCA.
Sama nie wiem. Nie jestem przekonana do Mariona ani do produktów w saszetkach. Zużyję na pewno, bo jestem trochę ciekawa efektu, choć sama bym po ten kosmetyk nigdy nie sięgnęła.
1/2 pkt

3. DRESENDER ESSENZ - SÓL DO KAPIELI
Ostatnio chwaliłam za zapach żel do mycia z tej samej firmy. Podobały mi się też jego właściwości myjące - fajny produkt. Sól ma pachnieć mandarynkami i pomarańczami - czyli tym, co uwielbiam jeść i wąchać. Dodatkowo zawiera olej z awokado (wspaniały na włosy, więc pewnie również na skórę), który ma nawilżyć nasze ciało. Zobaczymy, jestem zadowolona z posiadania tej paczuszki.
2.2 pkt

4. OLEJ ZE SŁODKICH MIGDAŁÓW, GAJ OLIWNY
Z olejami jest tak, że niewiele potrzeba, żeby dodać go do kosmetyku, maski na włosy czy użyć do olejowania. Olej migdałowy jest bardzo dobry dla porowatych włosów, na skórę działa równie dobrze, ja jednak mam na prawdę ogromny zapas olei i ten podarowałam mamie. Pojemność 150 ml to według mnie dużo za duża butla. Dobrym pomysłem było dodanie do pudełka oleju, bo mało boxów tak robi, ale nie jestem do końca przekonana co do pojemności.
1/2 pkt

5. SKIN79, KREMOWA PIANKA DO OCZYSZCZANIA TWARZY
No i jak to jest.. kończy mi się żel do buzi, kupuję sobie nowy i nagle w każdym boxie jest coś do mycia twarzy :D teraz mam zapas, swoje kupne La Roche Posay, Chillboxowy żel i tą piankę. Ale nie narzekam, bo twarz myję 2-3 razy dziennie a ten kosmetyk chciałam wypróbować od kiedy tylko się o nim dowiedziałam, jednak odrzucała mnie cena. A dziś co.. dziś jest u mnie :) Cieszę się.
2/2 pkt

6. ŻEL POD PRYSZNIC GARDEN TERAPHY - OWOC GRANATU
Niebawem kończę żel do kąpieli, więc fajnie, że nie muszę specjalnie iść i kupować coś nowego. Produkt ładnie pachnie, choć skład ma dość chemiczny - ale akurat mnie to w żelach pod prysznic w ogóle nie przeszkadza, także super - zacznę na pewno używać pod koniec tygodnia. Czy kosmetyk będzie dobry czy nie, to się okaże, na ten moment jestem zadowolona, że znalazłam go w boxie.
2/2 pkt

W pudełku były równie ulotki oraz próbki krem DeoFeet i podkładów Skin79.  Dodano tez malutki kalendarzyk-ulotkę.

Procentowe zadowolenie z pudełka w moim przypadku wynosi 83%, czyli na prawdę całkiem sporo. Mama ucieszyła się z oleju, także tym bardziej i ja cieszę się, że był w boxie. Cieszę się również, że PB idzie do przodu jak burza i ma coraz więcej subskrybentów :)

Jedna mała uwaga, o której wspomniałam na początku - na profilu PrettyBoxa na Facebooku twórcy pudełka ujawnili aż 3 z 6 produktów, co sprawiło, że radość otwierania pudła i miła niespodzianka nie była taka duża, jakbym chciała. Zawartość bardzo mi się podoba, jednak fajnie by było, gdybym nie wiedziała co tam odkryję - niespodzianka była by wtedy większa. Do tego pokazane zostały te najlepsze perełki z boxa - świeca, olej i pianka do mycia twarzy
Znam już 3 produkty z edycji lutowej: - masło shea z Ghany, mydełko YOPE o zapachu Werbeny oraz micelarny żel do mycia twarzy i demakijażu od Cranberry. No i jak tu teraz ma być niespodziankowo? Może lepiej cienie albo pixelowe obrazki, podpowiedzi jakieś, niż tak z góry od razu jakie kosmetyki będą w pudełku?  Z drugiej strony może to i lepiej, bo więcej osób kupi/nie kupi boxa, czyli więcej dziewczyn nabędzie (bądź nie) pudło, które im się po prostu podoba, bo wiedza co jest w środku? Sama nie wiem. A co Wy myślicie? Zastanawiacie się nad kupnem PrettyBoxa? A może macie już swoje w domu?


Czytaj dalej...

Styczniowy Chillbox już u mnie!


No heyka!

Od razu powiem, że dziś nie jest fajnie, tak ogólnie. Pogoda do bani, światło do fotek tym gorsze. Humor mam średni z powodów prywatnych, ale najgorsze jest zapalenie krtani. 2 noce temu nie umiałam złapać tchu, skleiły mi się ścianki krtani i powietrze nie chciało "przejść" ani w te ani wewte. Wystraszyłam się ie na żarty i teraz boję się spać, bo tylko nie śpiąc jestem w stanie pić i nawilżać przesuszone gardło.


Dobra, tyle jeśli chodzi o marudzenie. 
Albo i nie, bo przyszedł styczniowy Chillbox i do niego też mam dziś jakieś uwagi. Zresztą, poczytajcie same.
Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moja opinia, a wysokość zadowolenia wyrażona w procentach to ocena pudelka z mojego punktu widzenia i przydatności produktów według mnie i dla mnie. 


1. Wkład do plannera, plan żywienia.
Nie mam świra na punkcie liczenia kalorii, zdrowego odżywiania się i diet. Nie odchudzam się, jem pizzę z Biedronki i Cheesburgera z Maca. Lody czekoladowe, sernik ze Starbucksa (ktoś ma przepis?!) i własnoręcznie robione bezy wcinam w ilości hurtowej. Ale ale! Uwielbiam tez warzywa, owoce, sałatki, koktajle i zdrowe jedzenie. Tyle ze jem to, na co mam ochotę, a nie to co wypada jeść. Taki planner jest mi zupełnie niepotrzebny. 
0/2 pkt

2. Książka "Ostatni wykład".
"Randy Pausch w wieku 46 lat zrealizował większość ze swoich marzeń, i o tym, jak je zrealizował jest też jego wykład. Dał on wszystkim słuchaczom więcej niż jakiekolwiek podręczniki motywacji. Zachwycona publiczność wielokrotnie przerywała mu wybuchami śmiechu i owacjami. "Umieram, ale nadal dobrze się bawię i zamierzam cieszyć się życiem do końca dni, jakie mi jeszcze pozostały" - oświadczył Pausch na zakończenie, a sala wręcz eksplodowała oklaskami."

Sama nie wiem. Nie do końca przekonują mnie takie książki. "Potęga podświadomości" też jakoś mnie nie ruszyła, ale ta książka nie do końca wydaje się poradnikiem. Prędzej opowieścią, z której powinniśmy czerpać inspiracje. Zobaczymy. Obecnie nadrabiam książki, w tą też na pewno zajrzę.
1/2 pkt

3. Oczyszczający żel do twarzy z minerałami z wody geotermalnej - Gli Elementi
Kończy mi się mój żel do twarzy z Vichy, ale niestety kupiłam już sobie nowy z La Roche-Posay. No ale skad ktokolwiek mógł wiedzieć, że tak będzie. Żel z Chillboxa musi poczekać, jednak bardzo się cieszę, że jest w pudełku. Buzie myję 2-3 razy dziennie, żele schodzą szybko.  Jestem ciekawa tego produktu, chętnie go zużyję.
2/2 pkt

4. Miętowy shaker
Dla mnie to zbędny produkt. Do biegania zbyt nieporęczny, na siłownie nie chodzę, bo mam w domu a i tak nie lubię pić podczas ćwiczeń. Rozumiem skąd pomysł - coraz bardziej polki nastawione są na zdrowy tryb życia, ćwiczenia, a po Wigilii przy się zrzucić kilka kilo ;) Nowy rok, nowa ja ;) Nie podważam potrzeby dodania shakera do pudełka, bo to fajny gadżet, tyle ze nie dla mnie. Nie mniej jednak będę z niego popijać soki podczas wieczornego poczytywania w łóżku.
1/2 pkt

5. Krem do rak z masłem sha i masłem z dzikiego mango - Bor to bio
Nie często używam kremów do rak, mam ciągle jakieś w zapasie. Staram się je zużywać, ale typ mojej pracy wymaga suchych, czystych rak, absolutnie niczym nie wypaćkanych czy nawet delikatnie tłustawych, stąd idzie mi to opornie, bo smarować się mogę tylko na noc...i często o tym zapominam. tubka na szczęście jest mała, a krem bardzo lekki, dlatego wróżę nam miłą współpracę.
1/2 pkt

6. Baton bez glutenu, jabłko i cynamon, Mixit
Nie lubię takich słodyczy, choć ten baton jest nie najgorszy (własnie go jem). Nawet po lekkim zastanowieniu stwierdzam, ze smaczny. Stworzony z daktyli, jabłek, orzechów i innych smakołyków - idealny na przekąskę.
2/2 pkt

7. Ryżowa maska/peeling do twarzy z orkiszem bio i ogórkiem - Calaya
Mam kilka produktów tej firmy i spisują się dobrze. Ta maska ma za zadanie łagodzić zaczerwienienia i koić cerę oraz przywracać jej black i nawilżenie. Coś akurat dla mnie - choroba dość mocno odznaczyła się na mojej buzi, jestem sucha jak wiórek, a nos mam czerwony i popękany. 
2/2 pkt

Wyszło 9 na 14 punktów. 64% zadowolenia. To ponad połowa, ale jakoś tak mało w porównaniu do innych Chillboxów. Właściwie całość mocno zaniża ten wkład do plannera, bo generalnie pudełko nie jest złe, jest dobre, fajne, z lekkim zamysłem przekonania nas lub do podtrzymania postanowień noworocznych jeśli chodzi o zdrowy tryb życia. 
Kosmetyki bardzo fajne, baton smaczny. W moim odczuciu zadowolona jestem tak w 80%, czyli około tylu, ile zdobyło by pudełko nie zawierające tych kartek z planem żywienia. 


W lutym walentynki, ciekawa jestem tego lutowego pudełka. Co więcej, mam w lutym urodziny, także będzie to tez prezent ode mnie, dla mnie :)

A co Wy sadzicie o styczniowym Chillboxie?
Czytaj dalej...

Styczniowe Naturalnie z Pudełka - czyli pierwszy w tym roku box kosmetyczny

Heyka.
Dwa dni temu dostałam styczniowe NzP. Zawartość - już teraz Wam powiem - bardzo mnie ucieszyła. Niestety, kosmetyków mam tyle, ze szafka się nie domyka i będzie to na ten moment ostatnie pudełko NzP - najprawdopodobniej za jakiś czas powrócę do tego boxa, jak tylko część zapasów zamieni się w denko. 


W boxie styczniowym znalazłam całkiem dobre, ciekawe kosmetyki.

1. ORGANIC SHOP - szampon do włosów z olejem arganowym i oliwą z oliwek

Uwielbiam maski z OS i bardzo się cieszę, że producent wznowił możliwość eksportu kosmetyków do naszego kraju. Spory czas temu interesowały mnie te szampony, ale że w szafce ponad 10 butelek innych myjaczy - to powstrzymywałam się przed zakupem. NzP zadecydowało, że jednak koniecznie muszę mieć u siebie ten szampon ;)
Zadowolenie: 2/2 pkt


2. GOCRANBERRY - maseczka do twarzy
Wiele osób chwali kosmetyki GC. Ja patrze na nie krzywo tylko ze względu na maskę do włosów - która u innych sprawdziła się dobrze. Mam płyn micelarny tej firmy (wciąż w zapasach nie otwartych), a maseczka bardzo mnie interesuje, gdyż skład jest na prawdę rewelacyjny (olejek żurawinowy, migdałowy i z pestek moreli, także olejek z ogórecznika, mocznik i witamina E). moja skóra ciągle woła o więcej i więcej nawilżenia, także super, że mogę przetestować ten produkt.
2/2 pkt

3. EUBIONA - miodowo-ziołowy krem na noc do skóry suchej, zniszczonej lub dojrzałej
Skóry dojrzałej nie mam, ale sucha jest na pewno. Czy zniszczona - raczej nie, choć przydało by jej się trochę kolagenu i wygładzenia. Czy krem się sprawdzi - zobaczymy. Nie wiem tez, czy mnie nie zapcha, dlatego chyba przetestuję go jednak w dzień, aby szybko wyłapać pierwsze oznaki nieoddychającej skóry - krem zawiera glicerynę na 4 miejscu w składzie.
1/2 pkt

4. ORGANIQUE - ałun, antyperspirant

Ja bym to nazwała dezodorantem, gdyż antyperspirant powoduje brak potliwości - ałun zabija jedynie przykry zapach. Sama nie wiem, do czego to zaliczyć. Zawsze byłam ciekawa ałunu, ale dla mnie to za mało, aby kosmetyk "pod pachy" neutralizował tylko woń. Mokre pachy są nieestetyczne i wstyd było by mi pokazać się tak wśród ludzi. 
Na pewno wypróbuję kryształ, choć dla mnie jest on niehigieniczny w stosowaniu - prędzej jednak, jeśli się sprawdzi, będę stosować go na ugryzienia komarów i wypryski na twarzy, bo podobno do tego tez się nadaje. 

1/2 pkt


Zadowolenie z pudełka: 6/8 pkt, co daje 75% i to jest całkiem dobry wynik.

W boxie znalazłam także próbkę płynu do prania z firmy Bioczystość. Podobno środki czystości  z tej firmy są bez substancji szkodliwych. 
Próbka zawiera SLS. Ekhm... no. 

Pozdrawiam :)


Czytaj dalej...

Shinybox grudzień 2015 - where the magic happens

Heyka.

W końcu jest - Shinybox grudzień 2015.

Czy tak do końca "w końcu" to nie wiem, bo nie wiem, czy się cieszyć, że w ogóle dotarło, czy płakać? Produkty ogólnie z osobna nie są jakieś super złe, natomiast jeśli chodzi o świąteczne
pudełko jako całość - moim zdaniem jest słabo.


Właściwie jedynym świątecznym akcentem boxa (poza kartonikiem) jest olejek MOKOSH - pomarańcza i cynamon, który był robiony na specjalne zamówienie dla Shiny. To z jego powodu zamówiłam ten box - uwielbiam wszystko co pomarańczowe. Mamy tutaj w składzie olej z kiełków pszenicy, olej macadamia, kompozycję zapachową (Parfum) i witaminę E (Tocapherol). Dodatkowo w olejku znajdziemy związki zgodnie z najnowszą Dyrektywą Unijną. To alergeny zapachowe:
Benzyl alcohol 
Cinnamal 
Citral 
Citronellol 
Eugenol 
Geraniol 
Limonene
Linalool
Jedynym konserwantem jest tu konserwant naturalny - witamina E (Tocapherol). 
No na włosy to nie pójdzie na pewno, ale chętnie dodam do peelingu czy kąpieli.

Jeśli o peelingu mowa, w pudełku znalazłam peeling Body Boom - kawowy, o zapachu cynamonowym (z dodatkiem cynamonu i kilku innych składników). Według obietnic, peeling ma poprawić krążenie i zapewnić nam rozgrzewający seans pielęgnacyjny - przez co antycellulitowy. No, zobaczymy

W boxie jest również krem firmy VIANEK - pod oczy. W sumie gdyby nie reklama na stronie Sylveco, którą widziałam przed otrzymaniem pudła, nie wiedziałabym, że to kolejny odłam Sylveco, coś takiego jak Biolaven. Fajnie, jestem ciekawa tego kremu, jak i całej nowej Viankowej serii.

Ok, za nami produkty, które są całkiem spoko, a teraz gorsza część boxa:

Oilan - ochronny krem wzmacniający naczynka.
Shiny, do cholery jasnej, serio? Wy dajecie produkt dedykowany do świątecznego boxa!? Co ja mam sobie nim przepraszam bardzo wysmarować? Hemoroidy chyba, jak ich kiedyś dostanę. Jestem niesamowicie zawiedziona, wręcz poirytowania, że coś takiego znalazłam w Bożonarodzeniowym pudełku. Nawet nie mam komu oddać tego kremu, porażka.

Neauty Minerals - cień mineralny.
W sumie ta markę kojarzę tylko z Shiny, nie wiem, czy nie pojawia się też w innych boxach. Taka boxowa firma ;) Nie wiem czy ktoś w ogóle kupuje produkty tej firmy poza tym, że dostaje ją w pudełkach. No ale jeśli tak, to przepraszam ;)
Trafiła mi się zgniła ni to zieleń, ni brąz, w sam raz na tegoroczne święta - jak ta lekko zmarznięta, lekko podgnita trawa, której nie przykrył śnieg ;)
A tak serio... paskudny kolor. Na foto wygląda fajnie, w rzeczywistości to bury, smutny odcień.

Signal, pasta do zębów.
Zawsze marzyłam o tym, aby dostać pastę do zębów na święta. Całe 29 lat na to czekałam, dziękuję Shiny. Nawet, jeśli to tylko gratis, to jest to niezbyt świąteczny pomysł. Poza tym Blend-a-med rządzi. Po Signal psują mi się zęby. Autentycznie!

Do boxa dołączone były jeszcze próbki z firmy Bioliq.


-----------------------------
Podsumowujac, z olejku, peelinu i kremu pod oczy jestem zadowolona. Reszta to porażka. Może byłabym w stanie przełknąć to wszystko w każdy inny możliwy miesiąc, ale nie w grudniu, nie w świątecznym boxie.
Magic mi się nie shappensował niestety, Sorry Shiny ;/


Czytaj dalej...

Shinyboxów dziś nie będzie



Hey,
uważam, że należą Wam się wyjaśnienia, bo na stronie Shiny, te prawdziwe powody znikają w ekspresowym tempie.

Od rana kilkanaście dziewczyn zostało już zablokowanych przez ShinyBox, każdy komentarz dotyczący prawdziwej przyczyny opóźnień w wysyłce został skasowany, a użytkowniczka zbanowana.

Na stronie Facebookowej SB czytamy:


"Dziewczyny, okres przedświąteczny to niewątpliwie czas szczytu zakupowego, stąd w dostawie przesyłek mogą pojawić się opóźnienia. Grudniowe pudełka ShinyBox zostały wczoraj przekazane do wysyłki i systematycznie wyruszają w swoją dalszą drogę. Przesyłki, które nie zostaną dostarczone dzisiaj, będą dostarczane po weekendzie. Z naszej strony monitorujemy cały proces wysyłkowy i na bieżąco weryfikujemy jego postępy. Dziękujemy za Waszą cierpliwość i wyrozumiałość."

Prawda jest taka, że NIKT nie otrzyma dzisiaj pudełka. Dlaczego? Kurierzy zaczęli puszczać parę z ust: Shiny po raz kolejny NIE OPŁACIŁO faktury GLSowi, w związku z czym GLS nie możne posłać paczek w Polskę - nasze boxy leżakują w magazynie. Tam je wczoraj przywieziono, zostawiono i teraz czekają, aż Shiny zapłaci firmie kurierskiej za rozwiezienie ich do nas. 

Także, na próżno dziś czekać na pudełka.



To nie jedyny tego typu wpis z dzisiaj zawierający takie informacje. Shinies mają także kurierów i pracowników GLSa w swoich rodzinach - takie tajemnice ciężko jest utrzymać w tajemnicy (tak, masło maślane) - przecież nawet zawartość czasem przecieka do internetu zanim zostaną rozesłane pudełka :) 


Czytaj dalej...

Boxy kosmetyczne - jak to z nimi jest? Beauty Boxy - wszystko co wiem, to powiem

EDIT:
ten post pisałam dawno, wiele nowych boxów się pojawiło, wiele zniknęło. Już nie bawię się w boxowanie - miałam za dużo kosmetyków i nie umiałam tego zużyć. Czasem jakiś kupię, jesli skusi mnie podpowiedź - najczęściej jest to Chillbox.

Heyka.

Często dostaję pytania, na maila i Facebooka, lub nawet w komentarzach - czy i jeśli tak to jaki box najbardziej opłaca się kupić.
Od razu powiem, nie jestem ekspertem w dziedzinie takich boxów, ale dość dużą ilość ich dostałam i co nieco sobie w głowie poukładałam tak, aby jak najlepiej napisać ten post.

Zacznijmy może od listy dostępnych obecnie pudeł:


To moim zdaniem najlepszy na rynku box kosmetyczny. Ale nie do końca tylko kosmetyczny, ponieważ ideą pudła jest relaks - totalne wyczilowanie po tygodniu pełnym pracy i obowiązków. W boxie znajdziemy więc coś dla ciała, ale też i książkę dla umysłu i duszy, jak i i herbatę, kakao, słoik-kubek albo owocowy zaparzacz. 
Właścicielki Chillboxa to przemiłe, wspaniałe dziewczyny, które dobierają kosmetyki bardzo rozsądnie. Nie znajdziemy tutaj kremu na zmarszczki czy typowo dedykowanego produktu. Wszystko jest jak najbardziej uniwersalne - żel pod prysznic, płyn do kąpieli, balsam do ciała, peeling, scrub, maseczka... To są niby takie zwyczajne, proste kosmetyki, ale właśnie to sprawia największą radość, bo wszystko da się zużyć i nie ma marudzenia że kolor pudru nie ten i że zmarszczek nie ma, a krem jest 50+, a skóra jest sucha, gdy my dostaliśmy serum dla tłustej. 
Ponadto box zawiera kosmetyki pełnowymiarowe, próbki są dodatkowo.
To moje ulubione pudło i chcę je dostawać co miesiąc - zawsze, do puki Chillbox trwa, a oby trwał jak najdłużej.


Ideą tego boxa są kosmetyki ekologiczne i stworzone z naturalnych składników, nie zawierające parabenów, PEGów, SLESów i jak to mówi DailyLifeByM - tego wszystkiego co złe. 
Lubię ten box - jest to coś takiego, co chcę mieć, bo zawsze większość produktów z tego boxa mnie cieszy i często znajduje w nim coś, o czym wcześniej nie miałam pojęcia. Jest to tez kolejne pudełko, które nie wciska nam kremów na zmarszczki i kosmetyków dedykowanych, jednak nie ma tutaj, w odróżnieniu od Chillboxa - niekosmetycznej zawartości. Patrząc jednak na inne boxy (pomijając Chill) jest to całkiem w porządku pudło, które serdecznie polecam, zwłaszcza, że tu też znajdziemy jedynie kosmetyki pełnowymiarowe.


To nowość na polskim rynku. Prowadzona przez, jak mi się zdaje, małżeństwo. Ideą jest zestaw, który pomoże poczuć nam się "Pretty". Pierwszy kartonik nie był do końca udany, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo tak na prawdę gdy zaczęłam używać kosmetyków z boxa, to okazało się, że są fajne i dobrze działają. Drugie pudełeczko było zdecydowanie wizualnie lepsze od pierwszego i zawierało ciekawy zestaw kosmetyków, a nawet wosk do kominka i cienie do powiek, więc jak widzicie, nie tylko kosmetyki pielęgnacyjne możemy znaleźć w tym boxie. Z tego co zauważyłam, tutaj także próbki są dodatkami nie wliczanymi w koszt pudełka. Kolejne boxy są lepsze od poprzednich, co bardzo dobrze wróży temu pudłu.


Celowo zestawiłam te pudełka razem, bo dla mnie niczym się nie różnią. Są to chyba najstarsze w Polsce tego typu pudełka. Początkowo zamiarem stworzenia ich było rozsyłanie próbek, lecz z czasem coraz częściej pojawiały się w nich pełnowymiarowe produkty.
W BeGlossy i ShinyBox znajdziecie najczęściej kosmetyki drogeryjne, bądź luksusowe (z tym ze w tym wypadku częściej są to próbki). Niejednokrotnie otrzymacie kolorówkę - kredkę, szminkę, cień albo lakier do paznokci.
Osobiście zrezygnowałam w tych boksów po półrocznej subskrypcji, ponieważ kosmetyki w nich zawarte nie do końca mi odpowiadały - kolory szminek nie pasowały, próbki kremów i kremy pełnowymiarowe nie były dostosowane do potrzeb mojej cery. Do tego masa balsamów do ciała (niejednokrotnie próbek) i innych kosmetyków, których nie używam (np. krem do stóp).
W tym pudełku nie znajdziecie produktu niekosmetycznego - wyjątkiem było BeGlossy, które dodało mały ręczniczek do twarzy w pudełku o tematyce SPA.





Joy Box
W pudełku kilka kosmetyków. Niektóre są narzucone z góry, takie same dla każdego, a inne można wybierać z różnych kategorii, po jednym z każdej (tak przynajmniej jest w regulaminie, bo w praktyce to podobno bardzo różnie bywa). Ja osobiście nigdy nie kupowałam JoyBoxa, ale wiem, że często są problemy - bo a to czegoś brakuje, albo się skończyło, albo boxy za szybko wykupione. Do tego każdy problem zostaje "zlewany", a komentarz usunięty - czasem zamiast usunięcia, Joy potrafi pokusić się o wredną odpowiedź. 
Zawartość pudła jest z góry znana - wiemy, co dostaniemy w przesyłce.

Inspired By
Są to pudełka kwartalne, otrzymujemy je co trzy miesiące. Ideą jest stworzenie pudełek przez znane osoby - Chodakowska, Maserak, Krupa..
Ceny są różne, w zależności od osoby i od wartości realnej produktów zawartych w boxie. Nie są to tylko kosmetyki, lecz także książki, poradniki, perfumy, ciężarki, skakanka, notes itd...
Nie kolekcjonuję tych boxów, bo nie mam sentymentu do żadnego z autorów zawartości pudełek. Niejednokrotnie natomiast słyszę negatywne opinie na temat obsługi - niezbyt kulturalne odpowiedzi, zero uznania racji poszkodowanego klienta oraz czas oczekiwania na kolejne pudełko z 3 miesięcy może przedłużyć się do praktycznie czterech, a ShinyBox (który jest twórcą tego odłamu zwanego InspiredBy) nie widzi w tym żadnego problemu. 

Pudła ze względu na cenę (od 100 wzwyż) schodzą dość słabo - o bo wiele osób boi się wydać tyle kasy na kota w worku. Ale nie ma tego złego, bo po ujawnieniu zawartości, InspiredBy można często kupić w przecenie.

Myfavouritebox
Box w założeniu dla osób lubiących otaczać się pięknymi i niebanalnymi przedmiotami oraz kosmetykami. Znajdziemy tu np. Porcelanowy kubek, żel do kąpieli, krem do rąk, drewnianą podstawkę pod kubek, łapacz snów, bransoletkę, lub na przykład maskę do włosów.
To na moje oko całkiem ciekawy box, coś na wzór Chillboxa, tylko młodszy. Subskrybentki (która ja nie jestem jeszcze) bardzo chwalą sobie to pudło, cieszą się z zawartości i ochoczo korzystają zarówno z kosmetyków, jak i z przedmiotów użytkowych. 

-------------------------------

No więc jak to jest z tymi boxami, czy warto je kupować? A może to pieniądze wyrzucane w błoto?

Moim zdaniem, kiedy obecnie jest na rynku aż tyle pudeł do wyboru, ważne jest wybrać na początek te, którego poprzednie zawartości spodobały nam się najbardziej. Każdy box posiada swoją stronę internetową i zawsze znajdziemy tam edycje wsteczne. Po przejrzeniu chociażby pół roku wstecz zawartości takich pudełek, mamy mniej więcej zarys tego, co możemy dostać w kolejnym miesiącu. Szczególnie "przewidywalne" są Chillbox, NzP czy Pretty, ponieważ tworzą je prywatne osoby, a nie wielkie firmy, więc niejako zawartość opiera się na guście autorów zawartości danego pudła, a co za tym idzie, są one do siebie podobne, choć kosmetyki są w każdym miesiącu inne. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Dużo gorzej jest z Shiny i Glossy, bo raz im pudełko wyjdzie, a innym razem skopią totalnie. Do tego są to już duże firmy, zatrudniające kilkanaście osób, a produkty wybierane są chyba na chybił trafił. Takie jest moje zdanie i osobiste odczucie. Czasem mam wrażenie, że w pudełkach Shiny i Glossy znajdują się produkty , które ktoś dał im za pół darmo, w ramach reklamy, lub chęci pozbycia się nadmiaru zalegającego towaru, a oni wszystko biorą w ciemno.

Jeśli decydujesz się na swój pierwszy box, a możesz wybrać tylko jeden i obawiasz się, że może on nie do końca trafić w Twój gust - zajrzyj na Fanpage na Facebooku od interesującego Cię pudełka, lub pudełek. Każde z nich jest na Twarzoksiążce i bardzo często jeszcze przed zakończeniem zapisów na dany box można tam znaleźć podpowiedzi co do zawartości. Czasem jest to podpowiedź w stylu "dzięki temu kosmetykowi Twoja skóra będzie jędrna i gładka" lub  nowa marka na polskim rynku bazująca na oliwie z oliwek". Innym razem od razu pokazany jest kosmetyk, który znajdziecie w pudełku - podany z nazwy, a dodatkowo opublikowane jest  jego zdjęcie.

Zanim kupisz pudełko, dobrze się zastanów, czy jesteś gotowa zaryzykować i zapłacić za coś, z czego możesz w ogóle nie skorzystać. Istnieje szansa, że dostaniesz produkt na którego składnik jesteś uczulona, lub który już miałaś i Ci nie służy. Ba, może się i tak zdarzyć, że 90% zawartości pudełka okaże się w Twoim przypadku klapą.  No bo pomyśl - box zawiera powiedzmy 5 kosmetyków, gdzie zawartość to płyn do kąpieli, taki typowo robiący piankę, a Ty nie masz wanny. Do tego pszeniczna odżywka do włosów, a akurat posiadasz włosy, które nienawidzą protein. Do tego balsam do ciała, który zawiera składnik, na który jesteś uczulone. I jeszcze cień do powiek nie w Twoim kolorze. Fajna zawartość, a jednak 4/5 już nie dla Ciebie. 
Dobrze zastanówcie się dziewczyny, czy chcecie zaryzykować. Ja w tym miejscu nie zniechecam nikogo, tylko ostrzegam, że i tak się dzieje. Wiele dziewczyn z problemami skórnymi rezygnuje z beautyboxów. Jeśli jednak raczej jesteście odporne na wysypki i uczulenia, myślę że warto zaryzykować.

No i jeśli już zaryzykowałyście, to poza tym, że oczywiście możecie się rozczarować, to możecie się bardzo mile zaskoczyć. Szczególnie pudła tworzone przez małe grupki zawierają niesamowitą kopalnię odkrywkową nowych, wspaniałych kosmetyków. Ja sama nie miałam pojęcia o istnieniu 90% produktów jakie dostałam w boxach. Na przykład cudny żel pod prysznic Dresdner Essenz czekolada i żurawina, albo babeczki do kąpieli. I jeszcze wspaniałe masło muszkatołowe od Babuszki Agafii. Albo maść Kalias z PrettyBoxa - narzekałam na nią strasznie, a teraz leczę nią każdą niedoskonałość na buzi.


Warto zaznaczyć, że generalnie wiele osób narzeka na to, że do wartości pudełka wliczane są miniaturki produktów (Shiny, Glossy). Ja też jestem jedną z takich osób, ale jednocześnie trochę w tym hipokryzji, ponieważ dzięki takim próbkom już dwa razy kupiłam bardzo dobre, drogie kosmetyki, których nie kupiłabym normalnie, z obawy, że będą beznadziejnie i no, nie czarujmy się, dość porządny pieniądz zostałby wywalony w błoto. Każdy lubi dostawać pełnowymiarowe produkty, ale jednak lepsza jest też już taka próbka - miniaturka, niż jakby w ogóle nie mieć możliwości przetestowania kosmetyku. 


Jeśli już jesteśmy przy produktach drogich, próbkach i ogólnie zawartości, warto wspomnieć, że w każdym przypadku takiego boxa, cena pudełka nie jest realną jego wartością. Zawsze jest tak, ze produkty w środku kosztują łącznie więcej, niż zapłaciłyśmy za box. Czasem jest to na przykład 20 złotych "zysku", ale czasem i nawet 200 zł.

Jeśli jesteś zainteresowana kupnem pudełek, warto na początek kupić pudełko pojedyncze. Każdy box ma opcję takiego pojedynczego pudła, ale też subskrypcji - 2, 3, 4, 6, i 12 miesięcznej (różnie, zależy od firmy). Subskrypcja realnie wychodzi taniej, jeśli dzielić jej wysokość kwoty przez liczbę wykupionych pudełek, choć jest to na jeden raz dość spory wydatek. 

Ja generalnie kupuję subskrypcje z lenistwa i zapominalstwa, a jeśli o Chillboxa chodzi, to także z obawy, że pudełka zostaną wykupione, zanim skojarzę, że to już najwyższy czas je kupić. Jednak jeśli boisz się zawodu, zainwestuj w subskrypcję później, a na razie kupuj pojedyncze pudełka, testuj, wybieraj - może każdego miesiąca zamów z innej firmy?

Zanim zaczniesz przygodę z boxami, a co ważniejsze, z subskrypcjami, dobrze się zastanów, czy na pewno jesteś w stanie wszystko zużyć. U mnie na przykład szybko idą kosmetyki do włosów, żele pod prysznic, peelingi, maski do twarzy i nawet dość sprawnie zużywam balsamy do ciała. Gorzej z kremami do twarzy czy kremami do stóp i rąk. Te mi zalegają, choć staram się pamiętać o ich używaniu.  Miałam taki okres w pudełkowej przygodzie, ze dostawałam boxów 5, co dawało mi ponad 30 nowych produktów w danym miesięcznie. W ciągu pół roku uzbierała się tego niemała kolekcja, a jeszcze dochodziły do tego moje zakupy w sklepach internetowych.
Obecnie pudełek subskrybuję 3 i staram się zużywać moje zapasy, nie kupując sama nic nowego (no chyba, że potrzebuję). 


W takich pokaźnych zapasach fajne jest to, że jeśli coś się dubluje rodzajem, bądź jest to dokładnie taki sam, powielony produkt, masz z głowy prezent dla przyjaciółki, mamy, teściowej czy siostry. No bo powiedzmy sobie szczerze, każda kobietę ucieszy jakiś fajny kosmetyk i nie musimy się głowić nad zakupem upominku :)
Do tego nie trzeba biegać do sklepu, kiedy coś nam się kończy, bo w zapasie, w szafce, czeka już kolejna buteleczka, czy słoiczek. Ja na przykład żelu pod prysznic nie kupowałam już osobiście sama z siebie chyba od ponad pół roku, tak jak i balsamu do ciała czy peelingu.

Niektóre beautyboxy maja coś takiego jak klub VIP - w regulaminie Beglossy i ShinyBox możecie przeczytać, kiedy do takiego klubu możecie należeć. Charakteryzuje się on prezentem raz na pół roku i innymi przywilejami, jak na przykład możliwość wybrania sobie wersji pudełka (gdy są dwie) albo pierwszeństwo w wykupieniu edycji limitowanej.  
Subskrybując pudełka, albo mając pakiety, można czasem dostać ciekawy upust na boxy, które już były, a są jeszcze dostępne. Niekiedy boxy organizują konkursy, gdzie do wygrania są kosmetyki, lub zniżki na pudełka. 

Beglossy i Shiny dają nam punkty, za które po uzbieraniu odpowiedniej ilości - możemy "kupić" darmowe pudełko. Punkty otrzymujemy za wstawienie fotek z zawartością pudełka, wstawienie filmiku (na ich stronę), za wypełnianie ankiet dostepnych na ich stronach oraz za werbowanie nowych klientek.

Szacunek do klienta
Małe prywatne firmy boxowe darzą klienta dużym szacunkiem, czasem mam wrażenie, że box robią dobrze mi znane koleżanki. I pogadać z nimi idzie, doradzą, coś fajnego skrobną na FB i rozpoczyna się miła dyskusja, ale i jeśli coś idzie nie tak - opóźniona wysyłka, dostawca zawalił i nie przewiezie towaru - od razu nas informują. Tak było z Chillboxem, gdzie pudełek nie udało się wysłać na czas - dziewczyny przeprosiły, napisały, wszystko super i nikt nie robił afery. W PrettyBoxie miał znaleźć się kosmetyk, który krótko przed terminem dostawy stracił pozwolenie na wwiezienie do Polski. Pretty od razu przeprosiło i natychmiastowo zastąpiło produkt innym kosmetykiem. Również nikt nie miał pretensji.
Dwa najpopularniejsze pudełka, z dużych firm działają nieco inaczej - przesuwają termin dostawy - czasem pudełeczko możemy dostać tuż pod koniec miesiąca, jak czasu nie starczy i się zagapimy, to przepada nam możliwość uzyskania punktów na darmowy box. Mało tego, bardzo często pojawiają się braki w kartonikach, a kto nie udowodni np. filmikiem z otwierania pudelka, że było niekompletne, ten kosmetyku nie dostanie. Zdarzyło się tak w przypadku BeGlossy by Hebe, gdzie bardzo dużo osób nie dostało serum Bandi. Kto miał filmik, dostał Bandi, a kto nie miał, dostał informacje, że BeGlossy sprawdza parokrotnie zawartość każdego kartonika i nie ma możliwości, aby nie było jakiegoś produktu w boxie ;)
Z kolei Shiny przechodzi same siebie, jeśli chodzi o niewygodne komentarze - są na bieżąco usuwane (dot. opóźnionej wysyłki, braków w zawartości, niekulturalnych maili, kłamstw). Dodatkowo komentująca jest natychmiast blokowana i nie może już dodawać komentarzy na FanPageu. Świeżą sytuacja jest fakt, że Shiny coś zawaliło u GLSa, w związku z czym grudniowe boxy nie wyszły do nas z kurierskiego magazynu. Wiele informacji się pojawiło, jakoby Shiny nie zapłaciło GLsowi faktury za rozwóz naszych pudełek - takie wiadomości wisiały na stronie kilka sekund, zanim były usuwane, a w oficjalnym oświadczeniu winą obarczyli GLS i gorący okres świąteczny. Z tego co zdążyłam się doczytać (na Facebooku), to nie pierwsza taka akcja, a kurierzy oficjalnie się wypowiadają, że Shiny po prostu nie płaci na czas.



Na koniec powiem, że choć dużo w moim wpisie przestróg, nie zniechęcam Was do kupowania pudełek, bo dla mnie osobiście jest to super sprawa. Lubię niespodzianki, wręcz kocham, nawet, jeśli jest to tylko złudne wrażenie, że ktoś mi je daje, bo przecież sama sobie za nie płacę. Ale lubię to. Lubię otwierać kartoniki i znajdować w nich wspaniałe kosmetyki, często mi nie znane, bądź znane i lubiane. Uwielbiam dostawać książki w Chillboxie, albo produkty niekosmetyczne, także te z innych pudełek, bo są fajne i praktyczne.

Ale! Nie namawiam Was też do kupna, bo to jest poważna sprawa pakować pieniądze w nieznane. Oczywiście istnieje możliwość zwrotu pudełka w ciągu 14 dni, więc nie wszystko jest z góry stracone, w razie, gdyby zawartość Wam nie odpowiadała.

Jeśli miałabym polecić boxy do zaryzykowania w ciemno, to z pewnością jest to PrettyBox, Chillbox, Naturalnie z Pudełka i MyFavouriteBox, bo te pudełka maja największy procent zadowolenia u mnie,  ale także u innych osób.

---------------------------------------

Jeśli chcecie pooglądać na żywo tak zwane openboxy i zawartość poprzednich oraz obecnych pudełek, zapraszam do DailyLifebyM - Agata kocha Beauty boxy, o każdym kosmetyku opowie słów kilka, sprawdzi datę ważności i wyda swoją opinię.

Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka