Natura Siberica - szampon z kawiorem, "aktywator wzrostu", dla mężczyzn

Heyka.
Jakiś czas temu robiłam zakupy w Lawendowej Szafie, a w oko wpadł mi szampon Natura Siberica Men, Szampon aktywator wzrostu włosów - BIEŁUGA.
NS lubię, sama stosuję, wzięłam narzeczonemu, któremu włosy wypadają masowo od wielu lat i nikt nie zna przyczyny, a włosów nadal ma dużo.


Produkt przyszedł w eleganckiej, czarnej butli z pięknym hologramem ryby bieługi. Do tego złote napisy. Ładnie. Konsystencja dosyć gęsta, kolor zielonkawy, półprzeźroczysty,a zapach delikatny, męski. Za 250 ml zapłaciłam 18,90 zł.


Pokładaliśmy w tym szamponie duże nadzieje, bo do tej pory narzeczony używał tylko H&S. Do tego szampon był drogi, więc oczekiwania mieliśmy wobec produktu dosyć spore. Producent ponadto obiecuje wiele:

W skład szamponu wchodzi unikalny, bezcenny składnik — ekstrakt z kawioru bieługi. Kawior to najbogatsze źródło omega-3 i kwasów tłuszczowych, białka, witamin, mikroelementów. Stymuluje on wzrost włosów, wzmacnia cebulki, odżywia i nawilża włosy.

0% PEG 0% SLS/SLES  0% Parabenów

Szampon-aktywator na wzrost włosów "Bieługa" to potężny kompleks naturalnych składników, opracowany specjalnie do męskich włosów. Intensywnie oczyszcza skórę głowy i włosy, zmniejsza wypadanie, stymuluje wzrost włosów przywracając im siłę i zdrowy wygląd.

Składniki aktywne:

Dziki chmiel skutecznie oczyszcza skórę głowy, poprawia krążenie krwi, wzmacnia strukturę włosów.
Witamina B odżywia i wzmacnia cebulki włosów, dzięki czemu stają się one mocniejsze i odporniejsze.
Czysta tauryna, potężny energetyk, pobudza mieszki włosowe, dodaje włosom witalności i stymuluje ich wzrost.



WRAŻENIA:

Zacznijmy od plusów... bo jest ich mniej. Szampon jak wspomniałam, ładnie pachnie i nie powoduje łupieżu, a włosy po nim są błyszczące i ładne - na jeden dzień. 
Niestety po przespanej nocy włosy są bardzo przetłuszczone i nieświeże. Narzeczony ma co prawda problem z nadmiernym przetłuszczaniem, ale nigdy po H&S nie było aż tak źle, że po dotknięciu ręką, cała dłoń się świeciła.
Do tego wypadanie, czy szybszy wzrost - zupełnie nie zauważyliśmy różnicy - włosy jak wypadały, tak wypadają, rosną swoim tempem, mimo, że szampon jest trzymany przez chwilę na głowie, aby dać mu czas zadziałać.. Rafał zużył całe opakowanie, starczyło na 30 dni.


I to..tyle. Nie jesteśmy zadowoleni z tego szamponu, nie polecamy go nikomu i na pewno nie kupimy ponownie. Już pal licho to nieprzyhamowanie wypadania i brak wzrostu nowych włosów, czy brak szybszego wzrostu starszych - ale te tragicznie wzmożone przetłuszczanie jest nie do przełknięcia i nie do zaakceptowania.



Skład:
Składniki INCI: Aqua, Sodium Cocoyl Isethionate, Lauryl Glucoside,  Cocamidopropyl Betaine, Pineamidopropyl BetainePS, Hippophae Rhamnoidesamidopropyl BetaineHR, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Arctium Lappa Root Extract, Glycine Soja Oil, Caviar Extract, Humulus Lupulus Extract, Biotin , Folic Acid, Cyanocobalamin, Niacinamide, Pantothenic Acid, Pyridoxine, Riboflavin, Thiamine, Yeast Polypeptides, Taurine, Rosa Canina Fruit Extract*, Althaea Officinalis Root Extract*, Urtica Dioica Leaf Extract*, Spiraea Ulmaria Extract*, Pinus Pumila Needle ExtractWH, Hesperis Sibirica ExtractWH, Sorbus Sibirica ExtractWH , Abies Sibirica Needle ExtractWH, Larix Sibirica Needle ExtractWH, Achillea Asiatica ExtractWH, Diplazium Sibiricum ExtractWH, Cetraria Nivalis ExtractWH, Citric Acid, Sodium Chloride, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum, Linalool, Limonene, CI16035, CI 19140, CI 42090, CI 42051.
Czytaj dalej...

Kąpiel Agafii - solny scrub odchudzający, który pielęgnuje, ale nie odchudza ;)

Heyka.

Dziś o scrubie, solnym, odchudzającym od Agafii. Szczerze mówiąc kupiłam go, a potem zapomniałam, że miał "odchudzać" i dopiero teraz zauważyłam, że właśnie takie powinien mieć właściwości i... no cóż, nie miał.


Według producenta ten scrub to aktywny pomocnik w kompleksowym programie schudnięcia. Głęboko oczyszcza i stymuluje procesy wymienne w komórkach skóry. Wyraźnie podciąga, wygładza i doskonali kontury ciała. Naturalna sól jeziora Ostrownoje zawiera wartościowe mikroelementy, wzmacnia mikro-cyrkulację krwi, wykazuje działanie tonizujące i podciągające.
Bylica pospolita zawiera flawonoidy, kwas askorbinowy, olejki eteryczne, wzmacnia i podciąga skórę. Olej gorczycy białej odżywia, zmiękcza i wygładza skórę. Organiczny ekstrakt jałowca kolczastego stymuluje procesy odnowienia skóry.

Scrub kupiłam w Triny.pl, za 300 ml zapłaciłam coś około 15 zł. Zapach produktu jest specyficzny, ładny, lekko owocowy. Niestety nie zrobiłam zdjęcia konsystencji - ma ona różowy kolor, w środku są pestki i jakby poszatkowane owoce - przypuszczam, że to jagody jałowca. Całość jest maksymalnie nasycona dużymi, grubymi cząsteczkami soli. 

Produkt to bardzo mocny zdzierak. Skóra po peelingu jest zaczerwieniona, lekko piecze - bo po pierwsze, scrub na prawdę silnie drapie, a po drugie, to właśnie przez sól - mikrouszkodzenia skóry reagują na nią szczypaniem. Mnie akurat jest to obojętne, nawet wolę peelingi solne, bo wolniej rozpuszczają się w wodzie, natomiast od razu odradzam go osobom o wrażliwszej skórze. Dodatkowo lubię mocne zdzieranie - ale nie każdemu odpowiada tego typu pielęgnacja.


Jak wspomniałam, peeling nie odchudza - w cuda nie wierzę i żaden cud mnie tutaj nie zaskoczył. Ważę się regularnie i waga moja jest niezmienna. Nie zauważyłam też zmian w konturze ud, brzucha czy pośladków, ubrania leżą na mnie tak samo. 
Produkt jest natomiast sam w sobie dobry - bardzo fajnie oczyszcza, bo jest mocny. Drapie aż miło, a skóra po jego użyciu jest gładka i jędrna. Mało tego, kosmetyk pozostawia delikatny, ledwo wyczuwalny, ale przyjemny film. Taka cienka powłoczka na skórze daj niesamowite uczucie odżywienia i wypielęgnowania ciała. 

Jeśli chodzi o cellulit czy rozstępy, nie zauważyłam ich zmniejszenia, zwiększenia czy jakichś innych zmian. Są jakie były, niezbyt tragiczne, ale są (czas coś z tym zrobić). 

Co więcej mogę rzec? Według mnie to bardzo dobry zdzierak o właściwościach pielęgnujących, lecz na pewno nie odchudzających. Fajnie wygładza, dba o skórę. Starcza na długo i przyjemnie pachnie. 
Polecam dla czystej przyjemności używania i fajnego uczucia po użyciu, ale pamiętajcie - jest dość ostry!
Czytaj dalej...

Odprężająca kąpiel w soli żurawinowej od EKOA - piękne zapachy, przyjemny relaks

Heyka,

dziś odprężamy się podczas kąpieli, a dokładniej - moczymy się w soli :)


Dzisiejszy post będzie o produkcie marki EKOA - Salty Aroma, Cranberry and Anticellulite - Sól do kąpieli żurawina, o działaniu przeciw cellulitowym.



Produkt otrzymałam w Prettyboxie listopadowym. Cena to około 10 zł za 300 gram produktu, który według producenta powinien starczyć nam na trzy użycia.

Sól ma przyjemny, mocny zapach owoców żurawiny, do tego wspomagany jest on jakimś innym aromatem, którego nie potrafię określić, ale całość pachnie niezwykle przyjemnie. Generalnie sól dosypana do gorącej wody powoduje, że cały dom pachnie delikatnie żurawiną.



Produkt ma działanie antycellulitowe, co dla mnie oznacza, że nie naprawi nam tego, co już się stało, a jedynie ochroni przed pogłębianiem się procesu powstawania cellulitu. Czyli co, moczymy się i jedyne co zauważamy, to to ze nie jest gorzej? No to słabo. Ale z drugiej strony, czego oczekiwać od soli?


Kosmetyk bardzo fajnie się rozpuszcza, jak wspomniałam, cudownie pachnie i uprzyjemnia nam kąpiel. Sama sól w opakowaniu jest trochę "mokra", zapewne za sprawą olejku żurawinowego, jednak całość nie jest tłusta, a wanny nie trzeba potem szorować z mocno oleistego osadu, choć przemycie się przyda. 



Sól starczyła mi na 3 razy i jeszcze starczy na czwartą kąpiel. Jakoś 1/3 opakowania na raz, to dla mnie za dużo. Czy zauważyłam coś ciekawego, pozytywnego, negatywnego jeśli chodzi o pomarańczową skórkę? A no nic nie zauważyłam. Skóra na udach jest jaka była, jednak też w czasie miesiąca nie miała szans tak czy siak się pogorszyć. Co więcej, chyba musiałabym się w tej soli kąpać bardzo regularnie, aby w jakimkolwiek stopniu miała mnie zabezpieczyć przed rozrostem cellulitu. Ja generalnie nie mam też jakichś większych problemów z cellulitem, przynajmniej jeszcze nie.


Co więc ciekawego powiem o ten soli? Hmm.. to bardzo przyjemny, odprężający kosmetyk - kąpiel w aromatycznej wodzie była bardzo przyjemna. Po kąpieli skóra jest przyjemnie gładka i nawilżona, jak mniemam, podziałał tu olejek żurawinowy.


Nie jestem w stanie nic więcej napisać, bo produkt nie miał jakiegoś wielkiego pola do popisu i generalnie działać powinien jedynie antycellulitowo. Co do stymulacji procesu wymiany jonowej w skórze się nie wypowiem, bo nie jestem tego w stanie zauważyć :D O soli bocheńskiej słyszałam jednak wiele dobrego, dlatego przyjmuję, ze to zadanie produkt spełnia i jest ono po prostu nie do zaobserwowania gołym okiem, bez specjalistycznej aparatury.

Polecam każdemu kto uwielbia owocowe, śliczne zapachy i relaksujące kąpiele.  
Czytaj dalej...

Słodki czekoladowy tort z żurawiną.. pod prysznic!

Hey.

Dziś o żelu pod prysznic, który jednym pasuje, innym niekoniecznie. Dlaczego? O tym za chwilę.



Bohaterem wpisu jest kremowy żel pod prysznic Dresdner Essenz czekolada i żurawina, który znalazłam w Chillboxie, w edycji czekoladowej, z listopada. Żel jest niemiecki, na stronie producenta kosztuje w przeliczeniu na nasze pieniądze, około 10 zł w promocji i około 12 w cenie regularnej. Pojemność to 200 ml.



Kosmetyk ma według mnie przecudowny zapach, czekoladowego ciasta z dodatkiem aromatycznej polewy (lub nadzienia) z żurawiny. Troszeczkę zalatuje chemią, ale jest to prawie nie wyczuwalne. Za każdym razem, gdy zamykam oczy i go wącham, mam wrażenie, że przede mną leży kawałek smakowitego tortu. Ale niestety, nie dla wszystkich czekolada, bo dla niektórych zapach jest za słodki i po prostu ich mdli. Ja jestem raczej osobą podatną na słodkie i mdlące zapachy, a ten mi wyjątkowo nie przeszkadza, a wręcz bardzo się podoba.



Żel z założenia jest zarówno do ciała jak i do włosów - ja jednak na włosy go nie nakładałam, ponieważ "Parfum" wisi dość wysoko w składzie, a z moją przypadłością różnie ten eksperyment mógłby się skończyć. 


Na skórę produkt działa bardzo dobrze - jest to kremowy, biały żel o fajnej, lekkiej, średnio gęstej konsystencji. Przyjemnie myje i pielęgnuje skórę. Delikatnie się pieni. Zawiera olej z pestek żurawiny oraz masło kakaowe. Dodatkowo w składzie nie znajdziemy PEGów, silikonów i kilku innych mniej ciekawych składników.
Moja skóra jest po umyciu się tym żelem bardzo delikatna, aksamitna i nawilżona.



Każdemu kto lubi takie zapachy - polecam, nie zawiedziecie się. To rozkosz dla nosa i ciała w jednym. 

Jeśli ktoś używał go także na włosy, dajcie znać, bo jestem bardzo ciekawa jak działa na łodygi.




Czytaj dalej...

Shinybox grudzień 2015 - where the magic happens

Heyka.

W końcu jest - Shinybox grudzień 2015.

Czy tak do końca "w końcu" to nie wiem, bo nie wiem, czy się cieszyć, że w ogóle dotarło, czy płakać? Produkty ogólnie z osobna nie są jakieś super złe, natomiast jeśli chodzi o świąteczne
pudełko jako całość - moim zdaniem jest słabo.


Właściwie jedynym świątecznym akcentem boxa (poza kartonikiem) jest olejek MOKOSH - pomarańcza i cynamon, który był robiony na specjalne zamówienie dla Shiny. To z jego powodu zamówiłam ten box - uwielbiam wszystko co pomarańczowe. Mamy tutaj w składzie olej z kiełków pszenicy, olej macadamia, kompozycję zapachową (Parfum) i witaminę E (Tocapherol). Dodatkowo w olejku znajdziemy związki zgodnie z najnowszą Dyrektywą Unijną. To alergeny zapachowe:
Benzyl alcohol 
Cinnamal 
Citral 
Citronellol 
Eugenol 
Geraniol 
Limonene
Linalool
Jedynym konserwantem jest tu konserwant naturalny - witamina E (Tocapherol). 
No na włosy to nie pójdzie na pewno, ale chętnie dodam do peelingu czy kąpieli.

Jeśli o peelingu mowa, w pudełku znalazłam peeling Body Boom - kawowy, o zapachu cynamonowym (z dodatkiem cynamonu i kilku innych składników). Według obietnic, peeling ma poprawić krążenie i zapewnić nam rozgrzewający seans pielęgnacyjny - przez co antycellulitowy. No, zobaczymy

W boxie jest również krem firmy VIANEK - pod oczy. W sumie gdyby nie reklama na stronie Sylveco, którą widziałam przed otrzymaniem pudła, nie wiedziałabym, że to kolejny odłam Sylveco, coś takiego jak Biolaven. Fajnie, jestem ciekawa tego kremu, jak i całej nowej Viankowej serii.

Ok, za nami produkty, które są całkiem spoko, a teraz gorsza część boxa:

Oilan - ochronny krem wzmacniający naczynka.
Shiny, do cholery jasnej, serio? Wy dajecie produkt dedykowany do świątecznego boxa!? Co ja mam sobie nim przepraszam bardzo wysmarować? Hemoroidy chyba, jak ich kiedyś dostanę. Jestem niesamowicie zawiedziona, wręcz poirytowania, że coś takiego znalazłam w Bożonarodzeniowym pudełku. Nawet nie mam komu oddać tego kremu, porażka.

Neauty Minerals - cień mineralny.
W sumie ta markę kojarzę tylko z Shiny, nie wiem, czy nie pojawia się też w innych boxach. Taka boxowa firma ;) Nie wiem czy ktoś w ogóle kupuje produkty tej firmy poza tym, że dostaje ją w pudełkach. No ale jeśli tak, to przepraszam ;)
Trafiła mi się zgniła ni to zieleń, ni brąz, w sam raz na tegoroczne święta - jak ta lekko zmarznięta, lekko podgnita trawa, której nie przykrył śnieg ;)
A tak serio... paskudny kolor. Na foto wygląda fajnie, w rzeczywistości to bury, smutny odcień.

Signal, pasta do zębów.
Zawsze marzyłam o tym, aby dostać pastę do zębów na święta. Całe 29 lat na to czekałam, dziękuję Shiny. Nawet, jeśli to tylko gratis, to jest to niezbyt świąteczny pomysł. Poza tym Blend-a-med rządzi. Po Signal psują mi się zęby. Autentycznie!

Do boxa dołączone były jeszcze próbki z firmy Bioliq.


-----------------------------
Podsumowujac, z olejku, peelinu i kremu pod oczy jestem zadowolona. Reszta to porażka. Może byłabym w stanie przełknąć to wszystko w każdy inny możliwy miesiąc, ale nie w grudniu, nie w świątecznym boxie.
Magic mi się nie shappensował niestety, Sorry Shiny ;/


Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka