Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dla ciała. Pokaż wszystkie posty

Enzymatyczny peeling od Sylveco - mój stały gość na półce

Cześć!
Jestem fanką wszelkich mechanicznych peelingów (poza solnymi), których lubię używać i chętnie po nie sięgam. Nie ważne, czy są do twarzy, czy ciała. Nie cierpię co prawda super ostrych zdzieraków, ale drobnoziarniste produkty tego typu królują na mojej półce nie od dziś.
Od jakiegoś czasu byłam wierna peelingowi z korundem, od Sylveco KLIK. Ta sama firma ma jeszcze jeden mechaniczny peeling, wygładzający KILK, ale mniej mnie urzeka, ze względu na swoją lepkość i tłustość.

W zeszłym roku na FaceBooku Sylveco poinformowało, że wypuszcza na rynek peeling enzymatyczny. Po niemiłych przygodach z enzymatycznym od Skin79 KLIK chwilę się zawahałam, zanim zdecydowałam się kupić ten, o którym dziś czytacie. Czy moje obawy były słuszne? Zapraszam do recenzji.

Nazwa produktu:
Enzymatyczny peeling do twarzy



Producent:
Sylveco

Cena:
W zależności od sklepu, od 25 do 30 zł. 

Konsystencja, kolor, zapach:
Konsystencja jest twarda i zbita, ale dobrze rozpuszcza się pocierana w mokrych dłoniach. Kolor lekko żółtawy. Zapach okropny, do niczego nie podobny, nie podoba mi się.

Opakowanie:
Plastikowy słoik o pojemności 75ml, zakręcany na metalowe wieczko.
 
Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Elaeis Guineensis Oil, Theobroma Cacao Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Lauryl Glucoside, Papain, Bromelain, Hydroxystearic Acid, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Tocopheryl Acetate, Pelargonium Graveolens Oil, Citrus Limonum Peel Oil, Allantoin, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Geraniol.
 


Obietnice producenta:
Ze strony internetowej producenta:
"Preparat złuszczający, działający w oparciu o proces proteolizy martwych komórek naskórka. Wyjątkowa formuła, bogata w silnie odżywcze i nawilżające oleje oraz masła, pozwala zachować 100% aktywność enzymów bromelainy i papainy. Peeling delikatnie, ale skutecznie rozpuszcza martwe, zrogowaciałe komórki, wygładza i poprawia strukturę skóry, ujednolica koloryt cery. Dzięki tylko powierzchownemu działaniu nie podrażnia, może być stosowany w przypadku nadwrażliwości i rozszerzonych naczynek, u osób które nie tolerują zabiegów mechanicznych i/lub eksfoliacji kwasami.

Sposób użycia:

Nanieść niewielką ilość produktu na wilgotną skórę, omijając okolice oczu i masować minimum 3-5 minut. Co jakiś czas zwilżać dłonie wodą i kontynuować masaż. Dokładnie spłukać ciepłą wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu, w zależności od potrzeb. Uwaga: po nałożeniu może pojawić się lekkie uczucie szczypania, co jest naturalne w przypadku stosowania na skórę enzymów. Przy dużym dyskomforcie należy jednak preparat zmyć szybciej."

Moje wrażenia:
Peeling jest twardy i ciężko "wydłubać" kawałek palcami. Z pomocą przychodzi mi zawsze plastikowa szpatułka. Nabieram nią porcję o pojemności ok. pół łyżeczki do herbaty i w wilgotnych rękach rozmasowuję taką dawkę, aż zamieni się w gęsty krem. Potem wszystko nakładam na lekko wilgotną twarz i masuję, tak jak przykazano - ok. 5 minut, co jakiś czas delikatnie mocząc ręce.
Pod koniec procesu rzeczywiście szczypie mnie lekko skóra, szczególnie w dolnych częściach policzków, tuż przy kościach szczęki. To mnie akurat dziwi, bo przy nosie mam wrażliwszą skórę, a tam szczypania nie odczuwam.
Po skończonym masowaniu dokładnie spłukuję peeling. Kiedyś zostawiałam twarz samą sobie, ale stawała się po 2 godzinach przetłuszczona i lekko lepka. Dlatego obecnie peeling zmywam obficie wodą, a twarz przemywam żelem do mycia twarzy. Na koniec lekki krem nawilżający i jestem wtedy bardzo zadowolona z efektów jakie otrzymałam.



Bezpośrednio po peelingu twarz jest lekko zaczerwieniona, może szczypać jeszcze przez kilka-kilkanaście minut. Potem wszystko się normuje i pojawia się magia. Cera robi się jaśniejsza, zaskórniki również są mniej widoczne, a skóra jest wyraźnie bardziej gładka. Taki efekt utrzymuje się 3-4 dni, potem trzeba ponownie użyć peelingu.
Wydajność kosmetyku jest fantastyczna, ale pod koniec pierwszego opakowania produkt nieco wyschnął i nie działał już tak dobrze, nie mówiąc o tym, że kiepsko się rozprowadzał w dłoniach i na buzi.
Ten konkretny peeling na stałe u mnie zagościł i gdy tylko kończę słoiczek, biegnę po następny. Jedyne co bym zmieniła to ten okropny zapach. Przez niego cały proces peelingowania nie jest tak przyjemny, jaki mógł być, choc rozumiem, że wszystko jest spowodowane konkretnymi składnikami zawartymi w produkcie.

Czytaj dalej...

Nacomi, peeling- krem z olejem ze słodkich migdałów, który...wysusza

Hey, 
przychodzę dziś z kosmetykiem, który był na mojej półce już dość dawno, jednak szkoda było by go nie opisać. Choć nie kupię go ponownie, może niektóre z Was skuszą się na ten produkt.

Nazwa produktu:
Nawilżający peeling do twarzy z korundem i olejem ze słodkich migdałów

Producent:
Nacomi


Cena:
od 16 zł w promocji, do 25 zł w różnych sklepach

Konsystencja, kolor, zapach:
Kolor jest łososiowy, przyjemny. 
Zapach nie powala, ale na szczęście jest tylko lekko wyczuwalny. Dla mnie mdły, nie podobny do żadnego składnika, który zawiera peeling. Nie potrafię go do niczego porównać.
Konsystencja gęstego żelu.

Opakowanie:
Tubka zawierająca 75 ml produktu, bardzo poręczna.

Skład:
Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil,Alumina,Vitis Vinifera Seed Oil,Glycerine, Tocopheryl Acetate,Surcose Laurate,Plukenetia Volubilis (Sacha Inchi) Seed Oil, Helanthus Annus Seed Oil, Aqua,Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil,Theobroma Cacao Extract, CI15985,C I16035, Limonene, Linalool, Citral, Citronellol.

Obietnice producenta:
Intensywnie nawilżający peeling do twarzy pomaga zwalczać martwy naskórek, pobudza mikrokrążenie i reguluje procesy naturalnej odnowy naskórka. Naturalne składniki - olejek ze słodkich migdałów, olejek z winogron i olej Inca Inchi intensywnie nawilżają i odżywiają skórę. Mikrokrystaliczny Korund delikatnie oczyszcza, dzięki czemu skóra lepiej przyswaja witaminy i minerały znajdujące się w olejkach i ekstraktach. Naturalny peeling Nacomi jest skutecznym kosmetykiem pomocnym podczas kuracji intensywnie nawilżającej, która pomoże zregenerować skórę twarzy zmęczoną czynnikami zewnętrznymi (zimny wiatr, mróz, promienie słoneczne).
Peeling po kontakcie z wodą zamienia się w odżywczy krem.

Moje wrażenia:
Opinię o tym produkcie podzieliłabym na 3 kategorie. 
Pierwszą z nich jest ta głoszona na opakowaniu właściwość zamiany żelowego peelingu, w odżywczy krem. Otóż polega to na tym, że pomarańczowy żel po kontakcie z wodą robi się biały i mniej gęsty. Moim zdaniem żadna większa filozofia, wiele produktów tak działa. Gorsze jest to, że podczas tej przemiany peeling lekko traci poślizg.



Drugą kategorią w mojej opinii jest działanie złuszczające i oczyszczające. Tutaj produkt spisuje się bardzo dobrze. Skóra jest wyraźnie gładsza (korund jest moim pewniakiem i zawsze ufam produktom z tym składnikiem, bo wiem, że zadziała). Oczyszczanie pozostaje na poziomie dobrym - mniej widoczne zaskórniki, rozjaśniona twarz, wyrównany koloryt. Regularne stosowanie na prawdę poprawia wygląd cery.

Trzecią kategorią jest nawilżenie. Tutaj produkt daje ciała. Niestety, moja skóra jest po nim dosyć sucha, a po dwóch godzinach, świecąca i przetłuszczona. Patrząc na skład produktu nie umiem doszukać się składnika, który działa tak bardzo wysuszająco. Przez to wszystko nie czuję, by moja skóra była w jakikolwiek sposób odżywiona i zabezpieczona przed zimnem, mrozem czy słońcem.
Dlatego też, jak wspomniałam powyżej, produkt poprawia wygląd naszej skóry, o ile po zastosowaniu użyjemy jakiegokolwiek lekkiego, nawilżającego kremu z dawką witamin.

Podsumowując, produkt jest dobrym zdzierakiem i ładnie wygładza cerę, ale koniecznie musi iść w parze z czymś odżywczym, bo niestety, nie jest on jednak peelingiem i kremem w jednym.
Czytaj dalej...

Mydło z Aleppo od Planeta Organica + zdjęcia włosów

Nazwa produktu:
Gęste mydło Aleppo do mycia włosów i ciała

Producent:
Planeta Organica



Cena:
ok 40 zł

Gdzie kupiłam: KLIK  choć np. tutaj KILK jest taniej.

Konsystencja, kolor, zapach:
Mydło jest gęste, choć miękkie, na pewno nie tak elastyczne jak galaretka. Kolor ciemny, miodowo-zielony. Zapach mydła jest ciekawy i na pewno nie różany, jak go w niektórych sklepach opisują, ale tez nie typowo oliwkowy. Należy on raczej do przyjemnych i delikatnych.



Opakowanie:
Duża, plastikowa, zakręcana na twist puszka. Pojemność 450 ml.

Skład:
Aqua, Organic Olea Europea Fruit Oil (organic olive oil), Laurus Nobilis Leaf Oil (oil laurel), Rosa Damascena Oil (damask rose oil), Organic Crocus Sativus Oil (organic oil saffron), Myrtus Communis Oil (oil of myrtle) Vitus Vinifera Seed Oil (grape seed oil); Chamomilla Recutita Oil (chamomile oil); Potassium Olivate, Potassium Laurate, Sorbitol, Parfum, Caramel, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

Obietnice producenta:
Gęste mydło Aleppo powstało na bazie ekologicznego oleju z oliwek i posiada wysokie właściwości nawilżające i odżywcze. Organiczny olej z oliwek zawiera wysokie stężenie kwasu oleinowego, który pomaga unormalizować metabolizm lipidów w skórze, natomiast olej laurowy to naturalna ochrona przed szkodliwym wpływem środowiska zewnętrznego i bogate źródło witamin dla skóry. Olej ten odżywia, wygładza, odświeża i oczyszcza skórę.
Organiczny olej szafranowy czyni włosy grubsze i mocniejsze, a olejek z róży damasceńskiej daje delikatny aromat i podnosi włosy u nasady.

Moje wrażenia:
Pierwszym i najważniejszym kryterium w decyzji co do kupna tego jedna, jakby nie było, bardzo drogiego kosmetyku było to, że nie posiada on wysoko w składzie ani SLSu ani SLESu. Zależało mi na tym, bo chciałam używać produktu jako szamponu, a moja skóra głowy jest niestety, po półtorarocznej przygodzie z "nie-wiadomo-czym-i-dlaczego" bardzo wrażliwa.
Kiedy przyszła paczka i otworzyłam słoik, zostałam mile zaskoczona zapachem, który na szczęście, jak wspomniałam, nie przypomina zapachu róży, którego nie lubię, jeśli jest sztuczny. Co innego piękny, naturalnie pachnący kwiat, a co innego zapach w mydle. 

Kolejną kwestią było to, aby mydło nie przesuszało moich cienkich i lubiących fruwać włosów. Miało je myć, oczyszczać, pielęgnować i nie powodować szybszego przetłuszczania.

Jak to wszystko wyszło w praktyce? Wyszło zadziwiająco dobrze! Przede wszystkim mydło znakomicie umyło włosy, mimo, że nie ma w składzie mocnych środków i doskonale się przy tym pieniło, a ja lubię pianę.
Po wypłukaniu kosmetyku czuć było charakterystyczne skrzypienie dobrze oczyszczonych pasm, ale wyczuwałam również, że nie są one "zdarte do żywego" jak np. przy stosowaniu mocnego Nizoralu. Dodatkowym atutem jest to, że włosy dają się łatwo rozczesać i nie są splątane.

Po wysuszeniu suszarką (bez serum na końcówki, bez produktów do stylizacji, bez samej stylizacji) włosy są miękkie, gładkie i błyszczące oraz lekko odbite od nasady (co zauważyłam od razu, ponieważ mam z tym problem, a nawet nie wiedziałam, że produkt powinien spełniać to zadanie). Niestety, zarówno ten produkt jak i każdy inny szampon nie jest w stanie ujarzmić moich wszędobylskich krótszych i pozwijanych włosków - pamiątce po półtorarocznym wzmożonym wypadaniu. Z tym radzi sobie jedynie szczotka stylizująca, maska i ta pianka. Jednakże jak na taki stopień trudności, jaki istnieje podczas jako takiego ugładzenia tych puszków - wyszło całkiem nieźle.
Mydło nie podrażnia wrażliwej skóry głowy i nie przesusza jej.
Pod spodem macie zdjęcia prezentujące włosy tuż po umyciu i wysuszeniu. Nie stosowałam żadnej maski, nie olejowałam włosów przed myciem, nie używałam serum na końce ani kosmetyków stylizujących:




Mydło jako mydło sprawdziło się równie dobrze jak  szampon. Nie używałam go w tym celu zbyt często, ale chciałam dać Wam pełną i rzetelną opinię, więc kilka razy się nim umyłam. 
Skóra po kąpieli nie jest na pewno wysuszona, ale delikatnie umyta, oczyszczona i przyjemna w dotyku, a do tego nie podrażniona. Produkt fajnie się pienił i dobrze zmywał z ciała. Dla osób nie lubiących balsamów do ciała - idealne, jeśli skóra nie potrzebuje dodatkowego odżywienia.

Czytałam na wizażu i innych blogach, że produkt równie ładnie zmywa resztki makijażu oraz nadaje się do mycia okolic intymnych. Nie wiem, nie próbowałam, ale opinia wszędzie jest jednogłośna - mydło w tych okolicach sprawdza się rewelacyjnie.



Czytaj dalej...

Imbirowo-wiśniowy scrub od Organic Shop

Cześć.

Wspominałam w moim poście, w którym pisałam o powrocie do blogowania, o taki jednym kosmetyku, który skłonił mnie do powrotu. I dziś będzie własnie o nim wpis. Na końcu wyjaśnię, dlaczego to własnie ten konkretny scrub chciałam Wam zaprezentować.


Nazwa produktu:
Organiczny scrub do twarzy imbirowo-wiśniowy / Organic ginger and cherry Cleanising face scrub.

Producent:
Organic Shop.

Cena:
Ok. 9-10 zł.
 
Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest nieziemski. Pachnie jak smakowity, wiśniowy jogurt, aż chce się go jeść!
Konsystencja jest moim zdaniem ciut za rzadka jak na scrub - to taki właściwie krem jest.


Opakowanie:
Tubka o pojemności 75ml.

Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate SE, Octyldodecanol, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Pinus Sibirica Shell Powder, Xanthan Gum, Panax Ginseng Root Extract*, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Olea Europea Frui Oil*, Malpighia Punicifolia Fruit Extract*, Sodium Stearoyl Glutamate, Sodium Polyacrylate, Panthenol, Allantoin, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acod, Cl 14720, Cl 16266.

* z organicznych upraw.

Obietnice producenta:
Scrub wzbogacony w ekstrakty imbiru i wiśni. Delikatnie złuszcza, wygładza skórę, nawilża i odżywia.

Moje wrażenia:
Pierwsze co zrobiłam po otwarciu opakowania (zabezpieczonego sreberkiem), to powąchałam ten scrub i zakochałam się. Wspaniały zapach wiśni z lekką nutą mleczną sprawiły, że na prawdę miałam wrażenie, ze trzymam jogurt w tubce. Imbiru nie wyczułam.
Drugie wrażenie było już średnie.  Wylałam na dłoń nie za dużą ilość scrubu i rozpoczęłam masowanie twarzy. Jakoś tak było nijako, zbyt lekko i delikatnie. Wydawało mi się, że wmasowuję krem, maskę jakąś, a nie peelinguję sobie buzię. No ale winą obarczyłam zbyt małą porcję, której użyłam do "zabiegu" (tak, małe opakowanie, żal mi było wyciskać 1/4 zawartości).
Trzecie wrażenie, czyli drugie użycie kosmetyku również nie spowodowało, żebym jakoś bardziej przekonała się do tego produktu. Tym razem wycisnęłam porządną dawkę scrubu i tak samo jak ostatnio, w ogóle nie wyczułam drobinek podczas masażu twarzy.
Przyjrzałam się więc dokładniej tym malutkim cząsteczkom i doszłam do wniosku, że drobneczki są niezwykle małe i bardzo miękkie. Powinny to być zmielone nasiona szyszek sosny, ale tak jak w opisie składu czytamy, jest to raczej puder/proszek, niż cząstki i to rozmoknięte.

Scrub poza pachnięciem i odżywieniem cery absolutnie nie złuszcza, czyli nie spełnia swojego kluczowego zadania - nie robi tego, co powinien robić scrub. Tak, ja wiem, ze on ma złuszczać DELIKATNIE, ale delikatnie nie oznacza wcale.
I wiecie co? Tak bardzo zirytował mnie ten kosmetyk, na który bardzo liczyłam, bo lubię Organic Shop, że poczułam niesamowitą chęć wylania swoich żali. A gdzie lepiej pomarudzić, jak nie na własnym blogu?



Nie wiem co myśleć. Polecać, czy nie? Produktu zużyję aż do dna, ale będzie on służył jako pozostawiona na kilka minut maska/krem, a nie scrub. Jeśli ktoś liczy na miłe doznania zapachowe i przyjemną w dotyku buźkę, niech kupi. Jeśli ktoś liczy na złuszczanie - lepiej jest rozejrzeć się za czymś mocniejszym, bo to nie nadaje się nawet dla wybitnie delikatnej skóry.
Czytaj dalej...

Skin79 - Peeling Crystal, który na mnie działa odwrotnie niż powinien

Hey.

To miał być kosmetyk, który pokocham. Naczytałam się o nim wiele, a gdy było pewne, ze pojawi się w Chillboxie, dziewczyny wykupywały pudełka dla niego. Wszystkie chillki cieszyły się, gdy box dotarł i w środku znalazły:


Bardzo długo zastanawiałam się jak napisać ten post. Produkt chwalony, ale u mnie zupełnie nie zdaje egzaminu. Nie chciałabym do niego zniechęcać, ale też jednocześnie chciałam delikatnie napomknąć, że zel nie wszystkim służy.
O czym zatem dziś piszę:

Nazwa produktu:
CRYSTAL PEELING GEL

Producent:
Skin79


Cena:
60 zł za 100 ml, w promocji 49 zł


Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest dla mnie dziwny, nie do opisania. Nie owocowy, nie kwiatowy, nie ziołowy - sztuczny i nijaki, ale nie denerwujący. Konsystencja to gęsty żelowy krem, śliski, bez wyczuwalnych drobinek peelingujacych - kolor mętny, lekko białawy.

Opakowanie:
Piękna, biała tuba ze srebrną nakrętką i srebrnymi ozdobnikami


Skład:
Water, PEG-8, Alcohol Denat., Cellulose, Butylene Glycol, Arginine, Trehalose, Sodium Hyaluronate, Glycereth-26, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Panax Ginseng Root Exreact, Carica Papaya (papaya) Fruit Extract, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Sutilains, Carbomer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Fragrance

Obietnice producenta:
Delikatny i wyjątkowo skuteczny peeling w żelu do wszystkich rodzajów cery. Łagodnie usuwa zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka przygotowując skórę do absorbcji wilgoci. Daje uczucie miękkości pozostawiając skórę niezwykle gładką. Zawiera celulozę roślinną i składnik Keratoline-C, co ułatwia złuszczanie i usuwanie nagromadzonego sebum. Peeling dodaje skórze witalności, poprawia jej teksturę i koloryt. Trehaloza zawarta w emulsji organicza degradacę nienasyconych kwasów tłuszczowych. Kwas hialuronowy nawilża, koi i przywraca równowagę. Ekstrakt z jabłka uspokaja cerę, chroniąc przed szkodliwym działaniem środowiska i stresu.

Sposób użycia według producenta:
1. Nałóż odpowiednią ilość na suchą twarz z wyjątkiem oczu i ust, aby oczyścić skórę.
2. Wykonaj delikatny masaż do momentu złuszczenia się żelu, pozostałość spłucz ciepłą wodą

Moje wrażenia:
Tak jak wszystkie, cieszyłam się z produktu - że go mam. śliczne i ekskluzywne opakowanie zachęcało do użycia więc tego samego dnia pierwszy raz skorzystałam z "dobrodziejstw" peelingu.
Wielkim zaskoczeniem była konsystencja, w której nie dało się wyczuć drobinek, nic, nawet proszku, pyłu nawet nie! No ale ok, Peeling od Sylveco też jest bardzo delikatny, więc nie przeraził mnie ten fakt jakoś bardzo. Dodatkowo peeling ma złuszczać się razem z naskórkiem, więc drobinki wcale nie są takie niezbędne.
Naniosłam produkt na twarz i masowałam - tak z 5 minut, bo zawsze tyle masuję delikatnymi złuszczaczami. Peeling zrobił się taki dziwaczny w dotyku (to chyba miało być to złuszczenie się żelu), więc go zmyłam. Jakże zdziwiona byłam, gdy po zmyciu kosmetyku twarz wyglądała identycznie jak przed złuszczaniem. zaskórniki jak były, tak zostały, a twarz nie była powalająco gładka. Była lekko rozpulchniona i zaczerwieniona. No nic, pomyślałam, że jak na pierwszy raz cudów oczekiwać nie będę i poszłam spać.
Rano obudziłam się z brzydką, usianą zaskórnikami zamkniętymi, grudkami i ropnymi syfkami twarzą. Koszmar, chciało mi się płakać, bo moja cera dzień wcześniej wyglądała na prawdę ok. Do tego cera o feralnym poranku była niesamowicie świecąca, wręcz tłusta od sebum. Obwiniłam za to peeling, który na długi czas poszedł w odstawkę. 
Doprowadziłam twarz do porządku i zapomniałam o kosmetyku. Jakiś czas potem w oczy rzuciła mi się stojąca na półce biała tubka. Przez chwile zastanawiałam się nad tym co się stało za pierwszym razem i... postanowiłam kosmetykowi dać drugą szansę. Akcja taka sama, 5 minut peelingu aż się złuszczy, dokładne (BARDZO długie i dokładne) płukanie twarzy, lekkie przemycie nawet żelem do mycia cery i sen. Rano.. skóra w stanie tragicznym.



Trzeci raz nie próbowałam i nie wiem dlaczego tak się stało obydwa razy. Wiem, ze nie peelinguje się twarzy z wypryskami, ale ja takowych nie miałam.  Nie widzę tu swojej winy. Kosmetyk nałożyłam potem na 10 minut na kości szczęki i zmyłam - myślałam, ze może peeling mnie uczula, że coś nie tak ze składem, ale nie. Skóra na próbnych miejscach była ok. Ewidentnie masowanie i złuszczanie tym kosmetykiem tak dziwnie na mnie działa - ekstremalne wydzielanie sebum i powstanie koszmarnych niedoskonałości. 



Od tego czasu kosmetyk stoi u mnie w szafce, bo zal mi wyrzucać 60 zł w kosz. Ale też żal mi mojej twarzy ;) Nie wiem co mam z nim zrobić.
Czytaj dalej...

Make Me Bio - Beautiful Face - krem do twarzy wart uwagi

Heyka!
Nie często jest u mnie tego typu produkt. Z racji tego, że moja cera nienawidzi kremów i uwielbia się po nich zapychać na potęgę, moja pielęgnacja twarzy jest bardzo ograniczona (co niestety skutkuje suchą skórą i zmarszczkami mimicznymi).
Jakiś czas temu postanowiłam zaryzykować i zaopatrzyć się w bardzo lekki krem z MakeMeBio, który kupiłam na Triny.pl
W sklepie uwielbiam to, że poza dość szeroką gamą produktów, a co za tym idzie - dużym wyborem, przesyłki dochodzą ekspresowo, a trinypunkty umilają zakupy miłą zniżką ;)
Tym razem, prócz kremu zakupiłam jeszcze piankę zwiększającą objętość od Natura Siberica. Paczka przyszła dwa dni po złożeniu zamówienia i była pancernie zabezpieczona - kartonowe, mocne pudełko owinięte grubą taśmą klejącą, a w środku produkty zabezpieczone folią bąbelkową.




Przejdźmy jednak teraz do produktu, który można nabyć tutaj KLIK:

Nazwa produktu:
Beautiful face- krem dla skóry skłonnej do wyprysków

Producent:
Make me Bio

Cena:
44 zł za 60 ml

Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny i ziołowy. Konsystencja gęsta, zbita, a kolor biały.

Opakowanie:
Mały, elegancki słoiczek z ciemnego szkła zamykany plastikową zakrętką. Etykietki są proste, ale równie eleganckie. Sam słoik zabezpieczony jest papierową plombą i ozdobiony sznurkiem zawiązywanym na kokardkę. Ja swój sznurek już zdjęłam (stąd resztki włosków na etykietce), bo kremu używałam jeszcze przed robieniem zdjęć na potrzeby wpisu.



Skład:
Aqua, vegetable glycerin, emulsifying wax NF, *organic Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Oil , Macadamia Ternifolia Seed Oil , Capric Triglyceride (fractionated coconut, *organic Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit , stearic acid, phenoxyethanol, xantham gum, Centella asiatica (gotu kola extract), Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract , Fragaria vesca (strawberry) fruit extract, Citrus medica limonum (Lemon) fruit extract, melaleuca alternifolia (tea tree) oil, Solanum Lycopersicum (tomato) leaf extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) essential oil. 
*Składniki organiczne

Obietnice producenta:
Krem przeznaczony do walki z niedoskonałościami skóry. Zmniejsza zaczerwienienia i zapobiega błyszczeniu. Olejek drzewa herbacianego łatwo przenika przez skórę i pomaga w walce z bakteriami beztlenowymi wywołującymi zmiany trądzikowe. Krem polecany jest również pod makijaż. Dzięki lekkiej konsystencji krem szybko się wchłania, zapewniając komfort problemowej skórze.


Moje wrażenia:
Zacznijmy od małego rozpracowania składu. Kiedy kupowałam ten krem, sugerowałam się jedynie producentem (jestem bardzo zadowolona z pudru myjącego od MMB, więc dałam szansę kremowi) oraz obietnicami działania. Dopiero w domu, na spokojnie zagłębiłam się w skład. Mamy tutaj istną bombę witaminowo olejową:
- organiczny olej z nasion słonecznika,
- oliwa z oliwek,
- olejek macadamia,
- frakcjonowany olej kokosowy,
- organiczne masło shea,
- ekstrakt z owocu żurawiny,
- ekstrakt z owocu truskawki,
- ekstrakt z owocu cytryny,
- olejek herbaciany,
- wyciąg z liści pomidora (tu nie jestem pewna, czy nie ma w składzie błędu i nie powinien tu być fruit zamiast leaf, bo nie znalazłam zastosowania w kosmetyce wyciągu z LIŚCI pomiodora),
- olejek cytrynowy.
Tyle dobroci w jednym kremie <3 Niestety producent nie uściślił czym jest emulsifying wax NF, bo może to być zarówno Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, PEG-150 Stearate, jak i Steareth-20. Stawiałabym przy tym składzie raczej na to pierwsze - Cetearyl Alcohol jako składnik łączący wszystkie pozostałe składniki, poprawiający przy tym właściwości aplikacyjne produktu. 

A teraz o moich odczuciach.
Pierwsze trzy dni aplikacji kremu nie sprawiły, abym go pokochała. Wręcz przeciwnie, skóra wydawała mi się jakaś taka gorsza niż była, pojawiło się kilka syfków. Nie dałam jednak za wygraną, a że niebawem był weekend, postanowiłam trwać w aplikacji kremu nawet, gdybym w wolne dni miała zaleczać to co powstało w ciągu tygodnia. Ale nic z tych rzeczy! Po dwóch kolejnych dniach cera jakby odżyła, stała się miękka, aksamitna, a wszelkie niedoskonałości zaczęły znikać, a co najważniejsze, przestały pojawiać się nowe. Skóra stała się w końcu fajnie nawilżona, ale do tego elastyczna, jędrna i nie rozpulchniona.
Obecnie jestem po miesiącu stosowania produktu i jestem z niego bardzo zadowolona. Jego formuła przy takiej ilości olejków pozostaje nadal niesamowicie lekka, a wchłanianie się to kwestia kilku chwil. Do tego wystarczy na prawdę niewielka ilość kremu, aby pokryć skórę cienką warstewką. Dla mnie równie ważne jest też to, że krem mnie absolutnie NIE zapycha.
Produktu używam na noc, czyli raz dziennie. Pod makijaż nigdy nie nakładam kremu - może robię źle, może dobrze, nie wiem. Boję się spróbować, boję się pozatykania porów zbyt dużą ilością nałożonych kosmetyków. 
A! Jeśli o porach mowa, zauważyłam, że krem ma działanie lekko je zwężające. Oczywiście zaskórniki  otwarte nadal są i nadal tworzą się nowe, ale jest ich zdecydowanie mniej niż przed używaniem kremu. Natomiast wszelkiego rodzaju zaskórniki zamknięte czy ropne pryszcze to teraz u mnie temat tak rzadki, że prawie nieobecny.
Krem bardzo fajnie wyrównał mi koloryt skóry. Niestety, mam skłonności do zaczerwienień w okolicach nosa - po miesiącu stosowania MakeMeBio Beautiful Face problem jest dużo mniejszy.
Co do wydzielania sebum, tutaj temat jest nieco zawiły, bo krem jest przeznaczony do skóry problematycznej. Ja takiej nie posiadam, ale skusiłam się na ten krem tak czy siak, bo wymyśliłam sobie, że dzięki niemu moja cera stanie się nieskazitelna. Oczywiście, jest dużo lepsza niż była (choć na pewno nie powinnam wcześniej zbytnio narzekać), ale nie wiem, czy wydzielanie sebum się zmniejszyło. Może odrobinkę tak, choć raczej utrzymuje się na tym samym poziomie. Nie jestem w stanie powiedzieć jak krem poradziłby sobie u dziewczyn które rzeczywiście mają ogromne problemy ze świeceniem się. 



Reasumując krem:
- wygładza skórę,
- zwalcza niedoskonałości i chroni przed powstaniem nowych,
- zwęża pory,
- jest niesamowicie lekki,
- nawilża,
- szybko się wchłania,
- jest wydajny,
- nie zapycha,
- redukuje zaczerwienienia,
- prawdopodobnie zmniejsza wydzielanie sebum.

Dla mnie to obecnie jest krem idealny i mimo kopsztu 44 złotych - kupię kolejne opakowanie. Jego działanie i wydajność w pełni uzasadniają tą cenę. Jestem bardzo zadowolona z produktu i cieszę się, że wytrzymałam pierwsze trzy dni mieszanych uczuć co do tego kosmetyku. Widocznie skóra się oczyszczała, a wiemy, że to najgorszy etap przed prawidłowym działaniem produktów zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych.

Polecam :)


Czytaj dalej...

Coś dziwnego, żelowego.... galaretka do mycia o zapachu granatu

Hey.
W PrettyBoxie styczniowym znalazłam pewien.. hmm.. ciekawy..intrygujący żel do kąpieli/pod prysznic. Początkowo wydawał mi się świetnym produktem, ale w miarę używania zmieniłam zdanie. Poczytajcie dlaczego. 



Nazwa produktu:
Żel pod prysznic o zapachu granatu 

Producent:
Lavea 

Cena:
14 zł

Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach słodki, bardzo mi się podobał, ale pachniał jak galaretka malinowo-truskawkowa. No i własnie, konsystencja - również galaretki. Przechylony płyn dość długo wracał do swojego poprzedniego "położenia". Kolor- CZERWONY, bardzo czerwony.

Opakowanie:
Plastikowa butelka z metalowym korkiem ozdobionym małym plastikowym granacikiem.
 
Skład:



Obietnice producenta:
Żel pod prysznic Fruit Garden Therapy z owocem granatu. Jest odpowiednim kosmetykiem do codziennej pielęgnacji skóry i przeznaczony dla wszystkich rodzajów skóry. Doskonale eliminuje zanieczyszczenia z górnych warstw skóry tworząc warstwę ochronną przez co skóra jest zabezpieczona przed zanieczyszczonym środowiskiem.

Moje wrażenia:
Zapach to jedyne co mi się od początku do końca podobało w tym kosmetyku. Mimo że miał pachnieć granatem - nie pachniał, ale aromat był bardzo ładny i smakowity.

Gęstość to coś co mnie zachwyciło do momentu pierwszego użycia - taką galaretkę kiepsko się aplikuje i albo wylewa się jej za mało, bo reszta ucieka do butelki, albo wypada jej dużo za dużo. Bardzo kiepsko rozprowadza się na skórze, bo ciężko rozpuszcza się w wodzie i na mokrym ciele. W gąbkę wsiąka i kiepsko się pieni. 
Jak myje? Średnio. Właściwości pieniące-myjące-rozprowadzające-rozpuszczające w połączeniu w całość to jednak kiepskie combo. 

Kolor to tragedia, gdy wylejemy produktu za dużo, mamy wrażenie, ze myjemy się krwią..

Nie mam nic dobrego do powiedzenia o tym produkcie. Zużyłam jako płyn do kąpieli, bo ładnie pachniała nim woda. 
Czytaj dalej...

Dresdner Essenz - Sól do Kąpieli mandarynka i pomarańcza

Witam dziewczyny :) 
Dziś o produkcie typowo rozpieszczającym zmysł węchu - mianowicie o soli do kapieli o zapachu mandarynki.



Nazwa produktu:
Sól do kąpieli o zapachu mandarynki i pomarańczy

Producent: 
Dresdner Essenz

Cena: 
5-8 zł, w zależności od sklepu, za 60 gram.

Konsystencja, kolor, zapach:
To pomarańczowy proszek o niesamowitym zapachu mandarynek.

Opakowanie:
Mocna, plastikowa torebeczka z maleńką dziurką przez która możemy poczuć zapach produktu.

Skład:
Sodium Sulfate, Solanum Tuberosum (Potato) Starch, Parfum (Fragrance), Sodium Methyl Oleoyl Taurate, Silica, Sodium Chloride, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Panthenol, Hydrolyzed Rice Protein, Tocopheryl Acetate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Citrus Medica Limonum (Lemon) Peel Oil, Citric Acid, Aqua (Water), Coumarin, Linalool, Limonene, CI 77891(Pigment White No. 6)

Obietnice producenta:
Sól obudzi Twoje wspaniałe wakacyjne wspomnienia i wprowadzi Cię w dobre samopoczucie. Posiada także działanie kojące i harmonizujące, wyobraź sobie że jesteś na wakacjach nad Morzem Śródziemnym. Olej z awokado, w połączeniu z pantenolem, chroni skórę przed utratą wilgoci. Przyjemny aromat olejków eterycznych oraz żywe kolory sprawią, że odbędziesz bajeczną podróż przez przestworza matki natury.
BEZ detergentów syntetycznych SLES
BEZ emulgatorów PEG
BEZ olejów mineralnych i silikonowych
BEZ alkalicznego mydła

Sposób użycia (zalecenia producenta):
Zawartość opakowania wsyp do napełniającej się ciepłą wodą wanny (zalecana temperatura około 36-38 stopni). Rozmieszaj tak aby całość rozpuściła się w wodzie. Jedna saszetka przeznaczona jest na jedną kąpiel.

Moje wrażenia:
60 gram soli to bardzo dużo, dlatego mnie paczuszka starczyła na 3 razy, więc biorąc pod uwagę cenę około 6 zł- to 2 złote na kąpiel. 
Aromat jest niesamowity, bardzo naturalny, rześki i przyjemny, a że ja uwielbiam zapachy cytrusowe, to dla mnie bomba! Fajnie utrzymuje się podczas kąpieli i potem roznosi się po domu, gdy po umyciu mam otwarte drzwi z łazienki.
Sól barwi wodę na pomarańczowo, ale nie pieni się (tak wiem, sole się nie pienia, ale wole o tym wspomnieć), natomiast na powierzchni pojawiają się kropelki olejku z awokado. 
Kąpiel w soli jest przyjemna, ale nie czuję się po tym jakoś wybitnie wypielęgnowana i nawilżona. Zrelaksowana-owszem. 
W ofercie DE mamy wiele soli do kąpieli o na prawdę przeróżnych zapachach. Znajdziecie je na przykład TUTAJ. Mnie osobiście interesuje jeszcze ten z owocem granatu i grapefruita - to musi być niesamowity zapach!
Polecam raczej jako urozmaicenie kąpieli, bo to bardzo przyjemne doznania dla naszego zmysłu węchu :) Ale na wielkie nawilżenie i cudowną pielęgnację raczej nie liczcie ;)

Czytaj dalej...

Kremowa piana do mycia twarzy od Skin 79, Lotus Mild Cleansing Foam

Heyka!

Całkiem niedawno pisałam Wam o fajnym żelu do twarzy KLIK. Wspomniałam też, że jest jeden produkt, który też już od jakiegoś czasu testuję. Ostatecznie od 2 tygodni używam tylko nowego żelu i o ile pisałam, że Effaclar od LRP jest jednym z najlepszych myjaczy, to nadal tak uważam, ale doszłam tez do wniosku, że są lepsze.
Tym lepszym okazał się żel-piana od Skin79. Zapraszam do poczytania!



Nazwa produktu:
Lotus Mild Cleansing Foam 

Producent:

Skin79
 
Cena:
60 zł za 200 ml i 49 zł za 200 ml w promocji
 
Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach delikatny, kwiatowy, bardzo przyjemny. Konsystencja gęstego kremu, zresztą kolor tak samo - biało-perłowy, nie transparentny, co powoduje, że ta piana jest bardzo oryginalna.

Opakowanie:
Duża biała tuba z różowymi kwiatami. Opakowanie jest stabilne, fajnie stoi na korku, miękka tubka pozwala na idealne dozowanie produktu.



Skład:
Jak to bywa w przypadku kosmetyków Skin79, składy są, ale po koreańsku...

Obietnice producenta:
Kremowa pianka która z łatwością usunie resztki makijażu, nadmiar sebum i martwy naskórek, pozostawiając skórę czystą, świeżą i matową.
Tworzy barierę ochronną zatrzymując wilgoć. Skóra jest elastyczna, nawilżona i gotowa na przyjęcie produktów pielęgnacyjnych.
Ma delikatne działanie rozjaśniające. Zawiera składniki przeciwzmarszczkowe. Przeznaczona dla każdego typu cery, z wrażliwą włącznie.



Moje wrażenia:
Początkowo żel mało się pienił i wysuszał moją skórę. Miałam dokładnie taki sam efekt jak u DailyLifeByM i to u niej na kanale dowiedziałam się, co robię źle. Otóż sam żel to dość duże stężenie środków myjących nakładane bezpośrednio na twarz. Jak sama nazwa wskazuje, jest to PIANA do mycia twarzy, a więc powinnyśmy myć buzię pianą. Jak kazali, tak zrobiłam i eureka! Udało się.
Sposoby na pianę są dwa. Pierwszy jest trudniejszy - produkt należy spienić w mokrych dłoniach. Drugi jest o niebo prostszy, ale wymaga gąbki. Ja używam gąbeczki Yasumi KLIK i KLIK. Po prostu na mokraą i miękką gąbkę nakładam troszkę żelu, który również moczę i spieniam poprzec pocieranie gąbki o palce i lekkie zgniatanie jej. Taką spienioną gąbką myję buzię, a potem wyciskam resztę pianki na dłonie i jeszcze chwile masuję nią twarz.
Po takim krótkim rytuale z użyciem żelu od Skin79 skóra jest czysta, ukojona, wygląda promiennie i jest dobrze stonizowana. Cera absolutnie po umyciu pianą (ale pianą!) nie jest sucha. Nie jestem w 100% przekonana, czy mogę nazwać moją buzie nawilżoną. Nie mam uczucia pieczenia, ściągnięcia i kłucia, ale nie powiem jednoznacznie, że piana ma właściwości nawilżające. Jest matowa i przyjemna w dotyku. 
Dzięki temu produktowi moja skóra ma się lepiej i nie szaleje już tak ze swoim stanem "jestem sucha, a nie, jednak będę tłusta, choć ok, może na jakiś czas się przesuszę, by za moment tłusta znów być".



Wiecie, ja wiem, że 60/49 zł za żel do mycia buzi to na prawdę spora kasa. Ja swój dostałam w pudełku Prettybox, jednak co tu dużo mówić - kosmetyk jest drogi, ale działa bardzo dobrze i jest wart swojej ceny.

Produkt jest rewelacyjny, a Skin 79 ma w swojej ofercie jeszcze między innymi piany takie jak:
- piana ze śluzem ślimaka
- piana ze śluzem ślimaka wersja Golden
- piana z aloesem
- głęboko oczyszczająca pianka przeznaczona do zmywania kremów BB

Mam kilka próbek tej ostatniej, do BB i powiem Wam, że na razie jestem z niej równie zadowolona jak z tej Lotus. Jednak urzeczona działaniem obu pian postawiłam na inne - aloesową i ze ślimakiem (wersja zwykła). Recenzje za jakiś czas, może w maju i czerwcu - także, obserwujcie blog i czekajcie na sprawozdanie :)

Lotus Mild Cleansing Foam polecam, bo warto :)



Czytaj dalej...

Rozjasniajaca maska w płacie od Skin79 - I'm Smoothing

Heyka.
Po dwóch postach marudzenia i narzekania na problemy skórnogłowo-włosowe ;) pora na jakiś przyjemniejszy temat. W jednym z Chillboxów znalazłam maskę w płacie od Skin79. Maska kosztuje według mnie przesadnie dużo jak na jeden raz, nie mniej jednak, skoro nadarzyła się okazja do jej przetestowania - skorzystałam i chętnie podzielę się wrażeniami.




Nazwa produktu:
Maska w płacie, ultra light, smoothing (wygładzająca)

Producent:
Skin79 


Cena:
Regularna cena to 15 zł, w promocji 9,90 zł, obecnie jest mega promocja i za 9,90 zł dostaniemy dwie sztuki.
 
Konsystencja, kolor, zapach:
Żelowa, bezbarwna maska o delikatnym zapachu, którą nasączony jest biały płat materiału nakładany na twarz.
 
Opakowanie:
Różowa, duża saszetka
 
Skład:
Nie zrobiłam zdjęcia składu, bo myślałam, że importer ma składy na stronie. Jesli interesuje Was INCI, zapraszam do tego wpisu: KLIK 


Obietnice producenta:
Wybielająca maska w płacie.
Wyrównuje koloryt skóry pozostawiając ją świetlistą i gładką.
Opatentowany składnik Phyto-Oligo wnika w głębokie warstwy skóry zapewniając długotrwałe zatrzymanie wilgoci.
Maska zawiera ekstrakty z róży, aloesu, wiśni, olejek z limonki, oraz anyżu gwieździstego działającego atyseptycznie.




Moje wrażenia:
Maskę nakładamy na czystą twarz, na około 15-20 minut. Początkowo bałam się, że będzie mnie denerwować, mierzić i ziębić, ale nic z tych rzeczy. Płat nosi się przyjemnie i bardzo łatwo o nim zapomnieć. Dostosowuje się do temperatury naszej skóry i nie powoduje uczucia dyskomfortu.
Żelu na płacie jest dużo, ale nie tyle, aby ściekał nam z buzi. Sama tkanina idealnie przylepia się do twarzy, nie przesuwa się i nie spada. 

Maseczkę ściąga się łatwo, bo zel nie zastyga na skórze. Resztę można wklepać palcami, zmyć lekko wodą, albo zetrzeć wacikiem i użyć toniku. Ja wybrałam jeszcze inną opcję - ściągnęłam płat i starłam nadmiar wacikiem.
twarz po użyciu maski rzeczywiście wyglądała na wypoczęta i odżywiona - koloryt się wyrównał - skóra była blada, ale nie wyglądała niezdrowo. Nawilżenie cery przez maseczkę jest na na prawdę wysokim poziomie. Do tego skóra stała się bardzo delikatna i sprężysta. 

Niestety, ładny efekt utrzymywał się do dnia następnego, a później pojawiły się na nowo lekkie zaczerwienienia w okolicach nosa i lekko suche okolice ust i policzków.




Czy kupię ta maskę drugi raz? Nie, nie sadzę. Fajnie działa, ale wolę maski, które są w słoiczkach i mogę z nich korzystać częściej, aby przedłużyć ich efekt. Może gdyby kosztowała mniej, skusiłabym się na 3-4 sztuki. Ale tak, to raczej nie bardzo korzystać z 2 maseczek w tygodniu, które były kupione w cenie regularnej. To daje około 120 zł na miesiąc. 

No i jeśli mowa o cenie, to będąc teraz lekką hipokrytką, oferta dwa za cenę jednej skusiła mnie do wypróbowania - liftingująca i głęboko nawilżająca. Tej pierwszej się trochę boję, ale postaram się zrobić próbę uczuleniową. Zobaczymy, jak zadziała ;)


Do tego wszystkiego kupiłam to jajko KLIK i jestem bardzo ciekawa efektów :) Recenzja za jakiś czas, dajcie mi kilkanaście dni na testy :)


Pozdrawiam! 
Czytaj dalej...

Wygładzający peeling od Sylveco

Heyka!

Już dawno temu opisywałam rewelacyjny i mój ulubiony peeling od Sylveco - oczyszczający z korundem.

Jakiś czas po jego zakupie - nabyłam jeszcze jego brata, peeling wygładzający, tym razem ten żółty. Czy przypadł mi do gustu? Poczytajcie :)



Nazwa produktu:
Wygładzający peeling do twarzy.

Producent:
Sylveco

Cena:
od 15 do 20 zł za 75 ml, w zależności od sklepu.
 
Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach słodkawy, przyjemny. Konsystencja dosyć gęsta, jakby scukrzonego miodu, ale na pewno dużo mniej lepka. Kolor żółty.
 
Opakowanie:
Plastikowy płaski słoiczek z metalową zakrętka i ładna etykietką.



Skład:
Elaeis Guineensis Oil, Alumina, Cera Alba, Lauryl Glucoside, Zea Mays Starch, Helianthus Annus Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Laurus Nobilis Leaf Oil

Obietnice producenta:
Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.



Moje wrażenia:
Peeling mimo swojej gęstości rozprowadza się bardzo dobrze - zawarte w nim oleje dają poślizg. Trzeba go jedynie lekko ogrzać w dłoniach przed aplikacją, bo ma konsystencję dość gęstego masła/smalcu.
Sam proces ścierania i złuszczania jest niesamowicie delikatny, ponieważ drobinki są bardzo małe, prawie że niewyczuwalne. Jednakże niech Was to nie zmyli - produkt działa rewelacyjnie i oczyszcza twarz w sposób zadowalający. 
Kosmetyk zmywa się ciężko. Jest tłusty i lekko lepki, mocno trzyma się twarzy ;) Jednak kilka chwil i ciepła woda (lub gąbka do mycia twarzy i woda) i peeling znika z naszej buzi. Są osoby, które myją po nim cerę żelem - i ja do takich należę, ale są też i takie dziewczyny, które zostawiają na buzi delikatny film powstały z olejków zawartych w peelingu. 
Skóra po produkcie jest czyta, oczyszczona i niesamowicie miękka i gładka. Ilość dobroczynnych składników zawartych w kosmetyku w połączeniu z procesem ścierania sprawia, że składniki te fajnie wnikają w warstwy skóry, czyniąc ją odżywioną i nawilżoną. 




Sylveco peeling wygładzający jest według mnie rewelacyjnym produktem dla osób z cera suchą i normalną. Do tłustej polecałabym raczej oczyszczający (ten zielony), ale jak kto woli - na pewno ten żółty nie powoduje (przynajmniej u mnie) większego wydzielania sebum.




Jestem bardzo ciekawa, czy zostaną niebawem wydane jakieś nowe peelingi z tej samej firmy - ustawiam się pierwsza w kolejce do kupienia :) 
Czytaj dalej...

Denko - i kolejne 12 produktów zostało zużytych :)

Heyka!
Coś u mnie ostatnio dużo denek :) Ale tez dużo kupiłam, więc bilans ciągle wypada na około zero ;)
Dziś pomieszanie z poplątaniem - rzeczy dobre, bardzo dobre, złe i koszmarne.


1. Maska do włosów oliwki i awokado - Herbolive:
Maska kupiona w Grecji za jakąś niesamowicie wysoka kwotę. Nie wiem, to było cos koło 50-60 zł na nasze polskie złote. Chodziłam chyba cały pobyt dookoła tej maski i wyszukiwałam powodów, aby jej jednak nie kupować i powodów, aby jednak się skusić. Ostatecznie kupiłam i był to ŚWIETNY wybór.  Maska przepięknie odżywia, natłuszcza, ale nie obciąża i nawilża. Żałuję, że się skończyła tak szybko.

2. Płyn micelarny - Biolaven:
Nie jest zły. Dobry płyn, choć są lepsze, jak choćby ten Sylvekowski. Nie skuszę się ponownie, aczkolwiek jeśli kiedyś mi się trafi - zużyję. 

Fajny i dobrze działający tonik. Dostałam go w swoim pierwszym w życiu boxie kosmetycznym. Dobrze niwelował zaczerwienienia, koił i nawilżał.

Istna tragedia - nie pomógł na wypadanie, spowodował szybsze przetłuszczanie się włosów. NIGDY nie kupimy go ponownie.

5. Płyn do kąpieli, piana do wanny - Natura Siberica:
Fajny płyn, rzeczywiście dobrze się pienił, pianka była gęsta i sprężysta. Do tego owocowy zapach umilał kąpiel. 

6. Szampon scalp treatment z hibiskusem - Petal Fresh:
Mam już drugie opakowanie - rewelacyjnie myje, nie wysusza włosów, nie podrażnia skalpu - jeden z moich ulubionych szamponów, zawsze będę mieć go w szafce. 

7. Żel pod prysznic o zapachu granatu - Lavea:
Piękny zapach! I koszmarne działanie... beznadziejna konsystencja, tragiczny kolor.. Niebawem recenzja ;/

Kolejny cudowny zapach, ale tym razem fajne działanie. Zawiera dużo olejków, dzięki czemu skóra była wspaniale nawilżona i odżywiona.

Podróbka, ale to już ustaliliśmy podczas recenzji. Nie mniej jednak działa rewelacyjnie i co jakiś czas lubię użyć tego produktu - mam po nim idealnie gładką cerę. Mam jeszcze jedno opakowanie, ale niebawem będę chyba musiała kupić kolejne :)

Ciekawy i odżywczy krem, ale nie dla każdego, bo pozostawia na dłoniach śliski film. Nie kupię go ponownie, bo mimo, że miał świetne właściwości, to na przykład Liv Delano działa podobnie, a dużo lepiej się wchłania.

11. Crystal peeling gel - Skin79
To tragedia. Nie działa. Gorzej - powoduje u mnie wypryski i przetłuszczanie. Nie chce tego u mnie nigdy więcej. Zostało mi pół tubki i wywaliłam ją z niesmakiem. Niebawem recenzja.

Kupiłam już kolejne. Dobrze myje. Albo nie.. ono rewelacyjnie myje! Kolejny produkt, tak samo jak szampon Petal Fresh, który musi być u mnie w szafce zawsze. Do tego jest niesamowicie wydajne. 

No i na dziś tyle. Z poprzednimi 24 zużytymi kosmetykami w tym roku, dziś to już jest 36 :) Wychodzi ok. 13 na miesiąc, więc całkiem niezła liczba ;) 
Czytaj dalej...

Vedara - fantastyczny złoty peeling do ciała ze złotymi drobinkami

Cześć!
Tak wiem, znów peeling.. i to nie ostatni. Będą kolejne, do ciała, do twarzy. Bo mam ich tak bardzo dużo, a zużywam regularnie - takie moje postanowienie. A co zużywam, to opisuję, bo takie informacje na świeżo są najlepsze.
Dziś o produkcie który czekał w szafce długi czas. Wydawał mi się tak ekskluzywny, że szkoda było mi go zacząć zużywać.


Nazwa produktu:
Złoty peeling do ciała

Producent:
Vedara


Cena:
48 zł za 150 ml

Konsystencja, kolor, zapach:
Konsystencja gęsta, cukrowa, bardzo przyjemna, bo mimo drobinek - aksamitna. Kolor złocisty, lekko pomarańczowy. Zapach orientalny. Ogólnie produkt jest tak ładny sam w sobie, że nie rozumiem dlaczego na stronie producenta dali brzydką, komputerowa grafikę, która wygląda jak lody waniliowe. 



Opakowanie:
Metalowy, płaski słoiczek


Skład:
Nie wiem. Wyrzuciłam już opakowanie, a na stronie producenta nie ma takich informacji. Nie umiem ich też znaleźć nigdzie indziej :(


Obietnice producenta:
Złoty peeling skutecznie oczyszcza skórę, przyspiesza metabolizm i poprawia mikrokrążenie. Zawiera ekskluzywną kompozycję oleju kokosowego i migdałowego, które dogłębnie odżywiają, nawilżają i regenerują naskórek, a także tworzą warstwę ochronną zapobiegają utracie wilgoci. Luksusowy olejek karotenowy (z marchwi) dostarcza maksymalną dawkę witamin z grupy B nadając skórze piękny, delikatny koloryt. Zawarte w peelingu drobinki cukru i pestki winogron usuwają martwy naskórek. Cukier szybko rozpuszcza się pod wpływem kontaktu z wodą przez co peeling nie podrażnia naskórka. Złote drobinki dodają blasku i optycznie rozświetlają wyrównując koloryt i niedoskonałości na skórze. Preparat pozostawia odbudowaną i wzmocnioną barierę lipidową skóry. Peeling łatwo się spłukuje pozostawiając skórę piękną, nawilżoną i świeżą.


Sposób użycia według producenta: 
Na zwilżone ciało nałożyć peeling i delikatnie masować okrężnymi ruchami przez 1-2 minuty. Następnie peeling dokładnie zmyć wodą. W przypadku ekstremalnie suchych skór  polecamy zastosować Czyste Masełko do Ciała z 24 karatowym złotem.

Moje wrażenia:
Pierwszy raz użyłam peelingu na sucha skórę ciała. Jak kiedyś wspominałam - nie lubię jak mi się zdzierak rozpuszcza w wodzie. Pomasowałam, zmyłam, umyłam się i.. no nic. Czułam się wypielęgnowana i speelingowana, ale jakoś tak niedosyt czułam.
Drugi raz (i potem kolejne też) umyłam się a dopiero potem, na wilgotnym ciele rozpoczynałam proces peelingowania i to było to - trzeba słuchać czasem rad producenta! Produkt bardzo delikatnie masował moje ciało, a gdy cukier się rozpuszczał, pozostawała kremowa i przyjemna warstwa, która wtarłam w skórę i spłukałam (nie zmywałam, spłukałam ciepłą wodą). Skóra była niesamowicie odżywiona, delikatna w dotyku, aksamitna, ale co najważniejsze - nie tłusta! Dokładnie takie peelingi mnie zadowalają - drapią i  balsamują, a jednocześnie nie tłuszczą i nie brudzą. Dodatkowo całe ciało było pokryte dyskretnymi drobinkami złotego brokatu, o ile brokatem można nazwać tak maleńkie iskierki. 
Równie ciekawy co działanie, jest zapach. Początkowo wydawał mi się orientalny, indyjski, jak z kadzidełka. Im dłużej trwał proces wmasowywania kosmetyku w ciało, tym bardziej zapach się zmieniał, od kadzidła, poprzez słodki cukierek aż do karmelizowanego cukru. Na prawdę, bardzo przyjemne doznanie, a mój nos był zadowolony :)



Czy nabrałam złocistego kolorytu? Nie. Skóra jaka blada była, taka została, nawet po kilkukrotnym użyciu peelingu. Ale wybaczam, bo skóra w dotyku była tak fantastyczna, ze nie potrzebowała zmiany koloru ;)

Peeling polecam z czystym sumieniem, aczkolwiek ja nie kupię go samodzielnie (miałam go w Shiny). Prawie 5 dych za tak małą pojemność jest dużą przesadą. Bardzo się cieszę, ze miałam go w boxie i że mogłam go używać, jednak nie. Nie skusze się ponownie - kosztuje przyjemniej o 20 zł za dużo. Te 30 zł za takie dobre właściwości bym dała, 50 nie.

A jak z nim u Was, miałyście Shiny z tym produktem? 


Czytaj dalej...

Fajny żel do mycia twarzy - EFFACLAR od La Roche-Posay

Heyka. 
Dziś post o żelu do twarzy, takim ciekawym i dla mnie na prawdę dobrym. Mowa to u Effaclar od La Roche-Posay.


O samej firmie dowiedziałam się z jakiegoś beautyboxa - ale z jakiego, nie pamiętam i nie pamiętam co to był za kosmetyk. O żelu natomiast pisała KH i razu pewnego, gdy byłam w Superpharm akurat była promocja i zapłaciłam za żel 26 zł. 


Nazwa produktu:
Effaclar, oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej

Producent:
La Roche-Posay

Cena:
ok 35 zł za 200 ml w cenie regularnej

Konsystencja, kolor, zapach:
Konsystencja żelowa, bezbarwna. Zapach delikatny, lekko apteczny.

Opakowanie:
Tubka z korkiem. Wydaje mi się, że dziurka jest trochę za mała i kosmetyk zbyt wolno wypływa z opakowania.

Skład:
AQUA / WATER
SODIUM LAURETH SULFATE
PEG-8
COCO-BETAINE
HEXYLENE GLYCOL
SODIUM CHLORIDE
PEG-120 METHYL GLUCOSE DIOLEATE
ZINC PCA
SODIUM HYDROXIDE
CITRIC ACID
SODIUM BENZOATE
PHENOXYETHANOL
CAPRYLYL GLYCOL
PARFUM / FRAGRANCE

Obietnice producenta:
Ze strony producenta:
Żel EFFACLAR delikatnie oczyszcza skórę dzięki zawartości środków myjących dobranych specjalnie do skóry wrażliwej. Usuwa zanieczyszczenia i nadmiar sebum, pozostawiając skórę czystą i świeżą. Z łagodzącą, przeciwdziałającą podrażnieniom wodą termalną La Roche-Posay - pH 5,5 - bez mydła - bez alkoholu - bez barwników - bez parabenów



Moje wrażenia:
Po pierwsze po dwóch myciach twarzy zauważyłam, ze żel ma dużo lepsze działanie niż i tak już dobry Purete Thermale od Vichy. Bardzo ładnie domywa twarz przez co nie tworzą się na niej niedoskonałości spowodowane pozatykanymi porami. Generalnie odnotowałam, że ogólnie mam mniej niedoskonałości na mojej buzi od kiedy myje ją tym  kosmetykiem.
Produkt bardzo dobrze poradził sobie z moimi przetłuszczającymi się policzkami i nosem, a broda jest w rewelacyjnym stanie. Niestety, czoło zostało przesuszone i muszę niemal po każdym myciu dobrze je nawilżać - od razu, bo chwila za długo i jest wiórek. Kosmetyk nie nadaje się więc do skóry suchej ani normalnej i dla takich nie jest on dedykowany.

Opakowanie 200 ml starczy na długo. Żelowa konsystencja jest wydajna, a sam produkt bardzo fajnie się pieni. Nałożony na gąbeczkę Yasumi daje jeszcze większą pianę i rewelacyjny efekt oczyszczenia. Pianka jest przyjemna, lekka ale gęsta i mięciutka, łatwo i szybko się zmywa.

Jak na razie Effaclar jest najlepszym myjaczem twarzy jaki miałam. W szafce czekają jeszcze inne żele, z czego jeden już kilka razy był w użyciu i jeśli żaden nie powali mnie na kolana (ale jest prawdopodobieństwo, że jednak powali), wrócę do La Roche-Posay. Tak, zgadza się - wrócę do niego nawet jeśli przesusza mi czoło - po prostu tak dobrze oczyszcza, że mu to wybaczę. A czoło nawilżam :) 



Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka