HerbOlive - olejek na włosy, który waży sto kilo

Heyka.
Będąc w Grecji nie mogłam opuścić tego kraju bez oliwkowych kosmetyków do włosów. Kupiłam sobie maskę, która jest całkiem dobra, oraz olejek - bohatera dzisiejszego postu.


Olejek kosztował dużo - nie pamiętam ile, ale wiem, ze obchodziłam go kilka dni, wpatrując się w półkę, zanim zdecydowałam się go kupić. Bioaktywne naturalne składniki, organiczna oliwa z oliwek, olejek arganowy, olej ze słonecznika czy tez dość wysoko postawiony silikon przekonały mnie ostatecznie do zabrania go do Polski. 

Produkt mieści się w plastikowej butelce z atomizerem. Opakowanie jest żółte i zawiera 150 ml olejku. Sam kosmetyk pachnie ślicznie, bardzo słodko, ale nie mdło. Zaleca się niewielką ilość olejku rozprowadzić na mokrych albo suchych włosach, w zależności od potrzeby i upodobań. Produkt ma nam nabłyszczać włosy, zabezpieczać je, nawilżać i dobrze działać na rozdwojone końcówki.


I co ja mogę powiedzieć? Generalnie, że poza ślicznym zapachem olejek jest beznadziejny w swojej formule. Niezależnie od tego, czy naniosę na włosy pięć litrów, czy pół kropelki, czy włosy będą mokre, czy suche - aplikacja tego produktu kończy się ponownym myciem włosów. Gdy mam czas na ewentualne błędy, sięgam po niego, co raz to z nową nadzieją i zawsze jest tak samo - włosy są tłuste, "mokre" i brzydkie. Nie, nie używam go na całe pasma, tylko na końcówki. Zlepiają się one w strąki i wyglądam, jakbym przed chwilą wyszła z basenu. 
Kropelka roztarta w dłoniach i wtarta w suche końce automatycznie sprawia, że robią się one lepkie, tłuste i nieświeże. Taka sama kropelka wtarta w mokre włosy, tak samo jak zawsze robię to olejkiem z Garniera powoduje, że końców nie da się wysuszyć.


Ten produkt to totalna klapa. Służy mi jako mgiełka - podkład pod maskę przed myciem. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy nawilża pasma. Na pewno je nabłyszcza, ale trochę za bardzo ;)

Olejku nie dostaniemy w Polsce stacjonarnie, ale zauważyłam jakiś czas temu, ze był na Allegro i w jakimś sklepie online. 


Nie polecam absolutnie tego produktu, nawet dla długich i suchych włosów, bo ten olejek jest chyba w stanie przetłuścić nawet snopek siana stojący w palącym słońcu przez całe wakacje. 
Jeśli będziecie w Grecji na zakupach, omijajcie ten kosmetyk z daleka ;)
Czytaj dalej...

Jesienne nawilżenie w minirecenzjach - cztery kosmetyki, które dały sobie radę!

Witam.
To jest wpis z serii postów z minirecenzjami, ponieważ dziś wyrażę opinię o produktach, które u mnie w domu gościły jako próbki, dzięki temu, że znalazły się w boxach kosmetycznych. Tym razem chciałabym opisać cztery produkty, których zadaniem jest nawilżenie. Znajdzie się tutaj jeden szampon, dwa kremy i jeden żel do mycia twarzy:


-------------------------------------------------------

SZAMPON Beaver Hydro, Repair Rescue.

Otrzymałam buteleczkę 60 ml i starczyła mi na 6 razy, ponieważ od jakiegoś czasu myje tylko skalp, a resztę włosów obmywa piana. 

Szampon ma za zadanie naprawiać, wzmacniać i chronić włosy. Przywraca witalność i blask. Po zastosowaniu włosy są odpowiednio nawilżone i bardziej podatne na układanie. Posiada aktywne składniki, takie jak: proteiny kolagenowe, witamina E, ceramidy, lecytyna i olej sojowy. Jego wartość pH (5.5-6.5) przywraca skórze naturalną równowagę.

Skład:Water (Aqua, Eau), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Dimethicone, Cocaamide Mea, Parfum, Hydrolyzed Keratin,Zinc Pyrithione, Hydrolyzed Wheat Protein, GuarHydroxypropyltrimonium Chloride, Quaternium-82, Carbomer,SodiumChloride, Methylchloroisothiazolinone andMethylisothiazolinone, Tetrasodium EdTA, CI 19140, CI 16035, CI 42090

No cóż, moje zdanie na temat "naprawiania" włosów już znacie od dawna. O ile jestem w stanie uwierzyć że rytuały fryzjerskie Kerastase czy Olaplex sa w stanie coś zdziałać, tak szampon? No proszę, bez jaj. Natomiast jeżeli chodzi o samo nawilżenie, to tutaj Beaver Hydro sprawdza się rewelacyjnie. moje włosy po nim są miękkie, błyszczące i ładne. Dodatkowo skalp jest wyraźnie nawilżony - zero podrażnień, co ostatnimi czasy jest u mnie ciężko osiągnąć czymś innym niż Sylveco pszenicznym i Petal Freshem z hibiskusem. A ten produkt dał sobie radę, mimo, ze posiada SLES w składzie. Co ciekawe, przedłuża świeżość moich włosów. Niestety, czytałam o nim też kilka niepochlebnych opinii. 
Moja skóra głowy jest po nim ukojona, nie boli, nie piecze i nie swędzi, uzywany był w czsie pomiędzy nawrtami mojej choroby i potem jeszcze dość dużo czasu minęło do kolejnego "boomu". Włosy po tym szapomnie nie są osłabione.
Kosmetyk ma delikatny, lekko kwiatowy, bardzo ładny zapach i przyjemna, kremową konsystencję. 
Pełnowymiarowe opakowanie ma 258 ml i zapłacimy za nie około 40 zł. Powiem Wam, że gdyby nie ta cena, chyba kupiłabym ten szampon, bo miniaturka dała na prawdę pozytywne rezultaty. 



-------------------------------------------------------

Odświeżający ŻEL DO MYCIA TWARZY, Vichy, Purete Thermale

Szkoda że w pudełku była tylko miniaturka, bo choć niesamowicie wydajna, to jednak tylko wersja mini, a żel jest tak fantastyczny, że bije na głowę moje ulubione żele od Sylveco oraz ich Biolaven (choć swoja drogą też są super). Choć pełnowymiarowa wersja kosztuje według mnie majątek (50 zł za 200 ml), żel tak bardzo przypadł mi do gustu, że skusiłam się na niego w aptece. W aptekach SuperPharm są na niego często przeceny o nawet 10 zł.
Produkt wzbogacony jest w nawilżającą glicerynę oraz ekstrakt z Moringi o właściwościach chroniących skórę przed negatywnym wpływem zanieczyszczeń. Żel oczyszcza skórę i pozostawia ją odświeżoną oraz ogranicza dyskomfort spowodowany wpływem twardej wody na skórę. 

Skład:Aqua, Glycerin, Coco-Betaine, Sodium Cocoyl Glycinate, Peg-120 Methyl Glucose Dioleate, Sodium Chloride, Dipropylene Glycol,Lauric Acid, Triethanolamine, Moringa Pterygosperma Seed Extract, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Tetrasodium Edta, Parfum

Jestem niesamowicie zadowolona z tego kosmetyku. Jak wspomniałam, jest wydajny, buteleczka 15 ml starczyła mi na około 13 myć czy to z pomocą Yasumi Konjac Sponge, czy tez przy użyciu zwilżonych dłoni. Wychodzi na to, że pełnowymiarowa butelka starczy na około 170 myć. Pachnie ładnie, jest bezbarwny i ma przyjemna konsystencję. W kontakcie z woda zmienia się w gęstą, myjąca pianę.



-------------------------------------------------------

KREMY DO TWARZY, nawilżające: Vichy Aqualia Thermal oraz Norel Hyaluron Plus

VICHY:

Nawilżenie przez 48H. 
Poprawa sprężystości. 
Oznaki odwodnienia skóry zredukowane. 
Skóra bardziej promienna. 

Woda Termalna z Vichy w połączeniu z trzema energetyzującymi cukrami [KWAS HIALURONOWY + AQUABIORYL™ + λ-KARAGEN] aby przywrócić równomierne nawilżenie we wszystkich obszarach twarzy.

Najwazniejsze składniki aktywne kremu to:
Woda termalna (pielęgnuje, dostarcza minerałów),
Kwas hialuronowy (wiąże cząsteczki wody),
Aquabioryl (tworzy powłokę, która zapobiega odwodnieniu),
λ--Kargen (wspomaga barierę ochronną skóry).

Po zastosowaniu kremu:
- uczucie nawilżenia utrzymuje się przez cały dzień wg 92% kobiet, 
- skóra jest bardziej aksamitna i sprężysta

Cena: 80 zł za 50 ml

Skład:
Aqua / Water, Glycerin, Dimethicone, Caprylic/Capric Triglyceride, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Synthetic Wax, Butyrospermum Parkii Butter / Shea Butter, Alcohol Denat., Hydrogenated Polyisobutene, Ammonium Polyacryldimethyltauramide / Ammonium Polyacryloyldimethyl Taurate, Pentylene Glycol, Glyceryl Stearate, Behenyl Alcohol, Stearyl Dimethicone, Glyceryl Stearate Citrate, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Chondrus Crispus (Carrageenan), Disodium Ethylene Dicocamide Peg-15 Disulfate, Disodium Edta, Caprylyl Glycol, Citric Acid, Biosaccharide Gum-1, Parfum /Fragrance Code Fil : B164017/2.

NOREL:

Krem o aksamitnej konsystencji dla skóry suchej i normalnej, z równoczesnymi objawami odwodnienia – szorstkością i łuszczeniem naskórka. Tworzy na skórze delikatny, jedwabisty film ochronny niwelujący suchość i napięcie naskórka oraz zapewniający długotrwałe uczucie komfortu. Intensywnie nawilża uzupełniając niedobory wilgoci w skórze przez wiele godzin. Wygładza powierzchniowe zmarszczki powstałe z przesuszenia i odwodnienia. Nadaje cerze aksamitną gładkość, miękkość oraz właściwe napięcie i elastyczność.
Receptura kremu zawiera znane z działania składniki aktywne:
- Hydroviton®PLUS (hialuronian sodu, składniki NMF – mocznik, sodium PCA, mleczan sodu oraz sacharydy) – kompleks długotrwale nawilżający, nasyca skórę substancjami silnie higroskopijnymi, które zatrzymują i wiążą wodę  w  naskórku;
- ceramidy roślinne – odtwarzają i uzupełniają naturalne lipidy cementu międzykomórkowego warstwy rogowej naskórka. Uszczelniając cement zapobiegają ucieczce wody z naskórka (TEWL), nawilżają i wygładzają;         
- olej  z  oliwek  – zmiękcza, wygładza i nadaje skórze jedwabistość;
- alantoinę, pantenol – nawilżają, regenerują i łagodzą podrażnienia

Cena: 40 zł za 150 ml.

Skład: podany na zdjęciu poniżej.


Pewnie zastanawiacie się, czemu te kremy nie są rozdzielone. Odpowiedź jest prosta - bo według mnie, mimo różniącego się składu i firmy, maja praktycznie identyczne działanie i oba posiadają w INCI kwas hialuronowy. 
Kremy są świetne, doskonale nawilżają, sprawiają, że skóra jest bardziej elastyczna. Są niesamowicie wydajne dzięki swoim lekkim i "mokrym" konsystencjom. Co ważne, żaden z nich mnie nie zapchał, a to jest wielki plus, bo na razie każdy krem powodował u mnie zapchanie i wysyp pryszczy. 
Mam takie dni, kiedy pojawiają się suche skórki na brodzie i w okolicy ust oraz na policzkach - oba kremy poradziły sobie z nimi rewelacyjnie i już po 2 aplikacjach po skórkach nie było śladu.
Oba kosmetyki pachną świeżo i delikatnie, zapachy nie są ciężkie i nie przeszkadzają podczas aplikacji ani w czasie gdy krem jest na buzi.
Jedyne co je różni, to to, że Norel jest delikatnie bardziej tłustawy, za to Vichy jest lżejszy i lepiej się wchłania. Norel czuć na buzi, pozostawia po sobie delikatna powłokę, Vichy po wchłonięciu jest praktycznie niewyczuwalny i dzięki temu ma nad Norel'em lekką przewagę, mimo, że w działaniu oba kremy, tak jak wspomniałam - są takie same. 


-------------------------------------------------------

I tak oto przedstawiłam Wam dziś świetne moim zdaniem kosmetyki nawilżające, których miniaturki skutecznie przekonały mnie, aby w przyszłości zastanowić się nad inwestycją w pełnowymiarowe produkty. 
Jak wspominała, żel Vichy już nabyłam. Szampon jest na prawdę dobry, ale koszt 40 zł za objętość szklanki, to mocno wygórowana cena (jak na szampon) i muszę się dobrze zastanowić nad tym zakupem. 
Jeśli miałabym wybierać między kremami, postawiłabym na Vichy, bo jest lżejszy, jednak kosmicznie drogi i ma małą gramaturę. Gdyby rozłożyć cenę na koszt 10 ml produktu, Norel kosztowałby 2,66 zł, a  za 10 ml Vichy musiałybyśmy zapłacić aż 16 złotych.

Czytaj dalej...

Wypadające włosy - czwarty tydzień kuracji

Hey.

To już 28 dni od momentu kiedy walczę z wypadaniem zarówno od środka, jak i od zewnątrz.

Włosy, jak to moje włosy - nadal wypadają. Raz jest dzień lepszy, raz gorszy, ale nadal wszystko ponad normę - włosów wypada o wiele za dużo.

Skóra głowy tak samo jak wypadanie - raz lepiej, raz gorzej, ale niestety, nie jest tak, że udało mi się do soboty na chociaż jeden cały dzień  wyeliminować okropne uczucie. Zawsze wieczorem jak nie piekło, to swędziało. I tak cały czas. Zawsze po 18:00 o ile nie wcześniej. To co pomagało, już nie pomaga, ocet, aloes, herbata zielona.. ale coś odkryłam, coś o czym za moment napiszę.

Łykam nadal Vitapil, E, D3 i B oraz Kolagen w dropsach. Piję soki owocowe, zieloną herbatę, od czwartku piję napar z czystka. 

To pieczenie powoli mnie irytowało, ale też starałam się je olewać, bo nie wiedziałam, jak sobie pomóc, więc postanowiłam już się tym nie przejmować. Samo przyszło, to może samo pójdzie, tak jak ostatnim razem. To moje postanowienie skłoniło mnie na skupieniu się teraz już przede wszystkim na ratowaniu wypadających włosów. Czuję się fatalnie, wyglądam fatalnie - włosy są dużo brzydsze, przerzedzone, oklapnięte. Tracą blask. Ratowanie skalpu spowodowało zaniedbanie łodyg, a wręcz ich niszczenie. I tak żadna kuracja na pieczenie i świąd nie dała mi dobrego efektu, więc spasowałam.
Kupiłam kurację na wypadające włosy - olejek, szampon, maskę i serum. Używam od piątku. Zobaczymy po 3 tygodniach jak będzie, bo mniej więcej po takim czasie praktycznie dziennego stosowania mam zobaczyć pierwsze efekty.
Ale ale...! Od momentu używania kuracji, skalp się bardzo uspokoił! Na prawdę. Po prostu nic nie piecze i nie swędzi mnie już od prawie 3 dni.



Włosów już nie liczę, ale nie raz zbiera mi się na płacz, bo jednak nadal je widzę..nie na mojej głowie.

We wtorek byłam u fryzjera podciąć końce. Przez te coraz równiejsze cięcia moja fryzura straciła na objętości jeszcze bardziej. Trudno - te końce musiały być przycięte, bo ocet i herbata wysuszyły je tak, że nie potrafiłam ich już niczym nawilżyć ani natłuścić. Sama fryzura na fotkach nie wygląda dużo krócej niż przed wizytą u fryzjera, ale jednak ponad 3 cm spadło. Obecnie w miejscu mierzenia włosy mają 29 cm.



Wielkim problemem jest to, że przestały się mnie słuchać te bardzo wydegażowane w marcu włosy. Rosną powoli, wykruszają się i sterczą idiotycznie. Na fotkach wyżej widzicie jak to kiepsko wygląda, ale to nic, w porównaniu z tym, co widać przy ostrym świetle i popatrzeniu na pasma od przodu:




Wybaczcie lekką wulgarność, ale za każdym razem gdy to widzę, a widzę codziennie po kilka razy, mam ochotę prać po łbie kobietę, która mi to zrobiła. Lubiłam tą babkę, na prawdę, spoko kobita, taki "równy gość", ale od marca jestem na nią nieprzerwanie wściekła. 

Na osłodę fotki z próby zrobienia fotek, które jednak zostały zdominowane innym rodzajem włosia ;)

 Tak, z tyłu w tle jest legwan






Czytaj dalej...

Projekt denko - 7 produktów, Vichy, Biolaven, Avon, Biovax i inne

Heyka.

Tak się zastanawiałam, czym Was tu dziś uraczyć. Wybór padł na kolejne denko. Ostatnio (aż wczoraj) pokazywałam co tam nowego kupiłam, to teraz czas pokazać, co wykończyłam, tak dla równowagi.


Średnia maska, w kierunku maski kiepskiej. Ciężka, pusząca, włosy po niej były niby ładne, ale jednak w dotyku jakieś tępe. Nie kupię jej ponownie.

2. Olej z nasion Marchwi, Ejta:
Rewelacyjny olejek, zarówno dla włosów, jak i dla skóry głowy. Na twarz jeszcze do nie nakładałam, ale mam już nowa buteleczkę i chętnie sprawdzę działanie także na cerze. Recenzja za jakiś czas :)

3. Płyn micelarny Garnier:
Wielka butla nie do zmęczenia, nie do wykończenia, ale micel fajny. Nie zapychał, nie podrażniał, zmywał tak na 4 z plusem. Dobry produkt. Mam obecnie prawie 4 micele w domu - dużo lepsze - więc do tego już nie wrócę.

4. Vichy, żel do mycia twarzy Purete Thermale - nawilżający:
Rewelacja - żel tak dobry dla mojej skóry na buzi, że pokusiłam się o kupno pełnowymiarowego opakowania. Doskonale myje, nawilża, nie zapycha i nie powoduje niedoskonałości. Dla mnie numer jeden obecnie i pewnie na długi czas. Recenzja produktu mini i produktu pełnowymiarowego już niebawem.

5. Żel pod prysznic, AVON, Senses:
Miałam zielony, cytrusowy, dostałam od mamy. Przyjemny, fajnie pieniący się żel, jednak nie było to coś nadzwyczajnego. Taki produkt który nie robi nic spektakularnego, ale też nie krzywdzi. Bardzo ładnie pachniał, dobrze mył :)

6. Babuszka Agafii, maska do włosów, drożdżowa:
Z tą maską mam problem, bo w działaniu na włosy była rewelacyjna - świetnie dociążała, niesamowicie pogrubiała. Niestety, po zużyciu połowy opakowania zaczęła mnie tak strasznie podrażniać, że bolała mnie cała głowa i miałam napady migrenowe. Niektóre z Was czytałam, że miały podobnie. Szkoda, bo działanie maski jest mega!!

7. Biolaven, żel do mycia twarzy:
Wiecie, że Biolaven lubię. Żel był na prawdę ok, choć czasem mnie podrażnił. Mam z nim tak samo jak z maska, mały problem, bo to na prawdę dobry kosmetyk, ale są lepsze - jak choćby cytrusowy żel z Planeta Organica (Vivhy nawet do nich nie porównuję). Nie kupię go ponownie, ale jeśli kiedyś ktoś mi go kupi, albo znajdę go w jakimś boxie - na pewno wykorzystam. 

I takie to dzisiaj denko. 7 produktów - całkiem fajnych, lecz nie bez wad. Miałyście coś z powyższych? Lubcie? 
Czytaj dalej...

Chillbox październik 2015 + inne dobroci

Hey dziewczyny.

Z wielką radością przychodzę do Was z kolejnym już Chillboxem.

W tym miesiącu nie wszystko poszło dziewczynom zgodnie z planami - stały się popularne, co spowodowało boom na pudełka, co z kolei było powodem zamówienia większej ilości kosmetyków - i dalej -  co z kolei było powodem opóźnienia wysyłki, bo producent dosyłał produkty zza granicy.
I co w związku z tym? No nic - wszystko zostało wybaczone, bo laski uprzedziły nas odpowiednio wcześnie, że taka sytuacja będzie miała prawdopodobnie miejsce. Poza chyba jedną osoba, nikt nie miał z tym problemu. Widzicie, jaki szacunek dla nas, taki dla dziewczyn :) Pełna profeska i sympatia zarazem.

Ok, przejdźmy do konkretów. Oto co znalazłam w dzisiejszym boxie:


1. Żurawinowy płyn micelarny GoCranberry
To już kolejny produkt tej firmy w boxie - ale nie narzekam, bo produkty są dobre. Trochę ciężko mi się polubić z maską do włosów, ale nie jest źle. Peeling solny z innego Chillboxa jest fajny. 
Mam obecnie 2 nie otwarte micele i jeden w połowie. Ten jest kolejny. Trochę to kłopotliwe, kiedy pracuje się w domu i nie maluje się codziennie :D Ale jestem zadowolona, bo to fajny produkt do przetestowania, w dodatku w malej butelce, idealny na wyjazdy.
1/2 pkt

2. Książka "Krwawy Blues" Massimo Carlotto
Lubię czytać, ale w natłoku pracy, a czasem napadów nicmisięniechcenizmu nadal nie przeczytałam innych książek z boxów - ale idą święta,  teraz weekend, postaram się coś nadrobić ;) Fabuła wydaje mi się ciekawa, lubię takie książki.
2/2 pkt

3. Zaparzacz do herbaty
Bardzo fajny, przyjemy bajer. Były jeszcze truskawki i ubolewam nad tym, że trafiła mi się cytrynka, bo truskawa jest fantastyczna! Ale co, no mój zaparzacz tez jest bardzo słodki i na pewno nie jeden raz umili mi czas :)
2/2 pkt

4. Earl Grey - ambasada herbaty
Czarna herbata aromatyzowana olejkiem z bergamoty - to coś czego jeszcze nie piłam, ale bardzo chętnie spróbuję. Nawet dzisiaj. Wspaniałe dopełnienie do zaparzacza :) I na odwrót
2/2 pkt

5. Aubery - nawilżająco-odżywczy żel pielęgnacyjny z czystego aloesu 98%
Kurcze no, drogi, fajny produkt! A ja mam w domu jeszcze 3 nieużyte żele aloesowe. One są piekielnie wydajne, więc nie szybko je zdenkuję. Na szczęście produkt z boxa jest ważny jeszcze ponad 2 lata. Co do składu i tej daty - mam pewne obawy, ale o tym w recenzji, kiedy już się pojawi. No ale, produkt sam w sobie bardzo udany, fajny pomysł.
2/2 pkt

6. Skin79 - Crystal peeling gel
Wiedziałam, że ten żel będzie w pudełku, dziewczyny nam o tym powiedziały :) Od początku byłam z tego faktu zadowolona, bo produkt ma bardzo pozytywne opinie :)
2/2 pkt

I tak na 12 możliwych punktów, pudełko ma u mnie 11. daje to około 92% zadowolenia - co dla mnie jest rewelacyjnym wynikiem, a ja sama jestem bardzooo wybredna.


Wartość pudełka, to według karteczki 162 złote. ChillBoxy stają się coraz bardziej popularne i widzę, że chyba i dziewczynom udaje się podbijać hurtowy rynek, co powoduje, ze dzięki nim, my mamy drogie produkty w fajnej cenie :) Na tym pudełku "zarobiłyśmy" ponad 70 zł. 

Box jak zwykle udany. W kolejnym tematem przewodnim ma być czekolada. Nie mogę się doczekać!!!! 

---------------------------------------------

Dobroci ciąg dalszy.

w ostatnim miesiącu trochę się obkupiłam - miałam tego nie robić, ale tu mi coś zabrakło, tam coś wypatrzyłam.. no i tak to poszło.


- dwa balsamy na kozim mleku od Bauty Farm - do włosów,
- tonik aloesowy Avebio - świetny produkt, jeden mi się kończy, więc wzięłam nowy,
- olej z nasion marchwi, Ejta - bardzo fajny olej, dobry dla cebulek włosów, także wzięłam już jako kolejny, bo jeden wykończyłam.

I tu do Was mam pytanie - co chcecie najpierw, abym opisała - olejek, czy tonik? Jeden z nich muszę sobie zrecenzować w ramach współpracy z Triny - a do Was należy wybór, który.

- dwie fantastyczne maski do włosów, które wykończyłam już dawno, ale były w promocji, to wzięłam, bo uwielbiam ich działanie - Natua Siberica, seria rokitnikowa, maska regenerująca i nawilżająca,
- balsam/maska do włosów od Fratti - ma za zadanie wzmocnić włosy i cebulki. No hmm, zobaczymy,
- szampon pszeniczny Sylveco - najłagodniejszy szampon jaki znam, to już mój trzeci taki myjacz,
- żel pod prysznic oraz piana do kąpieli (czyli chyba po prostu płyn) z Natura Siberica, oczywiście seria rokitnikowa - to nowość u nas, muszę wypróbować koniecznie,
- Kompleks 7 olei - szampon, olejek, serum i maska - wszystko przeciwko wypadaniu włosów. Pokładam w tej linii dość spore nadzieje, więc zobaczy, czy się sprawdzi.

Prócz tego, dostałam od narzeczonego dwa prezenty. 
Pierwszym jest maska - kompleks olei na porost włosów od Nacomi, a drugim regenerująca maska-odzywka od LeeStafford:



Nie będąc dłużna, trochę tez z ciekawości, ale najbardziej z miłości, ja kpiłam mu szampon od Siberica Natura - aktywator wzrostu i przyhamowanie wypadania w jednym. W okresie jesiennym każdemu włosy lecą, a narzeczony dodatkowo ma dosyć stresujaca pracę, więc myślę, że szampon się przyda.


W dodatku szampon ma eleganckie opakowanie i fajny bajer w postaci hologramowej bieługi - czyli tej rybki, z której kawioru jest pobrany ekstrakt zawarty w szamponie:



No, to już na tyle. Dużo dobroci dzisiaj :)
Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka