InvisiBobbles - dla jednych hit, dla innych kit, a dla mnie?

Heyka.

Dziś o rozsławionych gumkach. Tak tak, kolejny post o TYCH a nie innych sprężynkach. Ale nie wiem czy do końca taki sam, jak inne.

Pierwsze IB kupił mi w prezencie narzeczony - 3 sztuki czarnych gumek. Po kilku dniach dokupiłam sobie różowe i bezbarwne, uprzednio nie testując tych zakupionych najwcześniej. Oryginały otrzymujemy w przeźroczystych, malutkich pudełeczkach, często z grafiką nawiązującą do nazwy koloru sprężynek. Kosztują od 12 do 18 zł za paczuszkę, ale można je kupować także na sztuki, w cenie od 4 zł do 6 zł.Ich głównym zadaniem jest nie odgniatać włosów.
Gumki te bardzo chciałam mieć, ponieważ inne obietnice producenta, o braku uczucia ściągnięcia włosów i wyeliminowaniu bólu skóry głowy w miejscu kucyka bardzo mnie zachęcały i wręcz napełniały radością. Niestety, zawiodłam się.


Plusy i minusy InvisiBobbles najlepiej przedstawić w dokładnie takim podziale, jedno pod drugim. Pamiętajcie, że mam włosy średniej grubości i średniej gęstości, jednak dosyć mocne. Cebulki mam z kolei małe i słabsze, ciągle pracuję nad zwiększeniem ich odporności i nad ich wzmocnieniem. Opis gumek będzie więc odzwierciedlał użytkowanie na takich właśnie włosach. Ponad to, niestety rodzinnie, mam bardzo wrażliwą głowę, nie noszę spinek, ani opasek, kucyk czy kok też odpada, po godzinie mam potworny ból głowy i zawroty, ale moja mama i babcia również mają takie objawy podczas stosowania ozdób do włosów. Jedynie warkocz jest ok.




No więc do rzeczy.

PLUSY:
- wspaniała gama kolorystyczna
- estetyczne opakowanie
- łatwość w dbaniu o gumkę i jej czystość
- brak odgnieceń na włosach (główne zadanie gumek spełnione)
- optyczne zwiększenie gęstości kucyka
- jest dosyć mała, ale rozciągliwa, nada się do każdej objętości włosów

MINUSY:
- cena
- gumki kupiłam, aby wreszcie móc zacząć nosić kucyki, bo jak obiecywał producent, gumka nie ściąga mocno włosów włosów. Niestety, podczas używania IB mam tradycyjny ból głowy
- mało tego, po ściągnięciu gumki boli mnie skóra głowy podczas jej dotykania, a według producenta, miała nie boleć
- przy ściąganiu gumki można wyrwać kilka włosów, ale na to jest rada - należy gumkę odwijać, a nie zsuwać
- gumka czasem ześlizguje się z włosów samoistnie o parę mm, albo naciągnięta podczas zakładania dopasowuje się do objętości włosów i tym samym kurczy, co skutkuje ciągnięciem za pojedyncze włoski. To bardzo nieprzyjemne uczucie
- gumka nie jest w stanie utrzymać wysokiego kucyka, który brzydko opada, chyba, że owiniemy nią włosy kilka razy, ale wtedy gumka zaczyna wyglądać jak pognieciony sznurek. Nie wiem jak jest przy bardzo grubych i gęstych włosach, być może taki kuc gumka jest w stanie utrzymać wysoko i jakoś wyglądać
- tworzywo jest wg mnie zbyt gumowate, co właśnie powoduje, że ciągnie pojedyncze włoski, choć na szczęście nie tak bardzo jak zwykła recepturka.



Jestem trochę rozdarta, ponieważ z jednej strony IB ma tyle wad w przypadku użytkowania ich przeze mnie, ale bardzo fajnie optycznie zagęszcza mi kucyk i nie odgniata włosów. Najbardziej przeszkadza mi to ciągnięcie pojedynczych włosków, kiedy się kurczy. W zwykłej frotce nie ma tego efektu, ale za to ogonek jest lichy. Tak czy siak, nie jest to akcesorium, które w końcu pozwoli mi nosić związane włosy przez cały dzień. W przypadku tylu wad i zaledwie kilku zalet, nie jest to dla mnie nic wystrzałowego. Jeśli natomiast powstaną kiedyś IB z jakąś materiałową, elastyczną powłoką, być może wtedy będę bardziej zadowolona z tych gumek. Na razie oceniam je bardzo przeciętnie.Co najgorsze, nie wyeliminowały bólu głowy.


Czytaj dalej...

Północne, czarne mydło DETOX od Natura Siberica - mój niezbędnik w pielęgnacji skóry twarzy

Witam.

Dziś zapowiedziana recenzja pewnego czyściciela - Północnego, czarnego mydła detox, które wyprodukowała Natura Siberica. 


Do kupna tego mydła podchodziłam od marca - kiedy pierwszy raz zauważyłam je na którymś z blogów. Autorka pisała tam o efekcie WOW jaki tworzy mydło, ale też o tym, że bardzo wysusza. Ja niestety mam bardzo suchą cerę i mydła się bałam, choć ciekawiło mnie bardzo. Jednak od eksperymentów skutecznie podtrzymywała mnie cena - 48 zł za 120 gram. Któregoś jednak dnia, kiedy kupowałam kilka drobnostek, postanowiłam wrzucić do koszyka to mydło i po dwóch dniach było u mnie.



Pierwsze, co poczułam po odpakowaniu kartonika z mydłem z folii ochronnej, to niesamowicie intensywny, wręcz mdły zapach marcepanu. Lubie marcepan, ale bez przesady. W opakowaniu znajdował się kosmetyk - w ślicznym, czarnym, stylowym słoiku oraz czarna gąbka - miękka, wilgotna, nasączona jakimś płynem, oczywiście o zapachu marcepanu, która ma pomagać w myciu się produktem. 
obecnie zapach jakby zwietrzał, nie jest już nachalny, za to stal się przyjemny i delikatny.




Głównym składnikiem mydła jest węgiel aktywny – składnik bardzo chłonny, która łatwo absorbuje powierzchowne i głębokie zanieczyszczenia z porów. Posiada w składzie oleje i ekstrakty z dzikich ziół i jagód zebranych w północnej Rosji i Syberii. Zapewnia doskonałe oczyszczenie. Wykazuje właściwości przeciwutleniające, nawilżające i zmiękczające, ze względu na obecność w jego składzie oleju z rokitnika zwyczajnego (zmiękcza, odżywia i poprawia elastyczność i koloryt skóry) i trawy cytrynowej Dalekiego Wschodu (skuteczny tonik, jest aktywnie zaangażowany w pobudzanie procesów metabolicznych, zapewnia ochronę skóry przed wpływem środowiska.).
Mydło w swoim składzie zawiera także:
Olej cedrowy syberyjski - zawiera witaminę E i witaminę P, które przyczyniają się do zmiękczania, nawilżania i wzmocnienia skóry. Reguluje odnowę komórek skóry.
Olej z nasion lnu - ma działanie przeciwzapalne i antyseptyczne. Zawiera witaminy F, leczy stany zapalne skóry.
Ekstrakt z brzozy karłowatej-  nawilża skórę, wspomaga jej regenerację i ma tonizujący efekt, wygładza i odmładza skórę i przywraca jej naturalny kolor i jędrność, czyniąc ją miękką i delikatną.
Ekstrakt z maliny moroszki - zawiera witaminę C, wielonienasycone kwasy tłuszczowe Omega-3 i omega-6 oraz antyoksydanty. Skutecznie odbudowuje skórę i chroni przed wpływem czynników zewnętrznych.
Ekstrakt z borówki pobudza - metabolizm komórek skóry, poprawia jej koloryt i elastyczność, a także ma działanie przeciwzapalne i wspomaga gojenie ran.
Olej z nasion maliny Sachalin - ma działanie przeciwzapalne i bakteriobójcze.


Sposób użycia według producenta: Namoczyć gąbkę (gąbka znajduje się wewnątrz opakowania). Nabrać gąbką mydło detox. Rozprowadzić mydło na twarzy, delikatnie masować twarz gąbką, omijając okolice oczu. W przypadku kontaktu z oczami przemyć obficie wodą. Zmyć gąbką mydło z twarzy. Poczekać do wyschnięcia i zaaplikować swoje podstawowe środki pielęgnacyjne (krem / serum). Na koniec opłukać i osuszyć gąbkę. Zaleca się nie stosować więcej niż dwa razy w tygodniu.


Mój sposób używania mydła: Twarz z pomocą gąbki umyłam raz i było to na prawdę niewygodne. Gąbka jest duża i nieporęczna. Kolejne razy myłam się dłońmi i palcami, później zaczęłam stosować gąbeczkę YASUMI Konjac. Produkt wmasowywałam w twarz około minuty. Czarną gąbka z zestawu zmywałam czarne mydło - do tego nadaje się świetnie, bo jak pisałam, jest spora, wielkości dłoni. Inne kosmetyki, jak np. maski też świetnie schodzą z jej pomocą. Początkowo nabierałam zbyt dużą ilość detoxu i produkt zaczął bardzo szybko znikać ze słoiczka. Za każdym razem zmniejszałam porcję i doszłam do kawałka wielkości fasolki - ma takie samo działanie, jak większa, niepotrzebnie tak wielka ilość kosmetyku. Używałam 3-4 razy w tygodniu. Podczas mycia i płukania na umywalce osadza się czarny pyłek - malutkie drobinki, których w mydle są chyba miliardy

No i jeśli o działaniu mowa - są osoby, które już za pierwszym razem są zszokowane (pozytywnie) działaniem mydła. Ja do nich nie należę. Szczerze powiem, że po pierwszym myciu byłam nieco zawiedziona - tyle kasy, takie dobre opinie, a tu zero efektu. Nie poddałam się jednak i przez 5 dni z rzędu detoxowalam produktem twarz. Efekt powoli było widać - ładna, napięta skora, czyste pory, zmniejszona ilość zaskórników. Wyrównany koloryt cery, zmniejszenie przebarwień, szybko znikające pozostałości po niedoskonałościach.  Po tym intensywnym tygodniu czyszczenia, przeszłam do 3, czasem 4 myć w tygodniu z użyciem tego kosmetyku i efekt nadal się utrzymuje. 



Jeśli chodzi o wysuszenie cery - nie odnotowałam! Nie wiem czemu na niektóre osoby mydło działa wysuszająco, ale na mnie, o dziwo, działa nawilżająco i odżywczo. Jest to dla mnie bardo pozytywne zaskoczenie, bo spodziewałam się po myciu czystej, ale bardzo wiórowatej skóry, a tu takie pozytywne zaskoczenie. 
Jedyne co wysycha, to czarna gąbka - prawdopodobnie w fabryce została nasączona jakimś płynem, aby nie stwardnieć. Po wypłukaniu gąbki woda, na drugi dzień jest twarda i mam wrażenie, że da się ja ukruszyć, jednak wystarczy na sekundę wrzucić ją do wody, aby znów była mięciutka. 


Podsumowując - polecam to mydełko, bo jest rewelacyjne. Nic tak dobrze nie doczyszcza mi twarzy, jak ono. Poczałkowo ma intensywny, mdły zapach, ale z czasem staje się on delikatniejszy i przyjemny. Produkt nie wysusza mi skóry, za to ładnie ją odżywia i pozostawia zadbaną, z ujednoliconym kolorytem. Na pewno, na 100% kupie kolejne opakowanie, bo ten kosmetyk stał się niezbędnikiem w mojej pielęgnacji. Jedyne, czego od siebie samej teraz oczekuje względem tego mydła, to lekkie odzwyczajenie się od niego i zmniejszenie stosowania go z 3 do 2 dni w tygodniu.

I na koniec jeszcze INCI:
Aqua, Sorbitol, Sodium Cocoyl Isethionate, Stearic Acid, Coal, Parfum, Hippophae Rhaimnoides Fruit Oil*, Hippophae Rhaimnoidesamidopropyl BetaineHR, Pinus Sibirica Needle ExtractWH, Pineamidopropyl BetainePS, Picea Obovata Needle  ExtractWH, Abies Sibirica Needle ExtractWH, Shizandra Chinensis Fruit Extract, Linum Usitatissimum Seed Oil*, Rubus Idaeus Seed Oil*, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Betula Alba Sap*, Vaccinium Vitis-Idaea Fruit  Extract, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Soidum Benzoate.

(*) Wydano z rolnictwa ekologicznego
(WH) Ekstrakty organiczne dziko rosnących roślin Syberii
(PS) Oleju z nasion Sosny Syberyjskiej
(HR) Dziko zbierane pochodne oleju Rokitnika Ałtajskiego



Czytaj dalej...

Tresemme Thermal Recovery, Intensive Repair & Rehydration - bardzo fajna maska wygładzająca


Heyka.

Dziś o kosmetyku, którego w sklepie raczej nie idzie dostać. Jest to produkt, w który zaopatrzyłam się w internecie na Allegro - maska Tresemme Thermal Recovery, Intensive Repair & Rehydration.


Kosmetyk kupiłam, bo miałam taką fanaberię przy okazji kupowania kolejnego już opakowania psikacza z Tresemme, który chroni przed temperaturą, z którego jestem bardzo zadowolona. Miałam wcześniej 2 produkty tej firmy i nie zawiodły mnie, więc wobec tej maski miałam na prawdę spore oczekiwania, może nie tyle co do odżywienia, co do wizualnej poprawy ich wyglądu..

Produkt przyszedł do mnie w solidnym, plastikowym słoju - białym z czerwoną nakrętką. Wszystkie etykiety są po angielsku, ponieważ nie mamy w Polsce jako takiego dystrybutora, który przetłumaczyłby nam informacje - kosmetyki z Tresemme z tego co widziałam są tylko w nielicznych sklepach internetowych i na Allegro, sprowadzane z UK w celach czysto handlowych, ponieważ jest to firma zajmująca się tworzeniem produktów profesjonalnych, dla salonów fryzjerskich. W Anglii dostępność produktów z Tresemme jest dużo lepsza niż u nas.
Produkt ma charakterystyczny zapach, dokładnie taki sam jak psikacz - delikatny, ładny, bardzo "salonowy". Za 500 ml zapłaciłam 24 złote i kupiłam TUTAJ KLIK.

Maska Tresemme Thermal Recovery ma za zadanie zapobiegać przesuszaniu się włosów, zatrzymywać w nich wodę, a uprzednio dobrze je nawilżyć, przywrócić pasmom blask, siłę i  sprawić, by stały się mocne, zdrowe i odporne na uszkodzenia. Dodatkowo chroni włosy przed szkodliwym działaniem temperatury z suszarki i prostownicy. Zawiera sok z liści aloesu i olejek ze słodkich migdałów, a pełen skład znajdziecie poniżej na zdjęciu, ponieważ co jakiś czas ulega on zmianie, niestety jak doczytałam, na gorsze:


Jak widzicie skład jest długi, mamy tu wspomniane wyżej naturalne składniki (kiedyś były tam jeszcze proteiny soi), silikony, glicerynę, keratynę, jedwab i wiele innych, chemicznych specyfików. Mimo wszystko po przeczytaniu składu maski i znalezieniu słów - sok z aloesu i olej migdałowy, nie byłam w pełni nastawiona na odżywianie włosów. Produkt jest typowo maskujący, wygładzający i otulający, a ze Tresemme działa dobrze na moje włosy - zaryzykowałam.


Maska jest biała i bardzo gęsta, ale mimo swej niesamowitej gęstości - wydajna, oj wydajna. Chyba najwydajniejsza ze wszystkich kosmetyków tego typu jakie znam albo mam. Fajnie, bo starczy na długo i nie zniknie nagle, tak jak np. ostatnio ni z tego ni z owego skończyła mi maska ajurwedyjska. Mniej fajnie, bo zanim ją zużyje, miną wieki.
Na moje włosy wystarczyła mała porcyjka około 20 gram. Produkt rozprowadził się bardzo dobrze. Pierwszy raz Trzymałam go na umytych i wilgotnych włosach tak jak przykazano - 5 minut... plus drugie 5 i jeszcze 5 ;) W sumie 15 minut - od cebulek aż po same końce. Po tym czasie obficie zmyłam maskę wodą, na koniec przepłukując pasma chłodnym strumieniem. Wilgotne włosy były w dotyku niezwykle miękkie i śliskie, mimo, że dobrze je wymyłam. Po wystylizowaniu kosmyków na szczotce mogłam podziwiać efekt końcowy - moje włosy były niesamowicie gładkie, błyszczące, dociążone i jakby grubsze, ale niestety, lekko obciążone. Kolejne 2 razy nakładałam maskę znów na 15 minut, ale około 2-3 centymetry od skalpu i to było to - efekt tak dobry jak poprzednio ale bez obciążania. Za pierwszym razem włosy wytrzymały dwa dni bez mycia (ale myłam rano na pierwszy dzień, więc po nocy i po całym kolejnym dniu zaczęły się przetłuszczać). Kolejne razy, gdy maska nie dotykała skóry głowy, włosy spokojnie mogły na drugi dzień wieczór uchodzić jeszcze za "wyjściowe".


Czy polecam ta maskę? Hmm.. polecam ją każdemu, kto chce wygładzić kłaczki i uchronić je od wysokiej temperatury. Polecę też osobom, które nie mają problemów z przetłuszczaniem się skóry głowy. Maska nada się też dla osób, których włosy nie są skłonne do przeciążania się. Na pewno będzie idealna dla puszących się pasm, niesfornych końcówek czy włosów podniszczonych. Nie jest to jednak moim zdaniem kosmetyk typowo kondycjonujący na dłużej - za dużo tu chemii, za mało dobra. Dla mnie jest to produkt idealny w momencie, kiedy chcę wyglądać dobrze i nie martwić się, że gdzieś coś się spuszy, albo zacznie odstawać. Na co dzień wolę jednak maski z bardziej organicznymi składnikami.
Szczerze mówiąc, produkt mnie nie zawiódł, bo tak jak pisałam, nie oczekiwałam, że nagle sok z aloesu cudownie nawilży mi klaczki, a olej z migdałów je nabłyszczy.  Fakt, włosy są nawilżone i błyszczące i na pewno jest to jakaś tam zasługa tych składników, ale nie czarujmy się, polowa INCI to składniki, które mają za zadanie poprawić ogólny wygląd włosa i otulić je filmem, swego rodzaju barierą ochronną przed temperaturą i czynnikami atmosferycznymi. Ich zadaniem jest tez zatrzymać wilgoć we włosie. I tą role maska spełnia. Dodatkowo ilość silikonów w tej masce na pewno uchroni nam włosy przed słońcem i mechanicznymi uszkodzeniami.





Czytaj dalej...

Zapowiedzi przyszłych recenzji, Tresemme, Mydło detox NS, Invisibobbles, Maska PO, Balsam do ciała Naturalis

Witam.

Choć obecnie nie ma mnie w kraju, nie zapomniałam o tym, aby dostarczyć Wam garści nowych recenzji. Ostatnio sporo się działo, ale tez sporo nowości pojawiło się w mojej szafce i na mojej głowie/ciele.

Przez najblizsze dwa tygodnie będziecie mogli poczytać o:
  • Masce Tresemme Thermal Recovery - wobec tego kosmetyku miałam bardzo wygórowane oczekiwania, ponieważ kosmetyki tej firmy nigdy mnie nie zawiodły. Czy tak było i tym razem dowiecie się śledząc na bieżąco mój blog,
  • Czarne mydło detox od Natura Siberica - po pierwszym uzyciu mój zachwyt był średni, ale jeśli jesteście ciekawe, co działo się dalej, w miarę regularnego stosowania tego kosmetyku, zapraszam do lektury,
  • Balsam Naturalis ARONIA, którym przygotowywałam nogi na wyjazd. Czy pomógł moim bardzo unaczynionym nogom, przekonacie się niebawem,
  • Maska do włosów Africa MANGO od Palneta Organica - kupiłam ją, bo byłam jej ciekawa, a czy moja ciekawość została nagrodzona czy nie, o tym przeczytacie za niedługo,
  • Coś co wszyscy znają, chwalą i kochają, ale czy ja tak samo podzielam zachwyt? Gumki InvisiBobbles.



To tyle z zapowiedzi na najbliższe tygodnie. Powoli kończą mi się produkty do recenzowania, a nie chcę kupować nowych, bo przecież stare trzeba zużyć. Na wakacjach testuję także olejek z pachnotki, więc i on po powrocie doczeka się osobnego postu, wraz z kilkoma innymi tłuścioszkami ;)


Pozdrawiam


Czytaj dalej...

I LOVE ESTONIA, tydzień tematyczny z Natura Siberica

Witam,

Kiedy zobaczyłam nowa linie Natury Siberiki, moje serce szybciej zabiło, w oczach pojawił się błysk i..trochę żalu, bo jak zwykle, produkty tej marki są wręcz oburzająco drogie. Żeby mnie nie kusiło, szybko zamknęłam stronę z tymi kosmetykami i zapomniałam o nich...a raczej chciałam zapomnieć. Jak wiecie, uwielbiam wszystko (poza kremami do twarzy) co NS wyprodukowała i jestem ich wielką fanką. Gdy podczas zaopatrywania się w Triny.pl w kosmetyki na wakacje zauważyłam, że i ten sklep powoli wprowadza nowe linie NS do swojego asortymentu, przepadłam. No bo przecież to tak przy okazji, dla wypróbowania można kupić. I kupiłam...


Triny kolejny raz się spisało i na drugi dzień miałam już w łapkach moje dwa nowe cuda. Przyszły w przecudownych, białych opakowaniach z niebieską grafiką kwiatu - chabra. Butelka szamponu co prawda jest niebieska, ale etykieta jest także biała. Maska znajduje się w tubce. Oba opakowania mają piękne, złote, błyszczące napisy. Podobają mi się też male, czarne ptaszki przy nazwie firmy.



Seria I LOVES ESTONIA charakteryzuje się zawartością ekstraktów z kwiatu chabru i ekstraktem z owoców północnej maliny moroszki i choć głównie moroszka wiedzie tu prym w większości opisów produktów, to własnie chaber zdobi nam opakowania. Produktów do włosów mamy z I loves Estonia trzy - prócz dwóch z tego posta, pozostaje jeszcze balsam, który czeka w szafce, bo przyszedł trochę później i czeka na testowanie . Są jeszcze kremy do twarzy i żel pod prysznic.


Za szampon o pojemności 400 ml zapłaciłam około 18 zł, za maskę 20 zł za 200 ml. W sumie komplet kosztował mnie 38 zł.

-------------------
SZAMPON

Co obiecuje nam producent:

Regenerujący szampon do włosów stworzony został z myślą o pielęgnacji osłabionych, zniszczonych i wymagających regeneracji włosach. Ekstrakt uzyskany z zebranych w środku lata kwiatów chabru jest źródłem flawonoidów, które mają korzystny wpływ na wrażliwą skórę głowy. Uspokaja, łagodzi podrażnienia i przywraca równowagę. Ekstrakt z owoców północnej maliny moroszki dzięki zawartości witamin C i E, prowitaminy A i kwasu jabłkowego zapewnia włosom jedwabisty blask i odżywia je na całej długości.  Stymuluje mieszki włosowe i przyspiesza wzrost włosów, chroni je przed działaniem czynników zewnętrznych i wygładza. Sprawia, że włosy są miękkie, mocne, lśniące i wyraźnie pogrubione.
Dodatkowo szampon charakteryzują:
- łagodne środki myjące nie podrażniają skóry
- odpowiedni do pielęgnacji wrażliwej skóry głowy
- brak w składzie SLS, SLES, parabenów, PEG-ów, silikonów i sztucznych barwników



Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sodium Chloride, Centaurea Cyanus Flower Water*, Glycerin, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Parfum, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Tocopherol, Citric Acid, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool.

------------------
MASKA

Co obiecuje producent:

Regenerująca maska do włosów z ekstraktem z owoców północnej maliny moroszki, przeznaczona jest do pielęgnacji osłabionych, zniszczonych i suchych włosów. Bogata w prowitaminę A, witaminy C i E oraz organiczne kwasy – jabłkowy i cytrynowy – zapewnia włosom doskonałe nawilżenie i odżywienie. Wzmacnia włosy na całej długości, wygładza ich powierzchnię, przywraca miękkość i blask. Dodaje objętości i ułatwia rozczesywanie włosów. Ekstrakt z kwiatów chabru i zawarte w nim flawonoidy pielęgnują włosy i skórę głowy, odświeżają, tonizują i chronią skórę przed podrażnieniami.

Zalety:
- bazuje na naturalnych składnikach roślinnych
- nie zawiera parafiny, PEG-ów, parabenów, sztucznych barwników
- odpowiednia do pielęgnacji włosów suchych, zniszczonych i osłabionych
- chroni wrażliwą skórę głowy przed podrażnieniami


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Esters, Cyclopentasiloxane, Bis-Cetearyl Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Phospholipids, Glycine Soja Oil, Glycolipids, Glycine Soja Sterols,  Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Benzyl Alcohol, Dimethiconol, Silk Amino Acids, Cetrimonium Bromide, Centaurea Cyanus Flower Water*, Glycerin, Rubus Chamaemorus Fruit Extract, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid, Limonene, Hexyl Cinnamal, Linalool.

--------------------------
MOJE WRAŻENIA:

Zacznę od tego, co mnie w tej serii boli, a o czym nie wspomniałam wcześniej: Przecudnej urody opakowanie zdobi napis LIMITED EDITION. Nie wiem czy edycja została wypuszczona i się wyprzedaje, czy jest jakiś określony termin produkcji, która, oby, jeszcze trwa. Boli mnie to bardzo ponieważ kosmetyki są FANTASTYCZNE! 



Zapach - cudowny, świeży, lekko owocowy.
Kolor szampon jest bezbarwny, maska jest biała, delikatnie perłowa.
I działanie! Działanie jest rewelacyjne. Jak zwykle NS mnie nie zawiodła. Ale może po kolei.
Szampon myjąc bardzo fajnie się pieni i jest niesamowicie wydajny. Niewiele go trzeba aby dobrze umyć całą głowę, a gęsta piana załatwia nam sprawę na długości. Po spłukaniu pasma są niesamowicie gładkie, domyte i wyglądają dobrze. W dotyku są śliskie, mięsiste i mocne.
Jeśli chodzi o maskę, uczyłam się na niej oszczędności kosmetyków tego typu - myślałam, że będzie średnio, ale tak samo jak szampon, maseczka jest wydajna i niewiele jej potrzeba, aby pokryć wilgotne włosy, od cebulek, aż po końce. Produkt trzymałam na głowie około pół godziny, po tym czasie spłukiwałam. Zmywa się łatwo i przyjemnie, maska dobrze się wymywa.
Włosy stylizowałam jak zwykle, na któryś z posiadanych przeze mnie trzech produktów NS (no a jakże by inaczej), raz włosów nie stylizowałam, co pokazałam TUTAJ KLIK.



Pasma po użyciu tego duetu są śliczne - bardzo gładkie, ale nie obciążone, sypkie, lśniące i niesamowicie miękkie. Czuje, że pasma są nawilżone, wyglądają zdrowo i są dobrze odżywione. Końce się nie puszą, pojedyncze kosmyki nie strączkują i są dobrze dociążone, nie fruwają w nieładzie. Kosmetyki te nie powodują skrócenia świeżości moich włosów. Podoba mi się to, że I loves Estonia ujarzmiło moje babyhairs na czubku głowy - tylko kilka kosmetyków to potrafi. Włosy rzeczywiście wydają się grubsze, mocniejsze, choć nie gęstsze, po prostu nie wyglądają na słabizny.
Jestem bardzo zadowolona z tego duetu i na pewno, gdy zauważę, że czas edycji limitowanej dobiega końca - kupie te produkty jeszcze raz.
Z Natury Siberici interesuje mnie jeszcze linia Gzel - czy któraś z was miała te produkty? Co możecie o nich powiedzieć? U mnie na razie grzeją miejsce w szafce, chyba wypróbuję je dopiero w połowie lipca.



Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka