Jarmark rzeczy ładnych - świątecznie, lecz nie tylko, natomiast na pewno nie kosmetycznie :)

Heyka.
Dziś post o tematyce zupełnie innej niż kosmetyki. A co, raz na jakiś czas można :)

Wiele z Was, te które znają mnie nie tylko z bloga wie, że rękodzieło darze ogromnym szacunkiem. Lata doświadczenia nauczyły mnie cenić swoją pracę i pracę innych. Polski handmade to nie tania chińszczyzna robiona taśmowo na akord, ale prawdziwa pasja i kawałek duszy twórcy zaklęty w każdym jednym przedmiocie, jaki wykona dana osoba.
Z tego powodu nie mogłam nie odwiedzić Jarmarku Rzeczy Ładnych, który odbył się 13 grudnia w MDK Batory- Chorzów. Druga część jest w tą niedzielę, 20 grudnia, od 10:00 do 17:00. Niestety, nie wiem czy uda mi się odwiedzić MDK drugi raz - bardzo, bardzo chciałabym pojechać, ale bardzo gorący przedświąteczny czas może mi to uniemożliwić :(

Co ciekawego udało mi się dorwać na Jarmarku, o tym w dalszej części wpisu.


Przede wszystkim na Jarmark pojechałam ze względu na...sowy. Tworzy je Pani Barbara Gutt, a inne jej prace znajdziecie tutaj KLIK. Często wzdychałam do nich na Facebooku, jak również do koników, pierniczków i pingwinków. Nie mogłam odpuścić sobie obejrzenia na żywo twórczości Pani Basi i koniecznie musiałam zdobyć sowę - brązową dla siebie i niebieską na mamy.



Jeśli już coś dla mamy, to i dla taty. kupiłam mu do pokoju świątecznego bałwanka z ceramiki od Handmade by IZKA. Po prostu mnie zauroczył i rozczulił - tak prosty w swoim bałwankowym jestestwie, estetyczny i zarazem niesamowicie ładny i przyjemny dla oka. Do bałwanka dokupiłam małe czerwone ceramiczne serduszko, które tata już gdzieś skrzętnie ukrył, dlatego nie mam go na zdjęciu ;)


W lutym mam urodziny - to jeszcze kawał czasu, ale już teraz wybrałam sobie prezent - narzeczony kupił mi sutaszowe kolczyki od Justyny Jurczyk. Od dawna marzyłam o bizuterii tego typu, ale nic nie zachwycało mnie w 100% - albo kolor nie ten, albo kamień nie taki, wielkość zła lub kształt nieodpowiedni. Te prezentowe są idealne. Dokładnie w takim kolorze i kształcie jaki mi odpowiada. Jestem prze szczęśliwa, że zostałam ich posiadaczką :)


Na koniec ozdoby do włosów w stylu Kanzashi. Japońską biżuterię znam i bardzo cenię, jednak ta jedwabna, ze względu na materiał i trudność wykonania, jest bardzo droga. Cena oczywiście adekwatna do jakości, jednak mnie na nie zwyczajnie nie stać. Na Jarmarku znalazłam Panią, która wykonuje Kanzashi ze sztywniejszej i tańszej niż jedwab satyny. Nie mogłam nie kupić dwóch uroczych spinek i opaski. Może stwierdzicie, ze już mi nie przystoi nosić kwiatów we włosach, ale do puki mój wygląd sprawia, że ludzie myślą, że bliżej mi do 20 niż 30, będę z tego korzystać, ponieważ opaska jest idealna do letniej, zwiewnej sukienki. A tak w ogóle, to od zawsze średnio mnie obchodziło, co ludzie myślą o moim wyglądzie, stylu ubierania się, czy dodatkach. mój gust, moje zabawki, moja ja - czuję się z tym dobrze :)



Kwiatowe akcesoria w stylu japońskim możecie kupić tutaj KLIK. Jesli interesują Was ozdoby z jedwabiu, zapraszam do KINGI.  
I to już wszystko - jeśli jesteście ciekawe, co jeszcze posiadam, co jest typowo polskim rękodziełem (głównie biżuteria szlachetna), to dajcie znać w komentarzu - chętnie zrobię dla Was taki post :)

Czytaj dalej...

PrettyBox grudzień 2015 - bardzo dobre pudełko

Heyka.
Przychodzę do Was dzisiaj z PrettyBoxem grudniowym.
Ten box jest wyjątkowy, bo nie dość, że świateczny, to jeszcze dzieli się na wersje Premium (65 zł) oraz Basic (45 zł). Kto miał wykupioną subskrypcję Basic, mógł dokupić (dopłacić) do wersji Premium.


Pudełeczko które ja dostałam, to wersja Premium. Jesli jesteście ciekawe, co znalazłam w środku, zapraszam do dalszej części wpisu.


1. Balsam do ciała z kwasem hialuronowym, Niebieski Kwiat.
Szczerze mówiąc, gdy otwarłam ten balsam, wystraszyłam się, że jest zepsuty. To kosmetyk z naturalnych produktów, ma krótka datę ważności i dziwnie pachnie. Czytam etykietkę - olej kokosowy, masło kakaowe, pomarańcza, kwas hialuronowy... a zapach kwaśny! Dopiero po przeczytaniu jeszcze raz dolnej etykiety, doczytałam, że w skład wchodzi tez olejek eteryczny (to chyba ten pomarańczowy), wosk pszczeli i.. ocet jabłkowy (!), który to nawilża, oczyszcza, wygładza, zmniejsza wydzielanie sebum i przyspiesza gojenie. No jak tak, to ok ;)
2/2 pkt

2. Maseczka Argan królewski, Celia
w ogóle nie zauważyłam, że maseczka jest wliczona w wartość boxa (przepraszam), więc nie ma jej na zdjęciu. Niestety, moje zadowolenie z niej i tak jest zerowe, bo dedykowana jest ona dla osób o 10 i więcej lat starszych niż ja - więc dam ją mojej mamie. 
0/2 pkt

3. Peeling bambusowy, EKOA
Wiecie, uwielbiam takie boxy za to, że znajduję w nich takie perełki - EKOA to nie jest firma, którą znałam, a teraz mam przyjemność przetestować ich peeling do ciała.  Jest to peeling solny, więc nie każdy będzie zadowolony, ale ja akurat jestem. Niestety, nie ma tu daty przydatności, jednak zapewniam, że u mnie szybko zniknie - ma cudowny zapach <3, a poza tym bardzo lubię peelingi :)
2/2 pkt

4. Olejek do włosów, Kardashian
Nie znam tego olejku, a przecież mam fioła na punkcie olejków do włosów. Przyczyna nieznajomości tegoż produktu może tkwić w ogromnej niechęci do całego rodu Kardashianów. No ale, skoro olejek jest już u mnie, to na pewno go wypróbuję. Ma na prawdę dobre opinie, więc bardzo się cieszę, że znalazł się w PrettyBoxie.
2/2 pkt

5. Krem do rąk o zapachu wiśni, Attirance
Produkt premium. 
Znam, ale nigdy nie miałam okazji testować. Prosty, ale jednocześnie ozdobny wygląd tubki i wspaniały zapach zachęcają do wykorzystania.  Okres przedświąteczny, to dużo sprzątania, dużo detergentów - dłoniom przyda się taki krem :)
2/2 pkt


6. Naturalne mydło, Niebieski Kwiat
Produkt premium.
Kolejne naturalne, choć nie pachnące mydełko. Jest małe, więc na pewno je wykorzystam, ale szkoda, że nie będzie to "uczta" dla zmysłu węchu.
1/2 pkt

W pudełku znalazłam także szydełkowego mikołajka, który jest przeuroczy oraz pierniczek, który już zjadłam i był pyszny!
Do tego próbki kremów BB firmy Missha (ktoś zna, ktoś coś mi opowie o tej firmie?), zaproszenie do DressCloud (z bonusowymi kryształkami) i ulotki.

Pudełko maksymalnie mogło dostać 12 punktów zadowolenia, dostało 9, co oznacza 75% radości z boxa, z tym, że tym razem nie do końca tak jest. Generalnie punktacje zaniżył produkt mały, zupełnie mi nie potrzebny i gdyby nie był wliczony w koszt boxa, to zadowolenie procentowe było by większe. I ono na prawdę jest ogromne, bo peeling, balsam i krem do rąk mega mnie cieszą! Do tego ten olejek do włosów - bardzo fajnie, że dostałam go w boxie. Jest jeszcze ten miły mikołajek i pierniczek był... nie czuję żadnego niedosytu w stosunku do tego pudła, a na pewno nie tak dużego jak 25 brakujących procent.
Co ja zresztą będę "filozować" - grudniowy Prettybox jest super. 

Niestety, na chwilę obecną jest to ostatnie pudełeczko z subskrypcji i jedyne co mnie ogranicza w kupnie nowego - to fundusze. Gdybym nie miała dosyć kosztownych planów na 2016 rok, z pewnością kupiłabym kolejne pudełka i nie wykluczone jest, że prędzej czy później wrócę do PrettyBoxa.
Gdy wykupiłam 3 miesiące subskrypcji i dostałam pierwsze pudełko, żałowałam że nie poprzestałam na jednym (pamiętacie zapewne, że nie byłam zadowolona), a teraz jest mi na prawdę szkoda, że to już moje ostanie, bo pierwsze w sumie podczas używania zawartości okazało się bardzo ciekawe, a drugie i te teraz, trzecie, to już są na prawdę dobre boxy. 
Czytaj dalej...

Chillbox grudzień 2015 - pomarańcze, cynamony, goździki...i renifery!!


Heyka.
Dziś zawirowany dzień (stąd zdjęcie takiej a nie innej jakości), ale bardzo się cieszę, że przyszedł - Chillbox grudzień 2015, bo umilił mi dzisiejszą gonitwę.
To kolejny box, który ma u mnie z góry mówię - 100 % zadowolenia, bo jest fantastyczny.


Box tym razem przyjechał do mnie Inpostem. Nie raz zdarzało się, że polecone paczki Inpostowe zostały mi wtykane w choinkę rosnącą przy furtce, a kurier podpisywał się za mnie. Czasem jeździł 3 dni zanim w ogóle pierwszy raz dotarł. Tym razem jednak wszystko poszło dobrze.

Sama paczka zaraz po rozerwaniu kurierskiej folii oczarowała mnie aromatem słodkiej pomarańczy i już wiedziałam, że pudło będzie moim ideałem <3


1. Masło do ciała Pomarańcza, Goxdzik i Cynamon, Harmonique
Nie znam tej firmy, ale zarówno konsystencja jak i zapach masła kusi i sprawia, że produkt jest obiecujący. Idzie zima, leniwe wieczory, relaks jak się patrzy, masło idealne na takie chwile.. tylko powinnam jeszcze najpierw wykorzystać te, które są u mnie dłużej ;)

2. Książka "Nie śpiewaj przy stole", Adriana Trigani
To chyba coś a'la poradnik, przemyślenia i wspomnienia - taki typowy misz masz. Nigdy nie miałam tego typu książki i nie wiem czy mi się spodoba, ale z pewnością ją przeczytam :) Najlepiej - zmuście mnie do tego, bo powoli zaczynam zbyt dużo czasu poświęcać na sprawy, od których powinnam odpocząć przynajmniej na weekend.

3. Termofor na zimne dni - w sweterku.
Na kartce z opisem zawartości zamiast termoforu jest foto książki z poprzedniego pudełka - no niestety taki chochlik wkradł się Chillkom na wykaz. Zdarza się. Najważniejsze, że w pudełku był poprawny termoforek :D Mój jest w renifery (hura!!), ale były jeszcze w krowie łatki, w szare paski i białe w serduszka. Cudowne, miłe termofory <3 Zawsze chciałam taki mieć ale nigdy nie kupiłam - no to już mam. A zmarzluch ze mnie jest bardzo

4. Zestaw do kąpieli - kula z Nacomi i sól od Organique
To te dwa produkty są "winne" zapachowi całego kartonu. Wspaniałe aromaty pomarańczy, cynamonu i goździków przeplatają się ze słodyczą wanilii. Jutro kula ląduje w wannie <3

5. Grzaniec strażacki, Natur Vit
Ostatnio piję zwykłą herbatę, hibiskus, czystek i herbatę zieloną. Jednakże tak bogaty zestaw na pewno nie jeden raz zagości u mnie w filiżance. To dość ciekawe, odważne połączenie smaków, jestem bardzo ciekawa tej herbatki.

6. Wykrawaczki do ciastek
Nie piekę ciastek- nie chce mi się. No ok, piekę, raz na dwa lata ;) W sumie, może by tam znów coś upiec, skoro mam foremki? ;) Bardzo fajny, świąteczny gadżet razy trzy - dzwoneczek, choinka i aniołek.

7. Peeling cukrowy, Nacomi
Pomarańczowy peeling na pomarańczową skórkę na udach - przyda się! Ostatnio na tyłku siedzę (wiem, to dziwne, bo narzekam na brak czasu na z domu nie wychodzę, ale jak wszystko ułożę, to się wytłumaczę, co to takiego robiłam ;)

Na zdjęciu widoczna jest też próbka żelu pod prysznic PROPOLIA FRANCE z propolisem i Bio mandarynką. 
w boxie były tez tradycyjnie kupony i rabaty :)

Z pudła jestem, jak już pisałam, bardzo zadowolona. Kocham zapach pomarańczy - samej w sobie i z dodatkami. Wszystko, dosłownie wszystko wykorzystam, nawet wykrawaczki, bo postanowiłam upiec te ciastka. Wypije do nich grzaniec strażacki i poczytam książke, nasmarowana balsamem od Harmonique. Wcześniej wezmę kąpiel z kulą (lub solą) i speelinguję sobie uda :)

Jestę pomarańczę.





Czytaj dalej...

Naturalnie z pudełka - grudzień, włosy, YouTube, wytłumaczenia i ogólnie takie takie...

Witam dziewczyny.
Drogie moje, bardzo Was przepraszam, że mnie ostatnio mało, bardzo mało. Jak pisałam niedawno, moje życie troszkę obraca się do góry nogami. Obecnie jestem w trakcie organizacji dwóch życiowych przedsięwzięć długoterminowych, które pochłaniają mi około 12 godzin dziennie. Nawet w weekendy. Nie mam fizycznie czasu pisać, a bardzo chciałabym podzielić się z Wami kilkoma opiniami o kosmetykach. No, a jeśli już jest chwila czasu, to po prostu padam z nóg, mózg już nie pracuje. Proszę, zostańcie ze mną. Jeszcze jakiś czas będzie bardziej cicho, ale na pewno po nowym roku blog wróci do swojej dawnej "prężności" w działaniu. 

Włosy nadal wypadają, głowa piecze. Robiłam kolejne badania laboratoryjne - nic nie wyszło. Po świętach mam jechać na zeskrobiny do instytutu w Rudzie Śląskiej.  Jestem bardziej niż sfrustrowana, bo włosy po prostu już w ogóle nie przylegają do skóry głowy - wystarczy przejechać po pasemku palcami, żeby 5 i więcej włosów zostało zwyczajnie wyciągniętych z mieszków.

----------------------------------------------------------------

Dostałam ostatnio Naturalnie z Pudełka. Nawet dwa dostałam, ale to była pomyłka i jedno grzecznie odesłałam do twórców boxa ;)

Zdjęcie pochodzi ze strony Naturalniezpudelka.pl


Więcej o pudełku można przeczytać TUTAJ KLIK 

Jestem z zestawu bardzo zadowolona, szczególnie, jeśli chodzi o zapachy. Świeca-balsam od Nacomi pachnie nieziemsko i choć nie używałam jej jeszcze, to na pewno umili mi aromatem niejeden wieczór tej zimy, 

Mydło do rąk jest duże i wspaniale się prezentuje. Z kolei jego zapach, kojarzy mi się z narzeczonym, bo w jego domu rodzinnym zawsze pachnie wanilią z kadzidełek mojej teściowej. 

Lilla Mai - miałam z tej firmy peeling do ciała i bardzo go sobie chwaliłam. Jak tylko ogarnę zdjęcia, to zacznę go używać, bo pokładam w nim duże nadzieje. Aromat ma przyjemny, bardzo delikatny i lekko ziołowy.

Tusz do rzęs to dla mnie kompletna nowość, bo zazwyczaj posiadam te drogeryjne lub perfumeryjne, PuPa, Borjuis, Lancome, Loreal, Estee Lauder... albo zwykły Maybelline. Teraz dostałam wegańską maskarę i nie zawaham się jej użyć ;) 

Całe pudełko jak widzicie jest dla mnie na plus. Do tego przyszło ślicznie i świątecznie zapakowane <3 

------------------------------------------------------

Jeśli chodzi o boxy, na rynku pojawiają się coraz to nowe pudelka - ostatnio trafiłam dzięki Agacie na pudło MyFavouriteBox, ktory powiem szczerze chyba może dorównac Chillboxowi. Na razie go nie subskrybuję, ponieważ kosmetyków mam pod sufit a i kasa teraz jest bardzo potrzebna na inne wydatki. A Wy może miałyście już to pudełko, spisuje się jakoś? 

------------------------------------------------------

Jeśli o Agacie mowa, to dokładniej o pudełku dowiedziałam się od DailyLifeByM, która prowadzi ten kanał na YouTubie KLIK . filmy są ciekawe, opinie rzetelne no i sama Agata jest to niesamowita, mądra, ładna (z pięknymi włosami!) babeczka, która wie co mówi i co najważniejsze - nie owija w bawełnę. 
Jeśli macie ochotę jej posłuchać (mnie Aga zawsze towarzyszy podczas realizacji moich projektów i podczas sprzątania) to polecam, bo czas mija z nią na prawdę przyjemnie. 
Zachęcam też do subskrypcji jej kanału - praktycznie codziennie nowy i ciekawy filmik, taki idealny do kawy, na rozpoczęcie dnia.

-----------------------------------------------------

I to chyba tyle - postaram się jak najszybciej poprawić z częstotliwością publikacji ;) 

pozdrawiam Was wszystkie :)






Czytaj dalej...

Aloesowy tonik Avebio, dla włosów, twarzy i ciała

Hey.
Znacie to powiedzenie "jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego"? Na pewno znacie i w większości przypadków tak jest, czy to kosmetycznych, czy innych.
Ale, są wyjątki i takim wyjątkiem jest aloesowy tonik od Avebio.


Jest to naturalny tonik aloesowy  o działaniu nawilżającym i przeciwstarzeniowym.  Zawiera aż 99,4% czystego, naturalnego soku z miąższu aloesu, który znany jest z właściwości antyalergicznych i nawilżających. Tonik zapewnia skórze dogłębne nawilżenie, działa przeciwzapalnie i kojąco.


Preparat otrzymujemy w ciemnej szklanej butelce o pojemności 100 ml. Za tonik zapłaciłam 19 zł i nabyłam go TUTAJ.
Butelka posiada kroplomierz, jednak nie jest wkurzający jak niektóre tego typu "urządzenia" i kropelki lecą ładnie, równo i szybko.

O toniku jego producent pisze krótko, zwięźle i na temat: "Stymuluje regenerację komórek, przyczynia się do wzrostu kolagenu, wygładza i uelastycznia. Redukuje stany zapalne i reakcje alergiczne skóry. Może być stosowany do pielęgnacji skóry i włosów. Doskonale sprawdza się w pielęgnacji każdego rodzaju skóry. Szczególnie zaś polecamy stosowanie toniku aloesowego do nawilżania skóry bardzo suchej, dojrzałej i starzejącej się, a także skóry podrażnionej i trądzikowej, ze skłonnością do częstych stanów zapalnych."


Kosmetyk kupiłam "dla włosów". Chciałam nawilżać nim skalp i pasma.
Jak się sprawdził? Rewelacyjnie!
Jeśli chodzi o skórę głowy, wcierałam go różnie, na sucho, na mokro, jako mgiełkę po rozcieńczeniu w wodzie. - przynosił ulgę i ukojenie w czasie, kiedy mój problem nie był jeszcze tak poważny i dokuczliwy.
Jeszcze fajniej działa na włosy. Aplikuję go na na 3 sposoby - wgniatam tonik w mokre włosy, psikam rozcieńczony w wodzie jako mgiełkę -  w mokre pasma, albo w suche. Włosy po nim stają się puszyste, mięsiste i niesamowicie nawilżone oraz błyszczące. Nie są przeciążone ani lepkie, nie przetłuszczają się za szybko.
Dodawałam zawsze kilka kropel do maski, działam nim kiedy tylko mam okazję.
Taka mieszanka mgiełkowa, wsparta jeszcze żelem z aloesu (czyli woda, żel i tonik) skutecznie chroniła moje włosy, gdy nie mogłam używać masek ani odżywek i nadawała im ładnego wyglądu. 



Jeśli chodzi o twarz, długo nie musiałam go stosować, jednak mój problem wypadających włosów (KLIK) wprowadził mnie w takie stany smutku i małej depresji, że nie robiłam sobie już nawet deserów z nasionami Chia (KLIK). Odbiło się to na mojej skórze już po około tygodniu - suche skórki, nieprzyjemne uczucie pieczenia. Tonik pomógł od razu. Oczywiście doraźnie, ale jednak przetarcie nim twarzy natychmiast nawilżyło cerę a suche skórki zniknęły na dobre 4 godziny. Po trzech dniach stosowania średnio 3-4 razy dziennie problem suchości wyraźnie się zmniejszył.



Niestety, tonik nie pomógł na stan zapalny mojej skóry głowy, choć doraźnie lekko koił miejsca mocno piekące. Nie jestem na niego o to jakoś specjalnie zła - to w końcu nie lek, a stan mojej skóry jest zbyt poważny, aby zwykły tonik mnie "wyleczył".

Polecam tonik każdemu. Jest to najlepszy tego typu produkt aloesowy jaki znam. Zaleta tego produktu jest to, że ma on 100% naturalny skład, bez parabenów, PEG-ów, alkoholu, substancji zapachowych i barwników oraz zawiera min. 99,4% czystego soku z miąższu aloesu.


Skład:
Aloe Barbadensis Leaf Juice (min. 99,4%), Potassium Sorbate (konserwuje, chroni przez dostaniem się do produktu zarazków), Sodium Benzoate (działa konserująco i przeciwbakteryjnie, wspomaga działanie Potassium Sorbate).


Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka