sobota, 1 października 2016

Aktualizacja włosowa, wrzesień 2016


Hey!

Co u Was, jak tam włosy podczas pierwszych dni jesieni? Mam nadzieje, że wszystko w porządku i nie wypada wam za dużo kosmyków.


Ja jestem właśnie w czasie mojego comiesięcznego apogeum, czyli najmocniejszego wypadania i najsilniejszego pieczenia, ale spokojnie, niebawem znów przejdę w fazę "jest ok".
Tak jak pisałam, byłam u ginekolog, która po dokładnej analizie intensywności wypadania zawyrokowała, ze powinnam jeszcze raz zbadać poziom testosteronu (ktoś już o tym wspomniał). Zasugerowałam też odrobaczanie (dzięki Ewelina za podpowiedź), jednakże mam iść najpierw na badanie, czy odrobaczanie w ogóle jest mi potrzebne, bo w ciemno leku nie dostanę.

Jak tam się mają moje włosy? Całkiem dobrze. Dostają ostatnio porządnego odżywienia w postaci maseczek z dodatkiem masła shea i miodu. Nie obce są im też proteiny i odżywcze szampony :) Prawie zawsze po myciu robię im płukankę z czarnuszki. Ogólnie wyglądają dobrze, są puszyste i błyszczące. Urosły od 1 września 2 cm (efekt działania czarnuszki, zazwyczaj przy mojej dolegliwości pieczeniowo-wypadaniowej to 1, max 1,5 cm) i mają w obwodzie kucyka 6 cm  (chcę 12! :P ).

Nie posiadam zdjęć typowo na aktualizację, nie miał mi ich kto dziś zrobić, a niestety, są za długie (w sumie to stety) i nie mieszczą mi się już w kadrze w odległości na wyciągnięcie ręki. Ale ale! Mam kilka fotek z komórki, z różnych dni ;)










Tragedia z tymi zdjęciami, jeśli akurat ma się okno po prawej stronie ;) Lecę sie szykowac do wyjścia, trzymajcie się ciepło i słonecznie, pa :*

sobota, 24 września 2016

Maska na super-gładkie, zdrowe i lśniące włosy.


Heyka.
Post publikuje jeszcze raz, bo ten poprzedni był jakiś "chory". Najpierw pokazał się po 20 godzinach a potem zmieniał w wersję roboczą, znikał, pojawiał się, nie ładował filmiku i w ogole źle z nim było.

Jakiś czas temu wybrałam się na Rytuał Kerastase, po którym miałam nieziemsko gładkie i pięknie błyszczące włosy. Wiele z Was było zachwyconych efektem, jaki daje wymieszanie ampułki z boosterem. Jednak, nie czarujmy się, efekt choć utrzymuje się długo, to po pewnym czasie znika i trzeba zabieg powtórzyć. Niestety, jest to dosyć droga zabawa i nie każdy może/chce kłaść co chwile chemię na włosy.



Kilka tygodni temu siedziałam sobie w łóżku z laptopem i oglądałam zdobienie paznokci na YouTube. Z boku pojawiły się inne filmiki, między innymi włosowe - wygładzenie, blask, siła i te sprawy (głównie od beautyklove). Kliknęłam, obejrzałam, przeanalizowałam i postanowiłam działać.

Maskę musiałam dopasować do tego, co lubią moje włosy, co znam i co mam w domu. Przemyślałam dokładnie PEH jaki chcę zawrzeć w miksturze i zaczęłam kombinować. Efekt był na prawdę niezły! Włosy stały się niesamowicie błyszczące i pełne witalności. Obecnie jest to moja ulubiona pielęgnacja, a specyfik w składzie wygląda tak:

1. Jako bazy do całości postanowiłam użyć maski z olejem z avocado od Planeta Organica (emolient). Wystarczy około jednej czubatej łyżeczki, ewentualnie dwie, jeśli macie długie włosy. Fajną emolientową bazę można zrobić także na przykład z marokańskiej maski od Planeta Organica, figowej od Organic Shop albo głęboko regenerującej rokitnikowej z Natura Siberica. Nada się każda, która ma w sobie olejki, nawet taka z Glisskura z olejkami.

2. Dodałam jeszcze nieco olejku z avocado, tak z pół łyżeczki. To również emolient. Możcie dodać innego olejku, ze słodkich migdałów, z czarnuszki, lnianego czy z nasion bawełny. Wybierzcie taki, który wasze włosy lubią.

3. Trzecim emolientem jest masło shea. Około jednej płaskiej łyżeczki masła roztopiłam na piecu w metalowej miseczce i dodałam do maski. Masło shea to bardzo odżywczy produkt dla naszych włosów - nawilża je, wygładza, sprawia że są błyszczące i pełne życia. To wspaniała bomba witaminowa szczególnie dla osłabionych i farbowanych pasm.

4. Teraz humekanty. Tutaj pierwsze skrzypce (w sumie ostatnie też) gra aloes. Dolałam do mikstury trochę toniku Avebio (tego aloesowego) i dodałam jeszcze około jedną czubatą łyżkę aloesowego żelu od Skin79. Te dwa produkty od zawsze świetnie sprawdzają mi się na włosach. Nic, nawet najlepsza maska nie daje mi tak świetnego nawilżenia.

5. Proteiny! Do całości dodałam 3 łyżki mleka kokosowego. Niestety, takie mleko jest drogie i nie lubię go spożywać, dlatego u mnie równie fajnie sprawdza się mleko kozie. Poza tym moje pasma jakoś nie przepadają ani za tym kokosowym mlekiem, ani za maskami z olejkami kokosowymi ani za olejkiem kokosowym solo. 
Co do mleka koziego, to tego też nie piję, ale jest świetnym tonikiem dla mojej ceryczy dodatkiem do wody w wannie - odżywia skórę!, więc na pewno zawsze całe zużyję.

6. Więcej protein! Łyżka mojej ukochanej maski od Phyto - Photokeratine. Spokojnie można zastąpić np. B.app z Rossmana - ta maska też jest niesamowita. Jeśli lubicie inne maski keratynowe, również się nadadzą. Przypuszczam, że regeneracyjne maski z Pilomaxa będą odpowiednie.

7. Dodatki nabłyszczające. Przede wszystkim miód. Jedna solidna łyżeczka miodu (u mnie to miód lawendowy) MUSI być w tej masce. 
Miodek przede wszystkim włosy nabłyszcza, ale też, tak samo jak masło shea - jest wielką bombą witaminową. Sprawia, że włosy są odżywione, nawilżone, miękkie w dotyku i mocne.
Miód w takiej mieszance absolutnie nie skleja włosów - sama maska nawet nie jest lepka. Pamiętajcie jednak, że miód lekko rozjaśnia pasma.

8. Mąka ziemniaczana - kolejny nabłyszczacz, bardzo ważny. Wystarczy ok 1/3 łyżeczki. Dobrze jest ją wcześniej przesiać, bo ciężko mieszają się z maską mąkowate grudki. Bez mąki maska też spełnia swoje zadanie, ale włosy błyszczą jakby mniej.

9. Inne. Ten punkt można pominąć, jednak ja do swojej mikstury dodaje jeszcze 5 pompek aktywatora gęstości od Garniera.

Wszystko to dokładnie trzeba wymieszać na idealnie gładką masę. Nie będzie to papka, ale tez nie woda, raczej taka gęsta ciecz. Ja dodatkowo mieszam wszystko takim urządzeniem z IKEA do robienia spienionego mleka - fajnie łączy mi to składniki.

Myjemy włosy, które odsączamy, aby były wilgotne. UWAGA - Muszą być wilgotne - maska na suche pasma zadziała gorzej. 
Wcieramy specyfik i zawijamy włosy w ręcznik, lub wsadzamy pod czepek. Siedzimy tak od 30 do 60 minut. Na całą noc odradzam, włosy będą bardzo obciążone.

Myjemy znów włosy. Raz, lub dwa razy, w zależności od tego, jak dużo w miksturce było olejków, które natłuściły nam pasma.

Suszymy, pozwalany wyschnąć samym, kręcimy, układamy, co kto lubi i woli :)

I tyle. Na koniec cieszymy się z pięknego efektu i gładkich włosów :) 

Taki domowy zabieg wygładzający powtarzam co 2-3 mycie, bo efekt nie zmywa się od razu. Jednakże mam włosy nie farbowane, a łodygi są zdrowe, więc nie wiem jak mikstura zadziała na włosy, które więcej przeszły. 
Pamiętajcie, ze dodatkowo, poza blaskiem, nasze włosy dostają porządnego odżywienia :)

A na koniec efekt na moich pasmach, na filmiku, który kręciłam co prawda dla koleżanki, ale czemu nie miałabym go wykorzystać i tutaj:

środa, 21 września 2016

Imbirowo-wiśniowy scrub od Organic Shop

Cześć.

Wspominałam w moim poście, w którym pisałam o powrocie do blogowania, o taki jednym kosmetyku, który skłonił mnie do powrotu. I dziś będzie własnie o nim wpis. Na końcu wyjaśnię, dlaczego to własnie ten konkretny scrub chciałam Wam zaprezentować.


Nazwa produktu:
Organiczny scrub do twarzy imbirowo-wiśniowy / Organic ginger and cherry Cleanising face scrub.

Producent:
Organic Shop.

Cena:
Ok. 9-10 zł.
 
Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest nieziemski. Pachnie jak smakowity, wiśniowy jogurt, aż chce się go jeść!
Konsystencja jest moim zdaniem ciut za rzadka jak na scrub - to taki właściwie krem jest.


Opakowanie:
Tubka o pojemności 75ml.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Octyldodecanol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Pinus Sibirica Shell Powder, Xanthan Gum, Panax Ginseng Root Extract*, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Olea Europea Frui Oil*, Malpighia Punicifolia Fruit Extract*, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, Panthenol, Allantoin, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acod, Cl 14720, Cl 16266.

* z organicznych upraw.

Obietnice producenta:
Scrub wzbogacony w ekstrakty imbiru i wiśni. Delikatnie złuszcza, wygładza skórę, nawilża i odżywia.

Moje wrażenia:
Pierwsze co zrobiłam po otwarciu opakowania (zabezpieczonego sreberkiem), to powąchałam ten scrub i zakochałam się. Wspaniały zapach wiśni z lekką nutą mleczną sprawiły, że na prawdę miałam wrażenie, ze trzymam jogurt w tubce. Imbiru nie wyczułam.
Drugie wrażenie było już średnie.  Wylałam na dłoń nie za dużą ilość scrubu i rozpoczęłam masowanie twarzy. Jakoś tak było nijako, zbyt lekko i delikatnie. Wydawało mi się, że wmasowuję krem, maskę jakąś, a nie peelinguję sobie buzię. No ale winą obarczyłam zbyt małą porcję, której użyłam do "zabiegu" (tak, małe opakowanie, żal mi było wyciskać 1/4 zawartości).
Trzecie wrażenie, czyli drugie użycie kosmetyku również nie spowodowało, żebym jakoś bardziej przekonała się do tego produktu. Tym razem wycisnęłam porządną dawkę scrubu i tak samo jak ostatnio, w ogóle nie wyczułam drobinek podczas masażu twarzy.
Przyjrzałam się więc dokładniej tym malutkim cząsteczkom i doszłam do wniosku, że drobneczki są niezwykle małe i bardzo miękkie. Powinny to być zmielone nasiona szyszek sosny, ale tak jak w opisie składu czytamy, jest to raczej puder/proszek, niż cząstki i to rozmoknięte.

Scrub poza pachnięciem i odżywieniem cery absolutnie nie złuszcza, czyli nie spełnia swojego kluczowego zadania - nie robi tego, co powinien robić scrub. Tak, ja wiem, ze on ma złuszczać DELIKATNIE, ale delikatnie nie oznacza wcale.
I wiecie co? Tak bardzo zirytował mnie ten kosmetyk, na który bardzo liczyłam, bo lubię Organic Shop, że poczułam niesamowitą chęć wylania swoich żali. A gdzie lepiej pomarudzić, jak nie na własnym blogu?



Nie wiem co myśleć. Polecać, czy nie? Produktu zużyję aż do dna, ale będzie on służył jako pozostawiona na kilka minut maska/krem, a nie scrub. Jeśli ktoś liczy na miłe doznania zapachowe i przyjemną w dotyku buźkę, niech kupi. Jeśli ktoś liczy na złuszczanie - lepiej jest rozejrzeć się za czymś mocniejszym, bo to nie nadaje się nawet dla wybitnie delikatnej skóry.

niedziela, 18 września 2016

Aktualizacja włosowa po moim powrocie do blogowania !!! :)

Heyka.

Dawno, oj dawno, bo prawie pół roku temu była ostatnia aktualizacja moich włosów.
Podczas mojej nieobecności wiele z Was pisało do mnie odnośnie wypadania i podrażnień skalpu. A jest.. jak jest..


Swędzenie i pieczenie.
Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że to nie szampony i maski powodują podrażnienia. Czymś, do dziś nie wiem czym, bardzo uwrażliwiłam sobie skórę głowy i najbardziej podrażnia mnie dotyk, czochranie, zbyt intensywne czesanie, zbyt częsta stylizacja. Np. w miejscu gdzie się podrapię albo poczochram, pojawia się pieczenie. Nie ma na to wpływu użyty szampon, maska czy odżywka, bo kiedy nie dotykam włosów, wszystko jest ok, a ponad to moja skóra głowy jest zawsze blada jak porcelanowa cera disnejowskiej księżniczki.
Jeśli coś swędzi, staram się nie dotykać, jeśli zapiecze po czesaniu - nie macam. Przechodzi samo i mam spokój. 
Ale przykładowo jak mam założone okulary, to po ok 30 minutach zaczyna mnie piec za uszami, aż nie ściągnę moich drugich oczu. Tak, do tego stopnia mam wrażliwą skórę.
Podczas czesania próbnej fryzury ślubnej, pomimo protestów, moja głowa została tak wymaltretowana, że po godzinie rozpuściłam fryzurę i popłakałam się z bólu.




Wypadanie.
Włosy nadal wypadają i to już rok minął ponad, jak zaczęły lecieć. Po zdjęciach zauważam, że jest ich mniej, jednak od jakiegoś czasu zamiast paniki, zaczęłam spokojnie obserwować cały proces i moje włosy.
Po pierwsze mam bardzo malutkie, słabe cebulki, pomimo wcierek zewnętrznych i góry witamin (owoce, warzywa) aplikowanych do wewnątrz.
Po drugie, włosy rosną szybko, ale pojawia się ogrom włosów dystroficznych. Są grube, nieregularne, porowate i skręcone. 
Po trzecie i najważniejsze, nasilenie wypadania ma ścisły związek z cyklem miesiączkowym. Podczas okresu jest tak powiedzmy, w miarę ok. Po okresie przez ok. 5 dni włosów praktycznie nie wypadają, by potem sypać się po całości kolejne 10 dni. Następne kilka dni jest średnio, potem znów masakra i kolejne krwawienie - wszystko zaczyna się od nowa - średnio, nic, masakra, średnio, masakra.
Byłam z tym u ginekolog, mam zrobione badania hormonalne i tarczycowe, kompleksowe badania krwi również. Oczywiście wszystko w normie i pomysłów brak... Mam przepisaną luteinę, ale ona nie wiele mi pomaga. W sumie w ogóle nie.
30.09 mam kolejna wizytę, znów pomarudzę, a jak to nic nie da, pójdę do kogoś innego.





Pielęgnacja.
Zależy od humoru - albo chce mieć włosy bardziej puszyste i wtedy nakładam maskę bez olejku lub bez olejowania na noc, albo chce blask i wtedy olejuję włosy na noc lub nakładam specjalną maskę nabłyszczająca, co z kolei powoduje mniejszą puszystość.
W mojej łazience goszczą szampony rosyjskie i równie rosyjskie maski, plus kilka drogeryjnych. Próbowałam przestawić się na Babydream, ale moje włosy bardzo go nie lubią. 
Jeśli chodzi o olejowania - na skórę głowy nakładam olejek z czarnuszki, na długość olej awokado.
Po każdym myciu serwuje włosom i skórze płukankę z czaruszki.
Do stylizacji używam pianki od Natura Siberica, a na końce nakładam różne olejowe sera. 
Często suszę włosy glowa w dół bez układania ich na lokówkosuszarce, a gdy pozostaję w domu, pozwalam im wyschnąć samodzielnie.


Porównanie włosów z marca i września. Moje włosy były w tym czasie 2 razy lekko podcinane, rosną około 1,5 cm na miesiąc:


Poza problemem wypadania mam jeszcze tylko jeden - grzywka. Wolno rośnie, strasznie się strzępi i plącze, jest sucha i brzydko się układa. To tylko cienki kosmyk, ale jest najbardziej widoczny, przez co nawet fryzjerka kreci nosem widząc moje włosy i dopiero gry widzi coś poza tym, co otacza mi twarz, to trochę łaskawiej patrzy na moje pasma. 
Staram się ją mocno nawilżać i olejować, nakładam na nią dodatkową porcję serum i czasem nawet wygląda przyzwoicie.

Zdjęcia powyżej sa robione w ten weekend. W różowej koszulce w sobotę i w białej w niedzielę.
W sobotę użyłam tylko szamponu, bez ser i pianek, w niedziele poleciała pełna pielęgnacja ;)

Inne zdjęcia moich włosów z ostatniego miesiąca:








wtorek, 13 września 2016

Pretty Box wrzesień 2016

Heka.

Zanim zacznę, chciałabym Was zaprosić do posta, którego blogger wrzucił z takim opóźnieniem, że praktycznie nikt go nawet nie zauważył, po w końcu po 20 godzinach, kiedy sie ukazał, zakryło go kilkadzieścia innych postów. Wpis jest o supergładkich włosach domowym sposobem - KLIK

A teraz wracamy do tematu pudełeczka. Kiedy nie miałam sposobności prowadzić bloga (dla niezorientowanych w temacie, nie było mnie prawie pół roku), zamawiałam co miesiąc ChillBox. Niestety CB przerywa na moment swą działalność, a ja nie potrafię odmówić sobie małych niespodzianek - zdecydowałam się kupić Prettyboxa, który dodatkowo spodobał mi się, bo miało się w nim znajdować czarne mydło od Organiqe.

Dziś box do mnie przyszedł i powiem szczerze, że po długim czasie nie kupowania pudełka, powrót do niego okazał się bardzo miły.


Bioelixire macadamia oli & collagen, serum i szampon,
Dla mnie to bardzo ciekawa propozycja. Moje włosy lubią olej makadamia, ja lubię kolagen. Myjadło ma poprawiać wygląd włosów - ochraniać je przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, nawilżać, pomagać w stylizacji itd, a serum ma za zadanie odżywiać nam pasma (i pobudzać włos do wzrostu, co dla mnie jest absurdem w przypadku kosmetyku, którego nie nakłada się na skórę głowy).
Na moim serum nie było koreczka zabezpieczającego i w pudełku też go nie znalazłam.

Korektor od włoskiej firmy Lady Venezie,
Nie nie i jeszcze raz nie! Liczyłam na tusz, ale nie ważne, wiedziałam, ze plany się zmieniły i mogę go nie otrzymać. Miałam możliwość rezygnacji z pudełka, ale dla tuszu czy nie tuszu, nie było wart. Więc skąd moje niezadowolenie? Bo korektor jest suchy, wygląda tandetnie i do tego wkurza mnie niemiłosiernie (nie mówię tu o LV, ale ogólnie o pewnej tendencji) wychwalanie się pod niebiosa : firma z Francji, Włoch, Księżyca!!.. a tu made in PRC.. Dla niezorientowanych, to po prostu Chiny, nazwane ładniej i w dodatku w skrócie, co by się mało kto orientował. People Republic of China.
Wiele firm tak ostatnio robi. I ja tego nie popieram.


Olej z wiesiołka, Oleofarm,
Pierwsza myśl - kurcze, mam wielkie zapasy olejów, po co mi jeszcze jeden i to w takiej dużej butelce, na co ja go zużyję? Na włosy mam inne, do twarzy inne, na ciało nie używam, no psia mać trzeba komuś sprezentować. Myślę, ogarniam, czytam opis produktu i ulga, bo olej jest do użytku... wewnętrznego! Tak, trzeba go pić :) Także, wypije na pewno, bo olejek bogaty jest w tłuszcze wielonienasycone, jak np. omega-6.

DMG herbata Mango Tango, wiśnie w rumie,
Przepięknie pachnąca herbatka, która na pewno wypije, tak samo jak olej :)

Czarne mydło Savon noir od Organique,
To dla niego kupiłam pudełko. Bardzo lubiłam czarne mydło od Nacomi i gdy PB wsadził w swojego boxa te od Organique - musiałam je mieć. I co? I jest rozczarowanie. Po otwarciu słoika, zamiast gęstego żelu, który wyciągamy kawałkami, który znam i który widnieje na reklanie produktu, zobaczyłam.. płyn.
Nie wiem, czy to przez temperaturę. Swoje mydło od Nacomi też dostałam w upał i to jechało do mnie 2 dni - było po otwarciu twarde i zbite. Te mydła rozrzedzają się z czasem, ale po kontakcie z wodą, potem który osiada na dłoniach, paluchami użytkowniczek produktu.
Nie mam pojęcia, czemu moje mydło tak wygląda. Napisałam do PB, mają rozwiązać problem z Organique i dać mi znać.


video


Jako gratis, w PB znalazłam 15 ml pasty do zębów, wybielającej, Blanx. Takie próbki są fajne, bo starczy mi na więcej niż 3 razy, więc jakieś tam pojęcie o działaniu produktu będę mieć i ewentualnie zakupię. lub nie, produkt pełnowymiarowy.

No i to tyle.
Box mi się podoba, bo poza korektorem, wszystko zostanie zużyte. Szampon już poszedł w ruch, herbatkę niebawem zaparzę. Zaraz po ślubie zacznę pic olej (nie robię tego wcześniej, bo boję się pierwszej reakcji mojej cery). Serum wetrę we włosy rano.
Tylko to mydło mnie zastanawia. Jednak nie uznaje tego za minus pudełka, bo to nie jest wina twórców boxa.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...