Too Faced Natural Love - paletka 30 przepięknych cieni do powiek

Witam Was serdecznie w ten weekend.

Pogoda jak zwykle (przynajmniej u mnie) nie zachwyca. Jest szaro, zimno i deszczowo. Na szczęście kolorów dodaje mi paletka Too Faced - Natural Love, która dostałam w prezencie od męża.


Paleta kosztowała 245 zł i została nabyta w Sephorze. Online można ją kupić tutaj KLIK.
Kolekcja cieni znajdowała się w pudełku z miękkiego kartonu, a w środku, oprócz paletki znalazłam także mini książeczkę z kilkoma pomysłami na makijaże z użyciem kolorów zawartych w palecie oraz z paroma innymi informacjami.


Paleta zawiera 30 kwadratowych cieni do powiek, każdy o boku 2 cm i wadze 0,8 grama. Odcienie są w większości ciepłe i naturalne. Nie znajdziemy tu ostrych zieleni czy wibrujących pomarańczy. Według producenta, w paletce mieści się 7 kolorów matowych, 13 kolorów migoczących i 10 połyskujących. Aby odróżnić od siebie te migoczące i połyskujące cienie, z pomocą przyszło opakowanie paletki, na którym 9 kolorów oznaczonych jest gwiazdeczkami - były by to chyba te połyskujące cienie, no ale jest ich tylko 9, a nie 10. Chyba o jednym zapomniano, albo na stronie internetowej jest błąd.



Całość zamknięta jest w solidnie wykonanym, aczkolwiek kartonowym opakowaniu z lusterkiem. Nie lubię papierowych opakowań, mam wrażenie, że są mało trwałe i tanie. Too Faced zadbało co prawda o każdy szczegół - lusterko okala złota ramka, całe opakowanie ozdobione jest tłoczonymi kwiatami, napisy są welurowe - ale jednak ciągle nie umiem przekonać się do tego typu pudełek. Nie przeszkadza mi to w Zoevie, ale paletki, które mam ja są o połowę mniejsze i może przez to wydają mi się bardziej trwałe i mocniejsze.


Przyjrzyjmy się każdemu kolorowi z osobna:

Heaven - bardzo jasny, kremowy kolorek w lekko żółtym odcieniu. Jest matowy i dosyć suchy, ale z pigmentacją u niego całkiem dobrze.

Fairy Tale - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Złota perła. Kolor sam w sobie piękny, jednak jeśli chodzi o jego pigmentację, pozostawia wiele do życzenia, rozprowadza się gorzej w porównaniu do innych kolorów z paletki.

Nudie - jasne, matowe kakao. Jest delikatnie transparentny, ale dobrze pokrywa powiekę. Idealnie nadaje się na przejścia, między górną powieką a dolną, gdy nie planujemy mocniejszego makijażu.

Tickle me - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Pięknie błyszczy. Znajdziemy tu troszkę brązu, ciut ciemnego beżu. Napigmentowany jest lepiej niż  Fairy Tale, ale to nie to, czego oczekuje od tak drogiej paletki.

Don'e Settle - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Niektóre z tych kolorów mają na prawdę dziwne nazwy ;) Kolor jest przepiękny i głęboki, ale nie umiem go jednoznacznie określić. Nie jest ani brązem, ani ciepłym odcieniem szarości. Brudne złoto też na pewno to nie jest. Jedyne czego jestem pewna, że ten konkretny cień zasługuje na obecność w tej palecie - jego pigmentacja jest na prawdę dobra.

Fingers Crossed - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Cudownie połyskujący ciemny brąz. Jest perfekcyjnie napigmentowany do zadań, do jakich zamierzam go wykorzystać - przyciemniania kącików oka - nie jest za mocny i nie zrobi mi plamy, ani za słaby - będzie go dobrze widać. Ładnie się blenduje.

Lace Teddy - matowy, jasny łosoś. Niezwykle przyjemny dla oka (i powieki), z pigmentacją dużo lepszą niż jego dwaj matowi poprzednicy.  Jest tak samo suchy jak Heaven i  Nudie ale jednak jest w nim coś co sprawia, że wychodzi lepiej na tle tamtych kolorków.

Satin Sheets - Kolor dla mnie perfekcyjny. Jest to również jasny, aczkolwiek głęboki łosoś, ale w przeciwieństwie do matowego Lace Teddy jest perłowo-holograficzny i nieziemsko opalizuje na różowe złoto. Pigmentacja bardzo dobra - jeden z tych kolorów, które na pewno wykończę najszybciej.

Push-Up - Śliczny, bardzo połyskliwy brąz. Jest dużo lepiej napigmentowany niż Tickle me, ma przyjemniejszą konsystencje, jest bardziej mokry i satynowy.

Honey Pot - dobrze napigmentowane, ciemne złoto. Wydaje mi się, że mógłby być dobrym kolorem bazowym dla wielu zestawień kolorystycznych w makijażach wykonywanych jedynie tą paletą.

Chocolate Martini - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Ciemny brąz ze złotymi drobinkami. Nie jest to typowo brokatowy cień, jednak na powiece wygląda troszkę jak mat z delikatnym i nienachalnym brokatem. Pigmentacja dobra.

Undercover - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Jest w zachowaniu bardzo podobny do Chocolate Martini. To wiśniowy brąz, który na powiece wydaje się matem z mnóstwem fioletowych, migoczących drobinek. Podoba mi się w tym cieniu to, że kolor nie zakrywa brokatu. Sephora ma kilka cieni, które w zamyśle również powinny być matem z mikrobrokatem, a malując się wychodzi mat bez połysku.

Pink Cheeks - bardzo efektowna, dobrze napigmentowana i nienachalna perła. Chłodna w dotyku, satynowa. Bardzo lubię jasne makijaże, wyglądam w nich dobrze - taki cień na pewno mi się przyda.

Kittens - Koteczki! Chłodny róż wpadający w jasny fiolet, o bardzo podobnym zachowaniu do Satin Sheets. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że dodano tu tego samego holograficznego złotego pyłku. Efekt końcowy jest taki sam - kolor opalizuje na piękne, różowe złoto.

Bunny Nose - satynowy, głęboki róż o dobrej pigmentacji i przyjemnej konsystencji. Bardzo ładnie błyszczy na powiece. 


Moonbeam - beżowy cień, który ładnie opalizuje na jasne złoto. Jest satynowy, dobrze napigmentowany, ale dla mnie troszkę nijaki. Nie lubię kolorów zbliżonych do naturalnych odcieni skóry. Ten odcień gubi się trochę na powiece.

Love Bug - kolor którego nie potrafię jednoznacznie określić. To bardzo perłowy brąz, opalizuje lekko na śliwkowo. Dobrze napigmentowany, satynowy cień. Odcień sam w sobie mi się podoba, ale nie wiem, czy dobrze się w nim czuje.

Smokin' - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Napigmentowany kiepsko. Kolor jest piękny, ciepłoszary, migoczący. Niestety marnie się rozprowadza, jest suchy i źle się z nim pracuje.

Poodle - fantastyczna satyna. To bardzo blady róż, który ślicznie, ale bardzo delikatnie opalizuje na fiolet. W konsystencji jest najbardziej suchym satynowym cieniem w kolekcji, ale jego pigmentacja jest bardzo dobra.

Cutie Patottie - kolejny łosoś, najciemniejszy. Ma fajną pigmentację, ale nie opalizuje tak jak Satin Sheets - jest zwykłą, ładną satyną.

Dear Diary - brązowe, satynowe złoto. Czy złoto może być brązowe? Może - taki własnie jest ten cień. Ma dobrą pigmentację, ładnie błyszczy. Wolałabym, żeby opalizował, bo wydaje się lekko nijaki, ale nie jest to jakąś większą wadą.

Coffee Date - cieniowi, jako samemu cieniowi nie mam nic do zarzucenia, jest ładnie napigmentowany, satynowy. Ale jakiś taki ciemny wychodzi na powiece, nie wygląda dobrze.

Spoiled - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Chłodny, ciemny brąz z pawie najdrobniejszym brokatem. Powiedziałabym właściwie, ze jest satynowy, gdyby nie to, że te błyszczące mikrodrobinki są jednak widoczne. Pigmentacja całkiem dobra.

Night fighter - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Kolejny suchy, niezbyt dobrze napigmentowany według mnie mat z całkiem sporymi złotymi drobinami brokatu. Lekko znika przy rozcieraniu w kącikach, a jest na tyle ciemny, że nadawałby się w te okolice, więc wprawna ręka zrobi z niego całkiem fajny użytek.

Spotlight - matowy cień beżowo-żółty. O ile Heaven można spokojnie użyć w kącikach przy nosie, tak ten żółty beż powinien w ogóle zniknąć z paletki. Jest źle napigmentowany, a przez to, że ma taki a nie inny odcień - po prostu go nie widać na powiece. 

Honey Butter - Kolejny mało napigmentowany mat. Na szczęście od poprzednika odróżnia go to, że jest łososiowo-pomarańczowy i widać go na powiece, jeśli dobrze przyłożymy się do makijażu. Na pewno nie pracuje się z nim lekko i przyjemnie, ale coś mi podpowiada, że powinien znaleźć się w tej kolekcji, mimo słabego krycia. Bardzo dobry na subtelne wykończenia.

Honeymoon - piękna satyna. Łosoś z domieszką pomarańczy i różu. Jest ładnie napigmentowany (choć nieco gorzej od innych satynowych kolorów z paletki) i slicznie opalizuje na różowe złoto.

Hot & Bothered - Oznaczony na pudełku gwiazdką. Dla mnie to satyna. Jest cieniem wilgotnym i pozbawionym drobinek. Piękny, rudy odcień o dobrej pigmentacji. Trochę przypomina mi Cooper is King z palety Rose Golden Vol.2 od Zoevy, ale ten od TooFaced jest ciemniejszy i bardziej wyrazisty.

Makeup & Chili - matowy ciemny brąz wpadający w czerwień. Kolor niejednoznaczny. Mógłby być lepiej napigmentowany, ale daje sobie radę i znajdzie wiele miłośniczek.

Stiletto - mogłabym się przyczepić pigmentacji tego cienia, ale nie tym razem. Nie jest to króczoczarny, intensywny kolor, który takim się wydaje w paletce. Przez to, że jest ciut za suchy i jego pigmentacja nie jest porażająca, fajnie przyciemnia kąciki i tworzy piękne smokey z zachowaniem umiaru.


Przeszliśmy przez wszystkie 30 kolorów w paletce, którą testowałam kilka dni. Jest to na prawdę dobra kolekcja, ale jak doczytaliście, nie obeszło się bez wad. Kartonowe opakowanie denerwuje, zwłaszcza, że łatwo je pobrudzić, a trudniej doczyścić. Bardzo uważałam na pudełko, ale przy robieniu swatchy wpakowałam w nią palce i ubrudziłam brzegi Love Bug oraz Hot & Bothered i niestety, nie da się ich wyczyścić nawet nawilżonym w płynie micelarnym wacikiem. Myć jej nie będę, bo to jednak tylko papier.
Kilka cieni ma gorszą pigmentację od reszty, ale tylko jeden wyrzuciłabym z kolekcji. I to tyle, jeśli chodzi o wady paletki.


Zalet kolekcja ma dużo więcej. Przepiękne, opalizujące kolory, dobrze napigmentowane satyny i ślicznie ozdobione pudełko z dużym lusterkiem skutecznie pozwalają rozkoszować się robieniem makijażu tą paletą.



Myślę, że paleta przypadnie do gustu bardziej dziewczynom o blond włosach i brązowych oczach. Odcienie są w większości na prawdę bardzo ciepłe i naturalne. Barwy są tak dobrane, że kolekcja spokojnie wystarczy, jeśli wybieramy się na wakacje i nie chcemy brać kilku kasetek z różnymi kolorami. Mamy tu ładne kolorki bazowe, kilka ciemnych na kąciki zewnętrzne i jasnych na kąciki wewnętrzne. Z pomocą Night Feaver i Stiletto można wyczarować subtelne i delikatne smokey.

Cienie na powiekach trzymają się dobrze i nie rolują się. Pod nie używam perłowej bazy Zoeva - makijaż bez większych problemów wytrzymuje cały dzień w pracy.

Poniżej jeszcze sześć losowych swatchy.



Jestem zadowolona z tej paletki i na pewno będę się z nią malować z wielką przyjemnością.

Szczegółowe informacje o składach cieni znajdziecie na stronie Too Faced KLIK.

23 komentarze :

  1. O rany jakie cudne kolorki! :) Aż spojrzałam na datę posta u mnie dziś było mega słonecznie i cieplutko tylko teraz burza była więc troszkę się ochłodziło <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Paletka kusząca, ale zdaję sobie sprawę, że jednak cienie Too Faced nie są tak cudowne, jak je opisują... Na tłustych powiekach Chocolate Bar nie trzyma się wcale, cienie zlewają się w jedną plamę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam tłustych powiek i nigdy nie miałam takiego problemu, ale być może masz rację. Każdy kosmetyk, nawet cienie do powiek jednym pasują, innym nie. Próbowałaś coś z paletki Peach? Według mnie też jest bardzo dobra, może lepiej by się zachowała, niż czekoladowa.
      Chocolate Bar nie miałam.

      Usuń
  3. ta paleta to cudo choć dla mnie zbyt dużo jest różowych odcieni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trudno sie nie zgodzić. Barwy są ciepłe i podobne do siebie. Mnie to bardzo pasuje ale nie każdy to lubi

      Usuń
  4. Ale pięknie się prezentują!!
    Obserwuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Też mi się bardzo podobają, są takie moje

      Usuń
  6. Jejku jakie śliczne kolorki w sam raz na wiosnę <3
    http://ddob.com/blogbook/frame/54360/modne-zwiazki

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękna paleta, wygląda właśnie na taką na każdą okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ta paletka jest cudowna, prawdziwa rozkosz dla moich oczu:) Bardzo bym ją widziała i u siebie:) jestem blondynką, więc to coś dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ładna paleta! Doceniam jakość cieni Too Faced, które są na wysokim poziomie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt. Dawniej najdroższymi cieniami u mnie były palety Sephora. Kiedyś ich jakość była na prawdę dobra, z czasem się albo popsuły, albo mnie wzrosły wymagania. Potem Zoeva i Too Faced spowodowały, że zaczęłam cenić droższe palety - bo wraz z ceną idzie jakość

      Usuń
  10. Moje serce to samo opakowanie już skradło. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. cudowna jest :( myślisz, że będzie pasować do niebiesko-zielonych oczu?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to znak, że post został przeczytany :) Zapraszam więc do dyskusji :)

URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka