Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylizacja i ochrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stylizacja i ochrona. Pokaż wszystkie posty

L'oreal ELSEVE - dwfazowy eliksir Fibralogy, objętość, gładkość i blask!

Heyka.

Z reguły nie używam już od bardzo bardzo dawna żadnych psikaczy nakładanych po umyciu głowy. W głównej mierze dlatego, że maski mi wystarczą, a odżywka bez spłukiwania za bardzo obciążyła by pomaskowane wcześniej pasma.
Jednak jakiś czas temu skusiłam się na dwufazowy eliksir od Elseve. Od razu na wstępie powiem, ze bardzo przypadł mi do gustu. Zresztą, poczytajcie same. 



Nazwa produktu:
dwufazowy eliksir, Fibralogy, Ekspresowa odżywka regeneracyjna

Producent:
L'oreal Paris, Elseve

Cena:
ok 16 zł za 200 ml

Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest totalnie typowy dla takiego rodzaju kosmetyków. Konsystencja wodno-oleista, kolor niebiesko-bezbarwny - w końcu to serum dwufazowe ;)

Opakowanie:
Ładna, poręczna butelka z atomizerem

Obietnice producenta:
Natychmiastowe zwiększenie grubości włosów, łatwe rozczesywanie i ochrona przed przesuszeniem.

Skład:




Moje wrażenia:
Na butelce jest wiele informacji, które są mniej lub bardziej zrozumiałe. Po pierwsze to, ze produkt zawiera silixane i serum nablyszczająco-pielęgnujące.
O ile serum to serum i ma spełniać jakieś zadania, to czym jest silixane? Tego nie wiem i nie umiałam się doszukać informacji, ale zapewne jest to po prostu jakieś combo silikonów.



Do psikacza podeszłam ochoczo, choć bardzo ostrożnie. Moje włosy jeszcze trochę wypadają, więc też coraz częściej widzę, że mam przerwy między pasmami, jest ich coraz mniej i wygląda to źle. Dlatego się skusiłam.

Produkt zawsze nakładam na końce i kilka psiknięć leci na całą resztę, a potem rozczesuję pasma. Dzięki temu nie przesadzam z ilością i nie mam obciążonych włosów. 
Generalnie eliksir spełnia wiele funkcji o których mowa na etykietce.



Po pierwsze - pomaga rozczesywać włosy. Moje się raczej nie plątają, choć mam dwa takie miejsca, gdzie lubią się kołtunić. Zdecydowanie lepiej idzie mi ich wyczesanie po użyciu eliksiru.

Po drugie - ochrania przed przesuszeniem. Moje włosy miały niedawno wiele BHD i elektryzowały się na potęgę, będąc przy tym lekko matowe i szorstkie. Elseve skutecznie mi pomógł, szczególnie z elektryzowaniem się. Dodatkowo pasma wyglądają na prawdę fajnie i nie są suche. Teraz jestem po rytuale Kerastase, więc serum jeszcze bardziej uwydatnia blask i miękkość.

Po trzecie - po używaniu rzepy, a przed ponowieniem olejowania moje włosy były w stanie tragicznym. Ale o tym kiedy indziej, bo rzepę kocham i będę stosować ponownie, a skutki uboczne łatwo naprawić. Ważne w tym poście jest to, że eliksir w mig poprawił wygląd moich pasm. Stały się mięciutkie, błyszczące i po prostu ładne.

Po czwarte - ten kosmetyk bardzo fajnie wygładza pasma. Nie powiem, żeby jakoś silnie nabłyszczał sam w sobie (może używam za małą ilość), ale rewelacyjnie radzi sobie ze wszelkiego rodzaju fruajdłami, i dobrze wypełnia niepodomykane łuski włosa, przez co na prawdę wyglądają na gładsze i zdrowsze.

Po piąte - pogrubienie włosa i nadanie fryzurze objętości. Hm.. jeśli chodzi o pogrubienie, to raczej tylko tak jak mówiłam, preparat fajnie wnika w łuski, czyniąc włosy wizualnie zdrowszymi. Jednak nie czuje i nie widzę, by włos wyraźnie się pogrubił - lepsze efekty daje wcieranie w nie kolagenu.
Co do objętości, to produkt całkiem dobrze razi sobie z uniesieniem włosów u nasady, mimo swego silikonowo-olejowego składu. Dodatkowo całkiem dobrze przeciwdziała szybkiemu strączkowaniu, więc wizualnie włosów wydaje się więcej.

Po szóste - eliksir nie obciąża włosów, nawet tak cienkich jak moje.



Reasumując, nie znalazłam w produkcie żadnych negatywnych działa. Spełnia swoja rolę dobrze i na pewno długo pozostanie składnikiem w mojej pielęgnacji.
Z tej serii mamy jeszcze możliwość zakupienia szamponu, maski, odżywki i boostera. Eliksir jest chyba nowością, bo w internecie jest o nim bardzo mało wpisów, opinii czy w ogóle opisów i nie znalazłam go w Rossmanie ani w Hebe, a specjalnie patrzałam na półki. Nabyłam go w Naturze i zamierzam skusić się na booster.

Ps.
Ktoś ma ampułki/booster od Kerastase? Chodzi o ten nowy długi booster który podobno da się otworzyć tylko nowa ampułką.

Czytaj dalej...

Zakupów ciąg dalszy - kosmetycznie

Hwyka.

w środę pisałam o moim makijażowych zakupach KLIK, tym razem będzie o kosmetykach. Raczej pozostałam przy włosach, bo balsamy do ciała, peelingi, kremy i olejki mam z boxów. 
Na pierwszy ogień poszły zakupy w Lawendowej Szafie. Chciałam tam kupić tylko czarne mydło detox od NS oraz czarne mydło Agafii, a skończyło się, jak się kończy prawie zawsze...


  • Balsam Twardy do tłustych włosów – pielęgnacja bez obciążania
  • Naturalne Syberyjskie Czarne Mydło Agafii, 500ml - prod. Federacja Rosyjska
  • Natura Siberica - Północne mydło - DETOX - głębokie oczyszczenie skóry twarzy
  • Organic Shop:
  •  ORGANICZNA maska do włosów ORGANICZNY JAŚMIN i JOJOBA
  • ORGANICZNA maska do włosów GRECKA FIGA i OLEJ MIGDAŁOWY 
  • ORGANICZNA maska do włosów ORGANICZNE AVOKADO i MIÓD 
  • Organic Shop - BALSAM DO WŁOSÓW- JEDWABNY NEKTAR
  • Organic Shop - BALSAM DO WŁOSÓW- ZŁOTA ORCHIDEA
  • Organic Shop - JEDWABNY NEKTAR ORGANICZNY szampon do włosów BLASK I GŁADKOŚĆ 
  • Organiczny balsam do włosów - WINOGRONOWY MIÓD, 280ml. - Organic Shop
  • Organiczny ENERGETYCZNY żel pod prysznic - MANDARYNKOWA BURZA, 280ml - Organic 
  • Organiczny regenerujący balsam do włosów - MAROKAŃSKA KSIĘŻNA. 280ml - Organic Shop
  • ORGANICZNY szampon do włosów - WINOGRONOWY MIÓD - MIĘKKIE I LEKKIE WŁOSY, 280ml - Organic Shop

Żel pod prysznic jest na zdjęciu poniżej, ponieważ zapomniałam go postawić do fotki ;)

Jak widzicie, większość kosmetyków jest z Organic Shop. Jest moja ukochana maska figowa (nota będę teraz mam dwie, bo w Chillboxie była taka sama) i dwie kolejne, jaśminowa i awokado, które bardzo chciałam wypróbować.
Do tego po zachwycie szamponem od OS (tym z oliwką marokańska księżna KLIK) postanowiłam dokupić balsam z tej samej serii i kilka innych produktów z tej samej linii. 
Skusiłam się jeszcze na takie dziwne cos jak balsam w kostce. Nie używałam, nie znam, zobaczymy jak się sprawdzi.

Kolejne zakupy zrobiłam w Triny i tu jestem z siebie dumna, bo kupiłam tylko to, co było potrzebne. 


  • Pianka do włosów zwiększająca objętość, Natura Siberica,
  • krem dla skóry skłonnej do niedoskonałości, Make Me Bio.
Piankę lubię, recenzowałam ją tutaj KLIK, a z MMB mam puder myjący KLIK, który bardzo sobie chwale, więc skusiłam się na krem. używam go od tygodnia i o ile na początku jakoś mnie nie zachwycił, tak teraz jestem z niego coraz bardziej zadowolona - recenzja za jakiś czas. 

No i to tyle z kosmetycznych nowości. Na pewno nie zachwycają tak, jak Zoevowe nabytki, ale jest tego dość sporo. Będzie co używać i opisywać, a ja cos czuje, że moje włosy polubią się z tymi produktami :) Obecnie mam jakieś DHD, ale chyba z powodu braku protein, co już nadrabiam czystym kolagenem. Dawno nie było aktualizacji, ale włosy myje rano o 6:00, kiedy jest jeszcze ciemno, wracam po 17, kiedy jest już ciemno, a ostatnio w weekendy ciemno było praktycznie całe dnie... No i jak tu zrobić porządne fotki w naturalnym świetle, no jak? ;)

Miłego weekendu kochane :) 
 
Czytaj dalej...

Intensywna kuracja do włosów 7 w 1 - Przeciw wypadaniu włosów - Kompleks 7 olei

Heyka.
Dziś o serii Elpha Pharm, 7 olei.
Długo zastanawiałam się, czy opisywać Wam każdy produkt z osobna, czy całość. Postanowiłam, że opis całej kuracji zamieszczę w jednym wpisie. 


Kuracja 7 olei składa się z olejku, szamponu, maski i serum. Każdy produkt zawiera kompleks 7 olejków:
- łopianowy
- rycynowy
- lniany
- rozmarynowy
- cedrowy
- awokado
- shea



Zaleca się stosowanie wszystkich produktów na raz, codziennie, lub co 2-3 dni, najlepiej przez dwa miesiące. Ja stosowałam wszystko codziennie przez bity miesiąc, 30 dni, potem raz na jakiś czas. Czy pomogło? Dlaczego odpuściłam drugi miesiąc? O tym za chwilę, na razie skupmy się na poszczególnych produktach i ich działaniu odżywczym, nie koniecznie stricte przeciwko wypadaniu.


OLEJEK DO WŁOSÓW:
Olejek do włosów jest przeznaczony do pielęgnacji włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. Zawiera kompleks 7-u specjalnie wyselekcjonowanych olejków, które tworzą niewidoczną warstwę ochronną, dzięki czemu zapobiegają utracie naturalnej wilgoci włosów, zapobiegając suchości i łamliwości. Olejki pobudzają krążenie krwi, zwiększają dopływ tlenu do mieszków włosowych, sprzyjają lepszemu nasyceniu w składniki odżywcze.

Składniki (INCI): Paraffinum Liquidum, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Oleth-5, Pinus Sibirica Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Linum Usitatissimum Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, BHT.

Pojemność: 100 ml, Cena: 19,90 zł.

Moje wrażenia:
Olejek ma przyjemny, leśny zapach i jest stosunkowo lekki w porównaniu do innych olejków, które mam w domu. Nakładałam go na skórę i na łodygi włosów. Trochę bałam się przeciążenia albo przesuszenia z powodu olejku eterycznego, ale nic z tych rzeczy. Włosy po tym kosmetyku są niesamowicie lśniące, sypkie, absolutnie nie obciążone ale i w ogóle nie spuszone.
Do produktu była dołączona plastikowa pipeta do nakładania, ale z niej nie korzystałam - kosmetyk rozprowadzałam na palcach i wcierałam w skórę głowy.


SZAMPON:
Delikatna baza szamponu nie zawiera SLS i SLES, delikatnie oczyszcza włosy i skórę głowy. W skład szamponu wchodzi kompleks 7 specjalnie wyselekcjonowanych olejków, które wzmacniają cebulki, chronią płaszcz ochronny włosa, zapobiegając w ten sposób suchości i łamliwości. Idealny do pielęgnacji włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. Do codziennego stosowania.
Olejek łopianowy wzmacnia cebulki włosów, tonizuje skórę głowy, normalizuje pracę gruczołów łojowych. Olejek rycynowy stymuluje wzrost włosów, dodaje im blasku i jedwabistości. Olejek lniany aktywuje wzrost włosów. Zawiera witaminę E, która działa nawilżająco na włosy i skórę głowy. Olejek rozmarynowy poprawia przepływ substancji odżywczych do korzeni włosów i zapobiega ich wypadaniu. Olejek cedrowy sprzyja wzrostu włosów, ma działanie antyseptyczne. Olejek z awokado ma właściwości pielęgnacyjne, pomaga zatrzymać wilgoć, zapobiega suchości i łamliwości. Masło Shea odbudowuje strukturę zniszczonych, suchych i łamliwych włosów. Jest naturalnym filtrem UV.

Składniki (INCI): Aqua, Sodium Myreth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Polysorbate 20, Laureth-2, Sodium Chloride, Lauryl Lactate, Parfum, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Pinus Sibirica Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Linum Usitatissimum Seed Oil, Arginine, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Polyquaternium-10, Panthenol, BHT, Citric Acid, Disodium EDTA, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate.

Pojemność: 200 ml, Cena: 19,90 zł

Moje wrażenia:
Szampon rewelacyjnie myje. Wspaniale się pieni i bardzo dobrze domywa olej. Włosy są po nim skrzypiące, ale nie przesuszone. Obecnie myję nim głowę już poza kuracją i za każdym razem jestem zadowolona z jego właściwości, bo wspaniale myje, a jednocześnie nie niszczy warstwy ochronnej włosa. 


MASKA DO WŁOSÓW:
Maska jest przeznaczona do pielęgnacji włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. Zawiera kompleks 7 specjalnie wyselekcjonowanych olejków, które wzmacniają cebulki, chronią płaszcz ochronny włosa, zapobiegając w ten sposób suchości i łamliwości. Działanie olejków wzmocnione kompleksem Vital Hair Aktive+, który pobudza krążenie krwi, poprawia odżywianie mieszków włosów, sprzyja lepszemu nasyceniu w substancje odżywcze. Maska doskonale odżywia skórę głowy, pomaga w zachowaniu dobrej kondycji włosów, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

Składniki (INCI): Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Hydroxyethyl Cellulose, Ceteareth-20, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethiconol, Cydopentasiloxane, Silicone Quaternium-16, Undeceth-11, Butyloctanol, Undeceth-5, Parfum, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Soy Protein, Hydrolyzed Wheat Protein, Arctium Lappa Root Extract, Persea Gratissima Oil, Pinus Sibirica Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Unum Usitatissimum Seed Oil, Arginine, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Panthenol, Tocopheryl Acetate, Polyquaternium-10, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Linalool, Limonene.

Pojemność: 200 ml, Cena: 19,90 

Moje wrażenia:
Jestem zachwycona działaniem tej maski. Wspaniale wygładza włosy, odżywia je i regeneruje, ułatwia rozczesywanie. Nawilża łodygi, dociążam ale nie obciąża pasm. Włosy prześlicznie po niej lśnią, są miękkie i wyglądają bardzo zdrowo. Na pewno kupie ją kiedyś ponownie jako maskę odżywczą, nie koniecznie przeciwko wypadaniu, bo działa cuda z łodygami.


SERUM:
Serum jest przeznaczony do pielęgnacji włosów osłabionych ze skłonnością do wypadania. Zawiera kompleks 7-u specjalnie wyselekcjonowanych olejków, które odżywiają i wzmacniają mieszki włosowe. Działanie olejków wzmocnione kompleksem Vital Hair Aktive+, który pobudza krążenie krwi, poprawia odżywianie mieszków włosów, sprzyja lepszemu nasyceniu w substancje odżywcze. Odbudowuje włosy i znacznie zmniejsza ich łamliwość. Serum doskonale odżywia skórę głowy, pomaga w zachowaniu dobrej kondycji włosów, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.

Składniki (INCI): Aqua, Hydrolyzed Soy Protein, Persea Gratissima Oil, Medicago Sativa Leaf Extract, Polygonum Multiflorum Root Extract, Centella Asiatica Leaf Extract, Ligusticum Chuaxiong Root Extract, Polysorbate 20, Niacinamid, Hydrolyzed Wheat Protein, Hydrolyzed Lupine Seed Extract, Arginine, Butyrospermum Parkii Butter, Arctium Lappa Root Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil, Ricinus Communis Seed Oil, Pinus Sibirica Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil, Citric Acid, BHT, Parfum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Linalool, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional.

Pojemność: 100 ml, Cena: 19,90 zł

Moje wrażenia:
Serum bardzo fajnie unosi włosy u nasady, lekko je usztywnia, ale nie skleja. Sprawia, ze włosy wydają się grubsze i gęstsze. Produkt pełni dobrze rolę stylizatora, moje pasma wytrzymują cały dzień w nienagannej fryzurze gdy są stylizowane na to serum.
Niestety, kosmetyk posiada dwie wady. Po pierwsze - skraca świeżość włosów  i moje pasma nie wytrzymują z nim dłużej niż 24 godziny - po tym czasie trzeba umyć głowę. Po drugie, dozownik "psikacz" za jednym psiknięciem serwuje nam potężną dawkę płynu, która ścieka nam po twarzy, czole, uszach, szyi i generalnie sprawia dodatkowo, ze produkt szybko się kończy. 
Czasem używam serum przed myciem - wpsikuję je w skórę głowy i rozprowadzam nadmiar grzebieniem  po włosach. Na takie wilgotne pasma nakładam olej i czekam 2-3 godziny. Potem całość zmywam szamponem.


----------------------------------------------------------------------

Wrażenia końcowe:
Cała seria działa na włosy rewelacyjnie. Bardzo pomogła odbudować mi poniszczone słońcem i stylizacją pasma, które nie wyglądały najlepiej, szybko traciły wodę i puszyły się. Po miesiącu kuracji włosy wyglądają cudownie.  Niestety, o ile olejek starczy nam na te 30 dni, tak szampon z trudem, natomiast maska i serum wykończą się szybciej. Ja akurat miałam w zapasie, bo po 2 tygodniach zauważyłam, ze w pojemnikach zostało mi mniej niż połowa produktów, więc dokupiłam, ale jeśli ktoś myśli o tej pełnej, 60 dniowej kuracji, od razu radzę kupić po 2 opakowania i ewentualnie potem dokupywać to, co się kończy.
Produkty nie podrażniały mojej tragicznie wrażliwej ostatnimi czasy skóry głowy - miałam wrażenie, że nawet lekko łagodzą moje dolegliwości skórne.



I teraz odpowiedź na pytanie, dlaczego przerwałam po miesiącu. Niestety, ale włosy nie przestały mi wypadać. Nie wiem na jakiego rodzaju wypadanie jest ta seria (to powinno być zawsze zaznaczone), mnie nie pomogła, z tym, że mój problem tkwi w skalpie i odżywianiu cebulek od wewnątrz. Przypuszczam, że seria ma odżywiać cebulki od zewnątrz - co dla moich pasm jest zbyt słabą kuracją.

Mimo, że na wypadanie kuracja mi nie pomogła (ale tak jak mówię, ja muszę wyleczyć skórę głowy), to polecam produkty chociażby jako każdy z  osobna, bo ich wpływ na łodygi włosa jest genialny i wspaniale regenerują podniszczone pasma.


Czytaj dalej...

L'biotica Biovax - Regenerujący olejek do włosów - bambus i olej z awokado - MÓJ ULUBIONY

Hey.

Od początków włosomaniacta po każdym myciu sięgam po olejek zabezpieczający końcówki. Przez ponad pół roku był to Garnier "cudowny olejek", jednak od początku listopada przerzuciłam się na coś zupełnie innego, co skradło moje serce do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie już żadnego innego olejku na włosy i końcówki, niż ten.


Mowa dziś o L'biotica Biovax - Regenerujący olejek do włosów - bambus i olej z awokado.

Kupiłam go w Hebe, ale znajdziecie go rónież w Super Pharm i Naturze. W Rossmanie nie szukajcie nawet - bo go tam nie ma, potwierdził to producent. I jeszcze uważajcie na SuperPharm, bo lubią sobie dodać kilka złotych na produkcie, a olej do najtańszych nie należy, zazwyczaj za 50 ml zapłacicie około 26 zł. 


Olejek kupujemy w kartonowym opakowaniu, które skrywa bardzo ładną, fajnie ozdobioną, zielono-złotą buteleczkę z plastiku. Produkt już dwa razy lądował u mnie na kafelkach, ale nic mu się nie stało, opakowanie jest solidne. Buteleczka zawiera aplikator - pompkę, która dozuje taką ilość kosmetyku, jaka jest potrzebna, a to za sprawą tego, że nie musimy dociskać do końca tej pompki, aby cokolwiek wydobyć - jeśli chcemy mniej olejku, naciskamy dozownik po prostu lżej. 


Olej pachnie słodko, roślinie, lecz bardzo delikatnie. Jest dość mocno tłustawy, ale jeśli użyjemy małej ilości (u mnie to wielkość około 2/3 groszku na włosy trochę bardziej niż za ramiona) , to nie ma mowy o obciążeniu czy zbyt mocnym natłuszczeniu pasm.


Produkt aplikuję zawsze po myciu i odsączeniu nadmiaru wody - głową w dół. Wcieram go w końcówki, a to, co zostanie na dłoniach rozprowadzam po reszcie włosów, uważając, by nie nanieść kosmetyku zbyt blisko skóry głowy. 


Olejek Biovax Bambus i Avocado ma same plusy. 
Zacznijmy od tego najważniejszego, czyli ochrony końców i włosów. Jeszcze nigdy, przenigdy nie zdarzyło mi się tak, żebym po 2,5 miesiąca od podcinania włosów nie miała praktycznie w ogóle połamanych końców czy zniszczonych, rozdwojonych łodyg. Nie ma białych kulek i miotełek. Są za to nadal równo ścięte, ostre, ładne końce. To jest jakiś cud, bo ja mam włosy cienkie, bardzo podatne na uszkodzenia i zawsze rozdwajały się bardzo szybko.
Stań końców, pomijając brak zniszczeń, jest bardzo dobry. Nie są suche ani matowe. Tak samo jak reszta włosów traktowanych produktem - ślicznie lśnią i wyglądają na prawdę zdrowo.


Jeśli chodzi o łodygi - są błyszczące, ale puszyste i nie sklejone, dociążone, ale nie obciążone. Pasma są miękkie w dotyku i nie niszczą się nawet od codziennego niemal suszenia.

Końce, w które wcieram olejek dobrze reagują na stylizację, na suszarko - lokówce szybko przybierają odpowiedni kształt i dobrze trzymają go przez cały dzień. 


Polecam Wam ten olejek, jako serum zabezpieczające i regenerujące włosy. Mam z tej serii jeszcze maskę (to kolejna rewelacja), a niebawem zamierzam zaopatrzyć się w szampon i odżywkę.


Czytaj dalej...

HerbOlive - olejek na włosy, który waży sto kilo

Heyka.
Będąc w Grecji nie mogłam opuścić tego kraju bez oliwkowych kosmetyków do włosów. Kupiłam sobie maskę, która jest całkiem dobra, oraz olejek - bohatera dzisiejszego postu.


Olejek kosztował dużo - nie pamiętam ile, ale wiem, ze obchodziłam go kilka dni, wpatrując się w półkę, zanim zdecydowałam się go kupić. Bioaktywne naturalne składniki, organiczna oliwa z oliwek, olejek arganowy, olej ze słonecznika czy tez dość wysoko postawiony silikon przekonały mnie ostatecznie do zabrania go do Polski. 

Produkt mieści się w plastikowej butelce z atomizerem. Opakowanie jest żółte i zawiera 150 ml olejku. Sam kosmetyk pachnie ślicznie, bardzo słodko, ale nie mdło. Zaleca się niewielką ilość olejku rozprowadzić na mokrych albo suchych włosach, w zależności od potrzeby i upodobań. Produkt ma nam nabłyszczać włosy, zabezpieczać je, nawilżać i dobrze działać na rozdwojone końcówki.


I co ja mogę powiedzieć? Generalnie, że poza ślicznym zapachem olejek jest beznadziejny w swojej formule. Niezależnie od tego, czy naniosę na włosy pięć litrów, czy pół kropelki, czy włosy będą mokre, czy suche - aplikacja tego produktu kończy się ponownym myciem włosów. Gdy mam czas na ewentualne błędy, sięgam po niego, co raz to z nową nadzieją i zawsze jest tak samo - włosy są tłuste, "mokre" i brzydkie. Nie, nie używam go na całe pasma, tylko na końcówki. Zlepiają się one w strąki i wyglądam, jakbym przed chwilą wyszła z basenu. 
Kropelka roztarta w dłoniach i wtarta w suche końce automatycznie sprawia, że robią się one lepkie, tłuste i nieświeże. Taka sama kropelka wtarta w mokre włosy, tak samo jak zawsze robię to olejkiem z Garniera powoduje, że końców nie da się wysuszyć.


Ten produkt to totalna klapa. Służy mi jako mgiełka - podkład pod maskę przed myciem. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy nawilża pasma. Na pewno je nabłyszcza, ale trochę za bardzo ;)

Olejku nie dostaniemy w Polsce stacjonarnie, ale zauważyłam jakiś czas temu, ze był na Allegro i w jakimś sklepie online. 


Nie polecam absolutnie tego produktu, nawet dla długich i suchych włosów, bo ten olejek jest chyba w stanie przetłuścić nawet snopek siana stojący w palącym słońcu przez całe wakacje. 
Jeśli będziecie w Grecji na zakupach, omijajcie ten kosmetyk z daleka ;)
Czytaj dalej...

Tresemme Salon Sleek, Silky Smooth z olejkiem arganowym - dobry stylizator i jeszcze lepszy wygładzacz

Hey.

Jak wiecie, jestem fanką produktów do stylizacji firmy Tresemme. Oprócz sprayów, mam także maskę i odżywkę oraz "odmładzacz".
Jeden ze stylizatorów - ten najbardziej klasyczny opisałam TUTAJ. Dziś chciałabym natomiast przedstawić wersję z olejkiem arganowym.


Za butelkę o pojemności 250 ml zapłaciłam 25 zł. Nie jest to mała kwota, ale spray ma świetny rozpylacz, który jednym psiknięciem pokrywa dużą powierzchnie włosów, przez co produkt staje się bardzo wydajny.
Butla jest czarna, a elementy charakterystyczne dla tego rodzaju sprayu to turkusowe napisy. Bardzo podoba mi się delikatnie wytłaczana etykietka, bo nadaje buteleczce luksusowego wyglądu.
Atomizer tak jak pisałam, świetnie rozpyla produkt, a przy tym jest precyzyjny. Posiada blokadę, więc po jej "założeniu" nie ma możliwości, aby coś się wypsiknęło z opakowania.

Skład sprayu nie jest zbytnio odżywczy, choć olejek arganowy jest w INCI stosunkowo wysoko. Doszukałam się tez 4 silikonów i niestety 2 (3?) PEGów. Mnie jednak to nie przeszkadza, Spray nigdy nie podziałał na mnie źle, a ja tez PEGów za bardzo się nie boję, a tu jeden ma być rozcieńczalnikiem, a drugi emolientem.


Kilka podstawowych faktów o sprayu:

- Tresemme jest produktem angielskim,

- nie jest to niestety, a przynajmniej nie doszukałam się informacji na ten temat, spray termoochronny, więc raczej przy wyższych temperaturach polecam jego brata  Tresemme Heat Defence, o którym pisałam na początku tego wpisu, 

- olejek arganowy (podobno marokański) zawarty w Tresemme Salon Sleek zaczyna działać pod wpływem ciepła suszarki,

- jest to świetny produkt do stylizacji, ładnie podkreśla look jaki chcemy nadać fryzurze, ale nie nadaje się dla bardzo rzadkich włosów, ponieważ...

- ...bardzo dobrze wygładza pasma, radzi sobie całkiem nieźle z puchem i odstającymi włoskami, przez co ma skłonności do obciążania, jeśli użyjemy go zbyt dużo (na prawdę, łatwo przesadzić),

- nie powinno używać się zbyt wielu produktów wygładzających (szampon, balsam, maska, odżywka), jeśli chcemy układać włosy na  Tresemme Salon Sleek. Ja na przykład rezygnuję z emolientowych masek czy wygładzającej odżywki od Sylveco, kiedy mam ochotę użyć tego sprayu. Inaczej mogę zafundować sobie niezły przyklap,

- podobno da się pofalowane włosy wymodelować na proste przy użyciu tego produktu. Ja niestety nie wiem, mam włosy proste z natury, a dodatkowo z tej serii i tak mamy produkt typowo prostujący, 

- TSS jest bardzo wydajny, starcza na bardzo wiele użyć,

- zapach jest typowo salonowy, całkiem przyjemny, ale jednak czuć w nim taką "po prostu chemię",

- kolor produktu jest prawie bezbarwny, delikatnie mętny, mleczny, ale nie ma to żadnego wpływu na wygląd fryzury,

- z tej samej serii mamy jeszcze spray prostujący, spray nabłyszczający i serum wygładzające oraz szampon, odżywkę i maskę. Ja nie mam tych produktów i raczej nie przetestuję, bo mam zbyt cienkie włosy, aby ładować na głowę aż tak wygładzające produkty,

- spokojnie można używać go tylko na spuszone partie pasm, a na przykład włosy od nasady odbić pianką volume (niekoniecznie tej samej firmy, ja mam na przykład TĄ PIANKĘ),

- wpsikiwany także przy skórze głowy spowoduje minimalnie szybsze przetłuszczenie się włosów,

- zawiera tylko jeden alkohol konserwujący - Benzyl Alkohol,

- TSS, jak również inne produkty Tresemme najłatwiej dostać na Allegro. Jest kilka sklepów internetowych, które zajmują się sprzedażą Tresemme, ale moim zdaniem jest to śmieszne, gdy firma Tresemme ma ponad 200 produktów, a sklep zaopatrzony jest w 2, no ewentualnie 5 kosmetyków, z czego 4 to szampony.


Podsumowując, już kilka razy w innych postach wspomniałam o tym sprayu, jako o świetnym wygładzaczu i moje zdanie podtrzymuję. Polecam go szczególnie dla gęstych i puszących się pasm oraz dla na prawdę zniszczonych, suchych włosów. Zdrowe włosy może dobrze wygładzić, ale też istnieje ryzyko przeciążenia. Jeśli jesteś posiadaczką cieniutkich i rzadkich włosów, TSS raczej na pewno spowoduje u Ciebie poważny przyklap, nawet jeśli zastosujesz go w minimalnej ilości. 
Lubie ten spray, używam go często, a na pewno zawsze wtedy, gdy nie chce mieć fruwajdełek dookoła, albo nie zależy mi na niesamowitej puszystości. Dodatkowo produkt zawiera silikony, które w zimę nie raz uratują moje włosy przed zniszczeniami.


Tak wyglądają moje włosy po użyciu TSS:






Czytaj dalej...

Dermena - szampon i żel, niby działa, ale jednak podrażnia

Hey moje drogie.

Nie wiem czy pamiętacie lub kojarzycie, dość często skarżę się na wypadanie włosów. Starałam się temu zapobiegać na różne sposoby, ale obecnie to już tylko pozostało mi czekać, aż wszystko się uspokoi. Chia zawiodła, tabletki zawodzą, dermatolożki mnie olewają. Pozostały wcierki, ale włosy lecą mi przy tarciu skóry głowy - normalnie nie, tylko kiedy je myję i stylizuję. Przy czesaniu jest dobrze, na ubraniach też nie mam włosów, ale to co nie wypadnie od tak, wyleci w większej ilości przy spienianiu szamponu. Boję się używać wcierek, bo boję się podrażniać cebulki i skórę, choć z drugiej strony żel Dermena też jest swego rodzaju wcierką.




Zacznę od tego, że o Dermenie czytałam dawno temu u Kosmetycznej Hedonistki. Niedawno znów pisała o szamponie TUTAJ. Później gdzieś coś obiło mi się o uszy, ale nie miałam problemu z wypadaniem, to kosmetyk nie był mi potrzebny. No ale stało się, włosy zaczęły lecieć. Poleciałam więc i ja.. do Rossmana po szampon Dermena, zakupując przy okazji jeszcze żel na wypadanie, z tej samej firmy.

Za ten komplet zapłaciłam wtedy około 60 zł, bo produkty kosztują około 30 zł każdy. W aptekach Dermena jest tańsza, widziałam nawet promocję 50% off. 

Jakiś czas przed rozpoczęciem kuracji Dermeną piekła mnie skóra głowy. Zwalałam o na Pilomax, Kerastase, Sylveco i kilka innych produktów. Nie od razu wszystko odstawiłam. Myłam włosy szamponem z Dermeny, potem nakładałam maskę, zmywałam ją i wcierałam żel. A skóra głowy piekła, bolała, swędziała, doszły nawet zawroty. Odstawiłam wszystko, poza szamponem i żelem, a skóra była coraz mocniej podrażniona. Początkowo tłumaczyłam sobie to faktem, że wszystko musi się wyleczyć i dalej katowałam się Dermeną, licząc na to, że włosy mi nie wylecą do końca w ciągu 2-3 kolejnych dni.


Niestety, nic się nie leczyło, tylko piekło. Dzień, noc piekło. Zaczęłam szperać w internecie i doczytałam, że Dermena podrażnia. Myślałam, że to przez SLES w składzie, ale przecież mnie SLES nigdy nie drażnił, ani nie powodował niczego złego. Nawet SLS nie był w stanie zrobić mi krzywdy. Powoli dochodziło do mnie, że czas Dermenę odłożyć, albo wyrzucić, ale ciągle ratowałam włosy. Dopiero komentarz pod jednym z postów przekonał mnie, że mam odstawić ten szampon.

No i odstawiłam, uprzednio porządnie nawilżając skalp. Użyłam tych kosmetyków, które początkowo winiłam za pieczenie i świąd. Myłam włosy Sylveco pszenicznym i ratowałam skórę aloesową Equilibrą. Pomogło już za pierwszym razem. Dermeny nie ruszyłam przez tydzień. Po tygodniu myślałam, że nawilżona skóra jest już gotowa na szampon, który ma mnie uratować od wypadania, ale po kilku godzinach od mycia pojawiło się pieczenie...

Nie wiem co spowodowało podrażnienie i początki przesuszenia, ale jestem w 100% przekonana, że szampon Dermena pogorszył mój stan i to bardzo. 

Jeśli chodzi o żel, to zauważam po nim delikatnie mniejsze wypadanie, ale i on niestety powoduje podrażnienia, choć nie tak mocne jak myjacz. Stosuje go na 2 dni, a potem 3 dni przerwy, czasem i tydzień, bo tak się boje podrażnień. A taka kuracja po prostu mija się z celem.

Post jeszcze się nie kończy, ale pod spodem znajdziecie informacje czysto teoretyczne. Podsumowanie chciałabym dać już teraz. Powiem tak: nie jestem za tym, aby w 100% nie polecić Wam Dermeny, bo u wielu osób sprawowała się świetnie (KH). Nie pomogła mi na wypadanie włosów, ale używałam jej chyba za krótko. Są głowy, których nie skrzywdzi nic i takim osoba polecę szampon, chociażby na wypróbowanie, bo pasma są po nim cudownie lśniące i miękkie, jednak jak widzicie moja dość odporna skóra skalpu ucierpiała przez ten produkt okropnie. 
Jeśli chodzi o żel, odnotowałam minimalnie mniejsze wypadanie włosów, ale po odstawieniu żelu problem wraca. Kosmetyk powoduje u mnie drobne pieczenie i świąd, natomiast AlinaRose nie m z tym problemu. Jednakże żel ma niesamowita zaletę - jest rewelacyjnym stylizatorem, wspaniale unosi włosy u nasady i nie skleja pasm. Dodatkowo wtarty w ilości minimalnej w spuszone włosy - cudownie je wygładza. Z szamponem dałam sobie spokój, ale będę kombinować jeszcze ze skórą i nawilżeniem, bo jednak szkoda by było, ten żel ma potencjał.

-------------------------------------------

Szampon Dermena.


Zamknięty w małej, poręcznej buteleczce z korkiem na klik. Za 200 ml zapłacimy sporo, bo około 26 zł. W necie jest teraz wiele promocji i szampon upolujemy za 15-17 zł. 


Pachnie bardzo ładnie, ma gęstą konsystencję, pieni się rewelacyjnie, a włosy po nim są pełne blasku,  miękkie, puszyste i ogólnie wyglądają bardzo zdrowo. Niestety, wiele osób ten kosmetyk podrażnia.


---------------------------------------------

Żel Dermena.


Poręczna buteleczka mieści 150 ml kosmetyku. Kosztuje dużo, bo chyba około 29 zł - 35 zł. Kosmetyk działa, włosy mniej po nim wypadają. Jest to fantastyczny stylizator, unosi pasma u nasady i dobrze trzyma je przez cały dzień. Wygładza spuszone końcówki.


Nie podoba mi się jednak forma aplikacji. Aplikator jest co prawda precyzyjny, ale nie da się łatwo wyczuć nacisku buteleczki, przez co można wycisnąć za dużo produktu. Ja po prostu wyciskam żel na palce, rozmasowuje i delikatnie wcieram w cały, jeszcze mokry skalp. Żel jest bezbarwny, gęsty i posiada bardzo delikatny zapach. W dłoniach jest dość lepki, zaraz po aplikacji także, ale w miarę wysychania lepkość znika. Produkt wydłuża czas suszenia włosów. 



I to tyle, jeśli chodzi o Dermenę :)
Czytaj dalej...

Kupowanie - denkowanie? Jak pozbyć się kosmetycznych zapasów? Jak zyskać miejsce w szafce?

Witam.

Dziś chciałabym Was zaprosić do posta, w którym omówię temat kupowania i denkowania kosmetyków. 
Pomysł zrodził się rano, kiedy przeglądałam kosmetyki i starałam się je jakoś sensownie poukładać na półkach. Ubrałam łóżko tymczasowo w stare prześcieradło, aby nie zabrudzić niczego ewentualnymi wyciekami i przystąpiłam do dzieła. To, co zobaczyłam i ilość tego w samych liczbach była dla mnie niemałym szokiem, choć wiem, że wiele z Was ma jeszcze więcej produktów kosmetycznych.


Choć mam problem z kupnem za dużej ilości kosmetyków, ale staram się je sukcesywnie denkować i ograniczać ilość kosmetyków w szafce. Doszłam tez do kilku ważnych wniosków, którymi chętnie się z Wami podzielę, choć pewnie same o większości wiecie. Postaram się wszystko opisać z własnego punktu widzenia i doświadczenia, także poznacie tez mnie trochę od tej dość nieciekawej strony ;)
Wyszło tego dość sporo, ale mimo wszystko zapraszam do lektury:


1. Kupuj kosmetyki z głową.
Jeśli masz w domu trzy, cztery szampony, nie kupuj kolejnego. Zajmie tylko dodatkowe miejsce. Jedyne czego Ci ubędzie, to kasy na koncie. Skoro Twoje obecne produkty się sprawdzają, zużyj je do końca, a dopiero potem kup nowy kosmetyk. Czy na pewno potrzebujesz piątego tuszu, siódmego balsamu do ciała, dwudziestego błyszczyka? Czy Twoje życie będzie gorsze, jeśli na chwile obecną nie będziesz go mieć?

Nie na darmo podałam tutaj przykład szamponu. Obecnie mam ich w szafce 17. Tak, siedemnaście. Nie wiem po co mi aż tyle. Trzy kupiłam, potem doszły kolejne dwa, następnie jeden, drugi, trzeci w boxie, a potem znów poszalałam i kupowałam, bo ten nawilża, ten odmładza, tamten powoduje efekt push-up. Nie zastanawiałam się nad tym, że skoro mam już dwa nawilżające szampony, to trzeci mi nie potrzebny. Kupiłam, bo tak. A potem czwarty w boxie doszedł i piąty kupiłam, bo mi się spodobał. I tak sobie kupowałam, aż zastawiłam jedną półeczkę samymi czyścicielami do włosów. I co, używam wszystkich? Tak, na początku... a później -  jeden mi się znudził, drugi jakiś nie ten tego i stoją. 17 szamponów! To ponad 4 litry. Na jedno mycie idzie około 20 ml. Więc w tym momencie mam zapas na 200 myć, czyli na ponad rok mycia co drugi dzień.
Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym, czy na pewno jest mi potrzebny akurat szampon, kolejny już. Po prostu zwijałam z półki i pakowałam do koszyka. Obecnie nie zatrzymuję się nawet przy półce z szamponami czy kosmetykami, których mam pod dostatkiem.
Mam 3 świetne tusze do rzęs i na prawdę uważam, że mi więcej nie potrzeba. Choć z reklamy kusi kolejny, stawiam sobie sprawę jasno - NIE! Masz dobry tusz. Jeśli kupisz kolejny, któryś z twoich i tak pójdzie w kąt, aż w końcu się przeterminuje.

2. Nie otwieraj 10 opakowań na raz.
Zakupy w internecie to wspaniała sprawa, ale też niebezpieczna dla naszego portfela i kosmetyków, które kupujemy. Na przykład maski do włosów. Nawilżająca, wygładzająca, odmładzająca, na porost, odżywcza, do włosów suchych, tłustych, matowych, przyklapniętych... Ah tak! Takie wspaniałości, trzeba brać wszystko. A potem raz ta maska, raz tamta, za tydzień trzecia, później wrócimy do pierwszej, a potem znów czwarta i piąta. No i tak otwieramy 10 kosmetyków na raz, wszystkie podobnego typu. I to leży. I niszczeje. A potem trzeba wyrzucić.

Sama mam ten problem, nieudolnie z nim walczę, ale staram się, chociaż małymi kroczkami być w tym lepsza. Jakiś czas temu policzyłam, że za jednym zapachem kupiłam 10 masek do włosów i po kolei każdą otwierałam, użyłam dwa razy i brałam się za następną. Nie, nie dlatego, że ta pierwsza była zła. Była wspaniała, ale ciekawość co do kolejnej wygrywała. Efektem było 10 otwartych masek, plus kolejne 10 z innych zamówień. Na ten moment masek mam 33,  ale sukcesem jest to, że nie wszystkie otwarte. Pewnego dnia po prostu postanowiłam sobie, ze nie otworzę nic nowego, puki nie zużyję tego, co otwarte. Dzięki temu, fabrycznie zamknięte kosmetyki mają szansę dłużej ze mną zostać i się nie zepsuć.

Oto moja półka z fabrycznie zamkniętymi produktami:


3. Denkuj!
Punkt ścisłe powiązany z poprzednim. Otarte kosmetyki należy zużyć, bo choć mają dłuższą datę ważności niż otwarte mleko, to jednak ją mają. Poza tym gromadząc coraz to nowe kosmetyki i używając ich tylko krótki czas, zagracamy się niemiłosiernie.
Najlepiej jest podzielić sobie produkty na otwarte i zamknięte. Te zamknięte odkładamy na bok, gdzieś gdzie nie będą kusiły (punkt poprzedni). W grupie tych otwartych oddzielamy te, których zużycie to kwestia kilku dni. Potem przystępujemy do dzieła - korzystamy tylko z tych produktów, gdzie widać już prawie dno.
Kto zna mój blog ten wie, że w ciągu miesiąca zużyłam 20 produktów do końca (9 kolejnych już czeka na swój post). Dokładnie takim trybem szłam - kończyłam to, co skończone być powinno. Ostatnia porcja maski ajurwedyjskiej, resztka Petal Fresha, ostatnie psiknięcia Tresemme. I tak oto w około 30-40 dni pozbyłam się 29 kosmetyków, które bez postanowienia pewnie nadal siedziałyby w szafce i czekały wiecznie, aż użyje ich ten ostatni raz, czy ewentualnie 3 razy.

Mam taka szafkę "inne", a w niej różowy koszyczek z kosmetykami, które lada chwila i będą wykończone:





4. Zrób coś z bublami.
Każda z nas ma w szafce jakiś bubel. A nawet dwa, a może i pięć. Trzymamy je z różnych powodów - bo może jednak kiedyś podziałają lepiej, bo może się przydadzą, bo kosztowały majątek więc muszą z nami zostać. Ok, fajnie, ale nie szkoda miejsca?

Zrób coś z bublami. Jest tyle fajnych zastosowań nietrafionych kosmetyków. Do szamponu dodaj sody i wyczyść tą mieszanką wannę. Krem do rąk/twarzy/stóp idealnie sprawdzi się jako pianka do golenia nóg. Szamponem umyj pędzle.
Jeśli takie "inne zastosowanie" nie jest dla Ciebie, oddaj kosmetyk koleżance, albo go sprzedaj. To, że u Ciebie się nie sprawdza, nie znaczy, że u innych wypadnie równie słabo. Moje włosy nie tolerują oleju kokosowego i masła shea, a włosy mojej mamy uwielbiają te składniki. 
Na FB są grupy odsprzedaniowe, ogłoś sprzedaż lub oddanie na blogu, wystaw na Allegro.
Nie chce Ci się? To wyrzuć kosmetyk. I tak go nie zużyjesz, a zajmuje tylko miejsce w szafce i niszczeje.

5. Sprawdzaj opinie
Przed zakupami sprawdzaj opinie o kosmetyku. Oczywiście nie da Ci to 100% pewności, że nie trafisz na szajs, ale w pewnym stopniu zwiększy szansę na zakup dobrego produktu.
Od czasu kiedy mam internet w komórce i nie jestem pewna jakiegoś kosmetyku, szukam o nim czegoś więcej w sieci. Dzięki temu kilka razy zrezygnowałam z zakupu, a innym razem coś kupiłam i nie żałowałam

6. Wyrzuć przeterminowane produkty.
I koniec, kropka. Raz na kwartał rób przegląd masek, szamponów, odżywek, balsamów, kremów, kolorówki, olei itd. Wyrzucone kosmetyki zrobią miejsce, a Ciebie uchronią przed negatywnymi skutkami używania przeterminowanych substancji. Ja swój przegląd zrobiłam dzisiaj :)

7. Nie używane kosmetyki - zrób z nimi coś.
Ok, wiemy co z bublami, wiemy co z przeterminowanymi produktami, a co z tymi, które nam się po prostu znudziły? Przy okazji kwartalnego przeglądu kosmetyków odłóż te, których nie używasz i zrób z nimi to samo co z bublami - oddaj, sprzedaj albo wyrzuć. Na prawdę. Gwarantuje Ci, że jeśli je zostawisz, to i tak do nich nie wrócisz.

8. Ogranicz boxy kosmetyczne.
Na rynku polskim mamy obecnie około 7 boxów kosmetycznych.  Jeśli każdy zawiera co najmniej 3 pełnowymiarowe produkty (a często i więcej) to mamy miesięcznie 21 nowych kosmetyków. Dużo za dużo, zwłaszcza, że się powtarzają, jeśli nie marką, to przeznaczeniem. Ja przy okazji dzisiejszych porządków stwierdziłam, że na pewno nie przedłużę Glossy i Shiny, bo akurat kończą mi się pakiety. Szkoda kosmetyków i pieniędzy.

Jestem ogromną fanką boxów - uwielbiam niespodzianki i możliwość testowania tego, o czym nawet nie miałam pojęcia. No ale dzięki temu w ciągu pół roku dorobiłam się 5 kremów do rąk, 3 kremów do stóp, 4 produktów do pięt, kilku szamponów, niezliczonej ilości kremów do twarzy i kilkunastu kosmetyków których nie znoszę, typu suchy szampon z Aussie.

Jak sobie poradzić z boxami, jeśli chcemy jakieś kupować? Na dwa sposoby:
A. Weź kartkę i długopis i przeanalizuj boxy kosmetyczne do pół roku wstecz. Wszystkie jakie zostały wydane. Każdy kosmetyk punktuj od 0-2. Policz procentowo zadowolenie z pudelka.
Wybierz jeden, lub dwa boxy (firmę), które najczęściej spełniają Twoje oczekiwania.
U mnie był by to na pewno Chillbox, który zawsze ma wysokie noty w moich postach.

B: Nie kupuj pakietów, suskrybuj. Dzięki temu łatwo przerwiesz napływ pudełek, gdy nie będziesz już miała miejsca na półce, albo jakość boxów bardzo się pogorszy. Pakiety wiążą na dłuższy czas i chcąc nie chcąc dostaniemy ich tyle, za ile zapłaciłyśmy.

9. Próbki.
Jeśli o boxach mowa, mamy w nich często próbki. Zużywaj je. Te małe opakowania są w stanie w kilka tygodni zagracić całą szufladę. Dodatkowo dzięki nim przekonasz się, co tak na prawdę warto kupić,  a co sobie darować.
Pytaj o próbki - wiele sklepów, a szczególnie apteki mają próbki kosmetyków. Są za darmo. Korzystaj z nich - unikniesz zbędnego wydawania pieniędzy na produkt, który się u ciebie nie sprawdzi.
Przykładowo Organique w swoich sklepach bardzo często ma próbkę każdego kosmetyku jaki posiada w ofercie. Sama korzystałam wiele razy i już wiem, co kupić, kiedy moja szafka opustoszeje i dzięki temu wiem też, że to nie będzie bubel.

10. Nie rób wielkich zapasów.
Po co trzy te same lakiery, pięć tych samych ser do zabezpieczania końcówek? Jeśli coś jest Twoim hitem, ale takim MUST HAVE FOREVER, to miej w zapasie jedno opakowanie, aby nie było tragedii, gdy nagle kosmetyk się skończy. Ja sama mam w zapasie jeden taki sam lakier do włosów, dwa dezodoranty i dwie maski do włosów, które są tymi moimi jedynymi, największymi miłościami i nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji (to nie tak, że używam ich non stop, ale wiem, że przyjdą z odsieczą, gdy coś zawiedzie). Poza rzeczami typowo codziennego użytku, jak np. lakier czy ten dezodorant, nie potrzeba nam zapasów, bo większość kosmetyków idzie zastąpić na dzień czy dwa innym, a i na pewno znajdziemy chwile czasu, by po pracy kupić nowe opakowanie. Tego się trzymam i staram się na prawdę ograniczać w powielaniu i chomikowaniu tych samych produktów. 

Obecnie moje zapasy otwartych produktów wyglądają tak i nie zamierzam nic a nic więcej kupować, bo po prostu nie potrzebuję żadnego więcej kosmetyku, jeszcze przez długi okres czasu. Ogólnie jest mi nawet troszkę wstyd, że mam tego aż tyle:






11. Nie - dla bezmyślnego kupowania promocji.
Sklepy kuszą nas promocjami. To dzięki "sejlom" mamy potem zupełne niepotrzebne, nie używane produkty, które nabyłyśmy, bo grzech było nie wziąć, skoro w takiej niskiej cenie. Najgorzej jest, gdy kupimy coś, co zostało przez nas słabo przetestowane - jak u mnie Dermena. Kupiłam, użyłam dwa razy i zobaczyłam ten szampon w przecenie 50%. Normalnie kosztuje ok 30, więc koniecznie trzeba było od razu mieć drugi, skoro tylko 15 zł. A za trzecim myciem miałam tak przesuszony skalp, że teraz mam niepotrzebny szampon. No ale co, w końcu szkoda było nie brać, skoro taka okazja...
Wiele jest promocji, na przykład na kolorówkę w Rosku. Ceny są tak przystępne, że potem mamy w szufladzie 5 tuszy, 10 różów i 20 błyszczyków. Czy na prawdę zużyłyście te produkty choć do połowy, zanim wylądowały w koszu, bo się przeterminowały, albo po prostu Wam  się znudziły?
Ja jakiś czas temu szalałam po sklepie Bingospa, bo promocja była bardzo kusząca. Kupiłam chyba z 6 masek, a użyłam do tej pory zaledwie jednej.

12. Znaj swoje potrzeby
Znaj potrzeby swojego ciała.
Jeśli włosy nie lubią pięciu z pięciu przetestowanych masek danej firmy, czy danego rodzaju, np. keratynowych, istnieje duża szansa, że szósta maska także się nie sprawdzi. Bez sensu jest testować w nieskończoność - kup coś, co włosy lubią.
Łamią ci się paznokcie? Nie kupuj tanich lakierów firmy "no name". Zainwestuj w witaminy, dietę i dobre odżywki do paznokci.
Twoje włosy nie są przesuszone, ale często się przetłuszczają? To nie kupuj trzech nowych masek nawilżających, zwłaszcza, jeśli kolejne 3 masz już w domu. Zainwestuj w coś do włosów przetłuszczających się - kosmyki lepiej na tym skorzystają.
Nie masz rozstępów? Kup balsam nawilżający, bo ten na rozstępy nie bardzo ma pole do popisu, więc go nie potrzebujesz.

I to tyle - wyszło tego na prawdę dużo. Wiele z tych błędów, wymienionych wyżej nadal popełniam. Co prawda nie robię już zapasów, regularnie denkuję i oddaję/sprzedaje/wyrzucam co się da, ale boxy to nadal moje uzależnienie, a i promocjom ciężko powiedzieć "NIE". Ale staram się i walczę! Trzymajcie za mnie kciuki, bo tego potrzebuję. Dodatkowo zdaję sobie sprawę z tego, że to tylko kosmetyki pielęgnacyjne, Cała moja kolorówka zajmuje wielką szufladę. Nie jest to ogromny arsenał i wiele z was ma pewnie większy, ale mało to tego na pewno tez nie jest, oj nie... No, ale porządki szuflady zrobię jutro ;)

I jeszcze na koniec moje zapasy, otwarte i zamknięte, w liczbach:
  • 28 olejków do włosów
  • 1 scrub do skóry głowy
  • 36 masek do włosów
  • 17 szamponów
  • 9 balsamów/odzywek do włosów
  • 5 mydeł
  • 4 żele do kąpieli
  • 7 peelingów do ciała
  • 15 kosmetyków typu "różne" jak np żel aloesowy
  • 13 produktów typu "stylizacja i ochrona"
  • 7 balsamów do ciała
  • 6 kosmetyków do rąk, nóg i stóp
  • 4 sera do twarzy
  • 29 produktów do twarzy, maski, glinki, kremy, peelingi..
RAZEM: 181 kosmetyków. I powiem Wam, że to nie jest mój powód do dumy.


Czytaj dalej...

Projekt denko - kolejna garść wspaniałych kosmetyków

Heyka.
Dziś w poście kolejne denko. Nie tak dawno z półki zniknęło mi 11 dobrych produktów, a tu już kolejne są jedynie pustymi opakowaniami. W sumie jest ich 9, a powoli kończę następne.


1. Żel do twarzy Biolaven. Bardzo ciekawy i dobry produkt, kupiłam już drugie opakowanie. Nie wysusza, nie podrażnia, ma przyjemny zapach i lekką konsystencję, dla mnie i mojej skóry - idealny.

2. Szampon, który był ze mną w Grecji i często myje nim włosy - nawilżający od Siberica Natura. Dobrze myje, ładnie się pieni, nie ma SLS w składzie no i na prawdę ładnie nawilża.

3. Szampon do włosów Biolaven - taki dobry myjacz, kiedy na głowie nie mam za wiele kosmetyków. Lekki, przyjemny, rewelacyjny w swoim działaniu. Czytałam, że dobrze domywa oleje, u mnie jednak nie poradził sobie z tym, co czasem wylewam na włosy ;)

4. Tresemme heat defence - spray termoochronny do układania włosów. Kolejna rewelacja, drugi czeka już w zapasie. Jakiś czas temu dorwałam jego brata z olejkiem arganowym i chyba na rzecz tego arganowego, zrezygnuję z podstawowej wersji Tresemme. Nie mniej jednak, produkt jest bardzo dobry. 

5. Szampon pszeniczny Sylveco - juz mam druga butelkę w zapasie. Produkt pomógł mi w walce z przesuszonym skalpem i działa na moje włosy bardzo dobrze. Potrafi domyć oleje.

6. Sylveco, żel do higieny intymnej z babką lancetowatą - dobry produkt, delikatny, nie podrażnia, ma przyjemny zapach i konsystencję. Poprawia uczucie komfortu i nie piecze podczas mycia.

7. Organic Shop, maska z grecką figą i olejkiem migdałowym - jedna z najlepszych masek jakie miałam. Nie mam co prawda jeszcze recenzji z jej używania, ale będzie to bardzo pozytywny post.

8. Babuszka Agafii - maska staroałtajska do włosów - Dobry kosmetyk, ale lepsze działanie miał z olejami, niż samodzielnie. Nie kupię jej ponownie, w sklepach znajdziemy dożo lepsze kosmetyki, choć ten, jak pisałam, nie jest zły. Po prostu nie na moje włosy

9. LilaMai peeling algowy - żałuję, że to drogi kosmetyk. Dostałam go w Shinybox i zużyłam z przyjemnością. Bardzo odżywczy produkt, jeśli lubicie otaczać się drogimi kosmetykami - warto w niego zainwestować. 
---------------------------------------------------------
I to tyle z dzisiejszego denkowego wpisu. Jeśli chcecie na już recenzji któregoś z powyższych produktów to piszcie w komentarzu, wszystko da się załatwić :) 
Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka