Sok z JABŁKA I PIETRUSZKI na porost włosów ora wyciskarka do soków TEFAL

Witam,
dziś podziałamy na włosy od wewnątrz.
Około listopada wpadłam przypadkiem na stronę, na której był przepis na sok przyspieszający porost włosów. Poczytałam, posprawdzałam i na drugi dzień kupiłam składniki - jabłka i natkę pietruszki.
Niestety, nie posiadałam wtedy wyciskarki do soków, więc wszystko zmiksowałam w urządzeniu do koktajli , dodając wody mineralnej. Smak i kolor soku był tragiczny, ale żal mi było owoców, więc wypiłam.
Sok jednak chodził za mną cały tydzień i w piątek zdecydowałam się kupić wyciskarkę do soków (o niej za chwilę) i od tego czasu regularnie piję ten cudowny eliksir. Jedyne czego potrzebujemy, to kilka jabłek (ja używam pięciu jabłuszek średniej wielkości) oraz 2 natki pietruszki. Jabłka które u mnie najlepiej się sprawdzają to JonaPrince, Ligol i Gala.
Jabłka myję i obieram. Nieobrane tez mogą być, ale zauważyłam więcej wyciśniętego soku przy owocach obranych. Potem kroję je na kawałki, które zmieszczą się do otworów wyciskarki. Natkę siekam i przystępuje do wyciskania. Wrzucam najpierw trochę jabłek, a potem na przemian - posiekaną natkę i kawałki owoców,  z czego ostatnie na pewno muszą wpaść jabłka, aby dobrze utrzeć pietruszkę.
I tyle, sok gotowy, można pić. Zero cukru, bo jabłka same w sobie są słodkie. Smak - mnie osobiście smakuje, a jeśli owoce są bardzo słodkie, wypije nawet mój narzeczony. Pietruszka jest wyczuwana jako posmak.

 

Kilka faktów o jabłkach i pietruszce, zaczerpnięte z Wikipedii oraz Świat-Zdrowia:


JABŁKA:

"Świeże, nieuszkodzone jabłka zawierają witaminę C, większość innych witamin (B1,B2, B3, B5, B6, B9, B12, A i Retinol, E i tokoferol, D, K, β-Karoten, likopen[1]) i minerałów, dużą ilość błonnika roślinnego, kwercetynę (44 mg w 1 kg jabłek), a także pektynę (1–1,5 g w 100 g świeżego jabłka). Zawartość witaminy C jest zmienna i zależy od wielu czynników, z których najważniejszymi są odmiana, warunki klimatyczne i sposób uprawy. Może ona się wahać w szerokim zakresie od około 4mg/100g owocu do ponad 21mg/100g[1][2]. Przy obróbce cieplnej jabłek większość witamin wodorozpuszczalnych ulega rozkładowi.
Z jabłek produkuje się sok jabłkowy

Świeże jabłka są źródłem węglowodanów w tym błonnika. Jak wiele innych owoców, spożywane na surowo jabłka mają niską wartość na indeksie glikemicznym (fruktoza i inne cukry uwalniają się powoli z błonnika, przez co zawartość cukru we krwi konsumenta rośnie wolno, bez nagłych odchyleń) zatem są zalecane do spożywania przez osoby chorujące na cukrzycę lub hiperglikemię[3]. Nie dotyczy to soku jabłkowego po oddzieleniu błonnika, gdzie wartość na indeksie glikemicznym ulega sporemu podwyższeniu."


NAĆ PIETRUSZKI: 

"Potas, żelazo, magnez, sód, wapń, fosfor, fluor to tylko niektóre minerały występujące w zielonych listkach pietruszki. Lecznicze i ozdobne właściwości pietruszki docenili już starożytni. Wśród dietetyków natka pietruszki uchodzi za jeden z najbardziej pożądanych pokarmów. Doskonale wpływa na trawienie i przemianę materii, pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego. Listki pietruszki zapobiegają też wzdęciom i działają moczopędnie – mogą być stosowane w leczeniu kamicy nerkowej oraz dróg moczowych, są też doskonałym środkiem rozkurczowym.
Zielone listki pietruszki zawierają bardzo dużo witaminy C i karotenu, co chroni organizm przed wolnymi rodnikami – cząsteczkami organicznych związków o jednym wolnym elektronie, które działają destrukcyjnie i mogą niszczyć i uszkadzać komórki ważnych narządów (serce, mózg, nerki)
Wapń, magnez i potas zawarte w zielonych listach pietruszki doskonale wpływają na układ krążenia. Żelazo zawarte w liściach pietruszki pozwala skutecznie zwalczać anemię. Zjedzona na surowo nać zapobiega również wydobywaniu się przykrych zapachów z jamy ustnej. Natka zawiera także prowitaminę A, która ma wpływ na nasz wzrok, szczególnie o zmierzchu."

Wszystkie te dobra nie tylko wpływają dobrze na nasz organizm, ale także pobudzają wzrost włosów. 
Dodatkowo pietruszka wzmacnia krwawienie miesiączkowe, pomaga w wywołaniu spóźnionej miesiączki, łagodzi również bóle menstruacyjne, jej właściwości rozkurczowe dobrze wpływają na mięśnie macicy. Ja u siebie nie zauważyłam mocniejszego krwawienia przez listopad, grudzień, luty i teraz w marcu, ani tez słabszego, gdy przez styczeń 2015 soku nie piłam. Natomiast czytałam, że u niektórych kobiet miesiączki są obfitsze, gdy piją sok z natki. Niestety nie wiem czy na czas okresu pomoże odstawienie soku, bo tak jak mówię, nie zauważyłam u mnie żadnych objawów lepszych, czy gorszych.

Ale... zauważyłam w połowie marca, zupełnie przypadkowo, gdy suszyłam włosy głową w dół, coś, na co czekałam od dawna i dla czego co drugi, trzeci dzień grzecznie obierałam owoce i wyciskałam z nich sok. BABYHAIRS! Prawdziwy gąszcz, o długości mniej więcej takiej, jaka wskazywałaby na początki ich wysypu powiązane z czasem w jakim zaczęłam pić sok z jabłka i pietruszki.



A teraz o wyciskarce do soków. która nie jest tym samym czym jest mikser, czy blender, gdzie wszystko szatkujemy na drobny mak. Nie jest to tez urządzenie tożsame z sokowirówką, gdzie wszystko jest ścierane.
Wyciskarka do soków to urządzenie posiadające specjalne sito zawierające ogromne, ciężkie "wiertło" które miażdży owoce, a także co najważniejsze - liście, co pozwala nam na uzyskanie soku. Jest to sprzęt który odrzuca do kosza ze śmieciami dużo mniej odpadów niż sokowirówka, a najwięcej odżywczych składników ląduje nam w dzbanku z sokiem. Same soki mają też dużo przyjemniejszy dla oka wygląd i kolor.
Dodatkowo w tym urządzeniu bez problemu wyciśniemy sok z czarnej rzepy, który działa rewelacyjnie na porost włosów. 
Ja posiadam to urządzenie:



TEFAL WYCISKARKA INFINITY PRESS ZC500H38
Jest to innowacyjna wyciskarka do owoców, warzyw i ziół, wyposażona w nowatorską technologię Juice Press, dzięki której można uzyskać do 35% więcej soku i witaminy C oraz do 75% więcej przeciwutleniaczy. Sercem technologii Juice Press jest wolnoobrotowy silnik, który wprawia w ruch mechanizm zgniatający owoce i warzywa, wyciskając z nich to, co najlepsze – esencjonalny sok pełen witamin i składników odżywczych. Cieszymy się dzięki temu naturalnym smakiem i większą ilością witamin, jak również jednolitą, aksamitną konsystencją pysznego soku.
Dzięki cichej pracy i łatwemu czyszczeniu urządzenia (możliwość mycia elementów w zmywarce), codzienne delektowanie się pysznym, zdrowym sokiem jest teraz wyjątkowo proste.
Urządzenie to wyposażono w 3 kominy na owoce, warzywa i zioła, co zwiększa jego wydajność, gwarantując nieprzerwaną prace i ciągłe wyciskanie soku. 2 filtry - sita (jeden do soków, drugi do przecierów, musów i smoothies) zapewniają większa różnorodność.
- Technologia Juice Press - zapewnia wyciskanie soku ze wszystkich owoców, warzyw a nawet ziół oraz o 35% więcej soku, o 35% więcej witaminy C i do 75% więcej przeciwutleniaczy
- Wolnoobrotowy silnik - gwarancja naturalnego smaku i jednolitej, aksamitnej konsystencji soków i koktajli
- 3 kominy - większa wydajność i gwarancja nieprzerwanej pracy

Początkowo w sklepie proponowano mi inną wyciskarkę, poziomą. Była tania, ale plastikowa i bałam się, że mogę ją połamać. Zdecydowałam się więc na mocnego, choć droższego Tefala i jestem bardzo zadowolona. O ile jabłka i pietruszka są miękkie, o tyle marchewka, seler, pietruszka już mniej. Ale dla Tefala to nie problem. Miażdży wszystko, a soczek leci z urządzenia aż miło. Radzi sobie nawet z pestkami granatu.

Jeśli planujecie w dietę i zdrowe odżywianie włączyć soki, nie tylko z jabłka i pietruszki, polecam wyciskarkę. Tą szczególnie, ze względu na sito do smoothies i musów - które uwielbiam!
Czytaj dalej...

Mój niezbędnik - Babyliss AS100E

Witam :)
Dziś nie będzie o kosmetykach, maskach czy innych dobrach odżywczych. Dziś chce wam przedstawić mój absolutny niezbędnik – lokówkosuszarkę BABYLISS AS100E.
Dawno, dawno temu, kiedy zaczynałam studia, zepsuła mi się moja ówczesna suszarkolokówka od Philipsa. Właściwie nie zepsuła się, ona umarła ze starości i przemęczenia. Poszłam wtedy do sklepu z elektroniką i po jakimś czasie wybór padł właśnie na AS100E. Kosztowała wtedy około 250 zł, co było dla mnie kwotą astronomiczną, ale potrzebowałam tego urządzenia i kupiłam je. Obecnie dostaniemy ten sam model za ok. 115 zł.


Suszarka składa się z czterech elementów zapakowanych w ładne, poręczne, czarne etui, w środku którego znajdziemy:

- suszarkę, na która nakładamy nasadki modelujące,

- ceramiczną końcówkę z drucianymi włosami zakończonymi kuleczkami (38 mm średnicy),

- plastikową końcówkę z gęstym włosiem. Włosie jest sztuczne, plastikowe. Dawałam szczotkę do obejrzenia trzem osobom z pytaniem, co to jest i zgodnie opowiadali, że jakiś plastik. Producent pisze, ze szczotka jest z dzika. Co prawda wśród 130 czarnych kępek w 14 kępkach znalazłam brązowe włoski, ale to chyba za mało, aby nazwać szczotkę nawet mieszaną. Jednak, z czego by nie była, lubię ją. Końcówka ma 20 mm średnicy.



- metalową nasadkę – lokówkę o średnicy 25 mm.

Końcówki są nieobrotowe. Kabel natomiast obraca się, co pozwala nam na swobodne czesanie się tym urządzeniem.

Początkowo, przez bardzo długi okres czasu korzystałam tylko z plastikowej końcówki. Bardzo dobrze łapie i rozczesuje włosy, podwinięcie czy tez wywinięcie włosów nie było dla niej żadnym problemem. Pasma się nie elektryzują, a włosie szczotki nie rozcapierza. Czasem jakiś włos wplącze się w szczotkę, ale tylko, kiedy nieumiejętnie się nią manewruje.

Z czasem przekonałam się do ceramicznej końcówki i obecnie tylko nią się czeszę, ze względu na to, że ma większą średnicę i rewelacyjnie wygładza mi pasma.

Z lokówki korzystałam raz. Jest trochę nieporęczna w komplecie z dosyć ciężką i grubą suszarką. Jednak swoje zadanie wypełnia dobrze, bardzo ładnie kręci włosy i osoby które nabiorą wprawy w obsłudze będą zadowolone.

Suszarka posiada jonizator, przycisk do chłodnego powietrza oraz 3 stopnie temperatury. Nie posiada regulacji siły nawiewu.

Moc: 1000 W

Końcówki mocowane są na wygody i bardzo wytrzymały „click”. Przez kilka lat przed i po użyciu rozmontowywałam suszarkę i nadal jest sprawna, nic się nie wyłamało i nie wyrobiło. 

Jakiś czas temu postanowiłam suszarkę wymienić na Rowentę Active Brush, ze względu na obrotowe końcówki. Suszarka ta powyrywała mi włosy i niesamowicie zelektryzowała pasma. Do tego po jednym użyciu końcówek, kępki włosków postrzępiły się i powyginały. Czytałam, że nie tylko ja mam ten problem i wiele osób narzeka na szybko zniszczone włosie szczotek. Oczywiście są tez bardzo pozytywne opinie, dlatego nie zniechęcam do zakupu Rowenty.

3 tygodnie temu wymieniłam moją Babyliss AS100E na nową… Babyliss AS100E. Tak, kupiłam drugi raz tą samą suszarkę. Tym razem zapłaciłam już tylko 129 zł.  Ten model mi odpowiada, moim zdaniem jest najlepszy. Stara suszarka po latach używania nie jonizowała już tak dobrze i troszkę za bardzo się nagrzewała. Z nowej suszarki jestem tak samo zadowolona jak z tej starszej. Model jest dobry, mimo że w ciągu tych paru lat pojawiło się wiele nowszych i wymyślniejszych suszarkolokówek od Babyliss.


Czytaj dalej...

Biostymina - dobro, które daje nam aloes

Witam. Biostyminę, o której będzie ten post odkryłam przypadkiem, buszując po forum Wizażu, gdzie pisała o niej jedna z forumowiczek. Preparat ten został jej polecony przez panią dermatolog. Pomimo dość dziwnego wstępu i opisu Biostyminy, zachęcam do lektury, ponieważ tego leku nie będziemy pić :) 

Biostymina to lek pochodzenia roślinnego, który wzmacnia naturalną odporność organizmu. Zawiera on wyciąg z liści aloesu drzewiastego. Badania laboratoryjne wskazują, że Biostymina zwiększa liczbę komórek układu odpornościowego (limfocytów T i B i fagocytów) oraz przeciwciał, które krążą w krwi. 
Biostymina polecana jest osobom z osłabioną odpornością, podatnym na częste infekcje i stany zapalne oraz skłonnym do nawracających infekcji górnych dróg oddechowych jak i leczniczo w zakażeniach bakteryjnych i wirusowych.
W 1 ml płynu znajduje się 1 ml substancji czynnej wyciągu płynnego ze świeżych liści aloesu drzewiastego (1:4). Rozpuszczalnik ekstrakcyjny: woda



O aloesie drzewiastym, czy po prostu a aloesie słyszał już chyba każdy. A kto nie słyszał, żył w nieświadomości, że natura stworzyła nam takie dobro. Więcej o roślinie można przeczytać TUTAJ 

Ja sama miałam kiedyś ogromne drzewko aloesowe, które wkurzało wszystkich, bo zajmowało pół parapetu i wystawało na pokój, co z kolei powodowało brzydkie układanie się firany :P Rósł w pękniętej i brzydkiej doniczce. Postanowiłam go przesadzić i niestety, coś zrobiłam nie tak, bo drzewo..umarło :(
Bardzo żałowałam, bo często ucinałam kilka mięsistych listków tej rośliny, wyciskałam miąższ i aplikowałam na twarz, lub dodawałam do odzywki na włosy. Działał rewelacyjnie. Skóra na buzi była zdrowa, nawilżona, ukojona, czysta i zadbana, bez niedoskonałości. Włosy również nie narzekały. Nigdy jednak więcej nie kupiłam aloesu, nie umiałam w kwiaciarniach znaleźć na tyle dużego drzewka, które pozwoliło by mi czerpać z siebie dobro i nie sprawić, że po miesiącu zostałby goły badyl. 

Jak już wspomniałam wcześniej, pewnego razu przeczytałam na forum o Biostyminie. Poszłam na drugi dzień do apteki i kupiłam ten preparat. 


Otrzymujemy go w całkiem ładnym, kartonowym pudełeczku z ryciną aloesu drzewiastego. w środku znajdziemy 10 szklanych ampułek, po 1 ml każda. ampułki należy pstryknąć, aby preparat spłynął w dół, a następnie musimy ułamać szklaną szyjkę buteleczki. Proszę, uważajcie na siebie przy tej czynności. Ja raz wyłamując szyjkę rozcięłam palec, innym razem brzeg się ukruszył i szkło wleciało mi do preparatu (wszystko wylałam i wyrzuciłam, zmarnowałam jedną dawkę ). Najlepiej jest łamać ampułkę przez ręcznik albo papier, a dodatkowo sprawdzić pod światło, czy na pewno w środku nie ma szkła. 
Cena: bardzo różna. W mojej taniej aptece (apteka Radosna) kosztuje 15 złotych. Z ciekawości pytałam w innych aptekach i koszt wahał się pomiędzy 19 a 25 złotymi! Przerażająca różnica w cenie. 

DZIAŁANIE NA SKÓRĘ TWARZY:

moja skóra na twarzy jest bardzo delikatna. W kilku miejscach widać naczynka. Nos i czoło lubią się przetłuścić, policzki i okolice ust natomiast uwielbiają się przesuszać. 
Jedną ampułkę biostyminy co 3-4 dni wylewam na dłonie i "myję" preparatem czystą, twarz. Na mojej skórze efekt widoczny jest od razu. Cera jest miękka, delikatna, przyjemna w dotyku, ukojona. Znikają wszelkie przebarwienia. Zauważyłam mniej wyprysków i niedoskonałości. 
Aloes jednak lubi czasem podrażnić. O ile na mnie działa dobrze, na was wcale nie musi (choć życzę Wam aby pomagał każdej z Was tak jak mnie), dlatego nie nakładajcie za pierwszym razem biostyminy na całą twarz. Spróbujcie gdzieś z tyłu na policzku, czy na szyi. Pamiętajcie, że każda z nas jest inna i na każdą z nas leki i kosmetyki mogą zadziałać inaczej.  

DZIAŁANIE NA WŁOSY:

1 ml preparatu to bardzo mało, aby pokryć nim włosy. Ja zawsze wlewam dwie ampułki do porcji maski, którą nakładam na głowę. Ze względu na cenę, nie robię tego zawsze, raz na tydzień wystarczy. Wcześniej jednak wmasowywałam aż 4 buteleczki (chyba z 5 razy) w całą skórę głowy, na całą noc. Włosy stały się wyraźnie mocniejsze, bardziej lśniące i wyglądały zdrowo. 

Biostymina jest dla mnie tym czymś, co zawsze musi się znaleźć w mojej szafce z kosmetykami. Nigdy mnie nie zawiodła, w dniach gorszych dla cery pomagała. Bardzo fajnie działa na moje włosy. Choć droga, warto w nią zainwestować.
Preparatu nigdy nie piłam, nie wiem jak działa "od środka".
Czytaj dalej...

Moja włosowa historia na przestrzeni lat

Witam. 
Znacie już powód, dla którego założyłam bloga - feralne robienie trwałej i opłakane w skutkach jej ścinanie. Chciałabym jednak przedstawić Wam moja życiową włosową historię. 
Sięgając pamięcią daleko w tył, ponad 25 lat i jeszcze trochę, moje włosy zawsze były liche. Wychowywałam się z kuzynem, który jest w moim wieku. Na jego głowie zawsze widniała wielka czupryna pięknych włosów, a ja miałam.. ja nie miałam bardzo długo nic. Byłam małym łysym dzieckiem.
Później oczywiście włosy zaczęły mi rosnąć, ale był to raczej jasny puszek, przez który można było spokojnie zobaczyć skore głowy. Dzielnie jednak zapuszczałam te moje żałosne piórka.
W przedszkolu któregoś dnia.. obcięłam sobie kucyk.. i musiałam zostać ścięta bardzo krótko, na chłopaka. Pamiętam ze raz nawet przez te włosy zostałam z chłopcem pomylona (wtedy przebiłam sobie uszy, by kolczyki zdradzały moją płeć :P )
Włosy powili odrastały i wyglądały tak:


W podstawówce tez nie było wesoło. Ciągle miałam bardzo cienkie, delikatne włoski, których liczebność była znikoma. Było mi tym trudniej, ze wszystkie koleżanki z klasy miały gęste, piękne włosiska, a na głowę wszystkich biła Patrycja, ze swoimi włosami za pupę, ale nie poddawałam się i zapuszczałam włosy na Komunię. W maju, gdy miałam 8 lat sięgały dużo za łopatki, ale nie były ani trochę gęstsze czy grubsze. Po Komunii trochę zwlekałam z ich ścięciem, ale ostatecznie obcięłam je do brody. I od tego czasu znów zapuszczałam, i ścinałam, zapuszczałam i ścinałam, całą podstawówkę, gimnazjum i liceum, gdzie po raz pierwszy zrobiłam sobie pasemka metoda szydełkową. Od liceum tez zaczęłam włosy częściej stylizować, ale niestety, szampon to było wszystko co znały moje włosy.
Na studiach zaczęłam o włosy trochę bardziej dbać. Zaczęłam nakładać odzywki, ale nie maski. Nie znałam różnicy. Jednak włosy zaczęły się poprawiać. Dla mnie była to radość wielka, kondycja włosów lepsza, wyglądają jakby grubiej, były gęściejsze. Zaczęłam więc je stylizować niemal codziennie. Przez to wszystko zaczęły się łamać, na nowo wypadać, zrobiły się mało przyjemne w dotyku. Choć wizualnie dawały radę, były cienkie, osłabione i musiałam się nieźle napracować, aby wyglądały na ładne i w miarę poprawnie uczesane. 


Później włosy ścięłam i zaczęłam czesać się nieco inaczej, - wywijając końcówki na zewnątrz:



Bardzo przypasowała mi ta fryzura, ale znów zaczęłam iść w długość włosów. Co jakiś czas dożywiałam je maską, ale zazwyczaj drogeryjną, znanych firm, z mnóstwem świństwa i znikomymi ilościami dobrych składników. Drugi raz nikt nie potrafił mnie obciąć tak, abym znów mogła czesać się "na zewnątrz".

Zaczęłam wiec kombinować z włosami jeszcze bardziej. Raz były ładne, kiedy indziej gorsze, ale zawsze półdługie.





Po pewnym czasie ciągła stylizacja spowodowała przesuszenie się moich kłaczków. Odżywiałam je bardzo nieregularnie, nie używałam nic do termoochronny, stylizowałam na mocna piankę i lakierowałam jeszcze mocniejszym lakierem. Włosy straciły blask i życie. 




Znów ścięłam, znów zapuszczałam, popełniając ciągle ten sam błąd - brak odżywiania, brak ochrony.


I wtedy napadła mnie ta najgorsza myśl, najbardziej nieudany pomysł mojego włosowego życia. Trwała. Fryzjerka ją zrobiła, nie ostrzegła niedouczonej mnie,że moje włosy tego nie zniosą. Że są suche i niedawno rozjaśniane kolejnymi pasemkami. 
 Spaliły się. Były suche, matowe, bez życia. Łamały się jak oszalałe, puszyły i nie współpracowały. 



Z czasem nauczyłam się je stylizować, ale wymagało to dużo pracy i czasu i przede wszystkim - suszarki. A dokładniej suszarkolokówki. Dzień w dzień, czasem co drugi dzień mycie i stylizacja. Na szczęście już z coraz bardziej świadoma pielęgnacja, choć niestety nie z termoochronną. Ale włosy wyglądały znośnie.


Niestety od nadmiaru gorącego powietrza zaczęły niszczeć w zastraszającym tempie i tracić blask. Były coraz bardziej i bardziej matowe. Wypadały i łamały się na potęgę. Były wszędzie, na meblach, ubraniach, w wannie i umywalce najwięcej. 



Powoli skracałam je i świadomie pielęgnowałam, ale kosmetykami drogeryjnymi. Gisskurami, Elsevami i innymi podobnymi im maskami oraz szamponami. Doszłam do momentu, kiedy wyglądały całkiem względnie. Dzięki używaniu HairJazz, CastorOil i piciu soku z jabłka i natki pietruszki pojawiło się nawet niesamowicie dużo babyhair, a włosy przestały wypadać.


Dzień przed obcięciem włosy wyglądały tak:




I wtedy zamarzyło mi się diametralne cięcie, aby pozbyć się jak najszybciej, jak największej ilości resztek trwałej. Wybrałam taka fryzurę:


Niestety, nie wiedzieć czemu, obcięto mnie tak:


Włosy zostały powygryzane, bardzo mocno wycieniowane i zdegażowane mimo moich stanowczych zakazów przed cięciem. 
Nie wystylizowane wyglądają bardzo źle i płasko, jakby mi tych włosów nie obcięto, leczy jakby mi je powyrywano. wystylizowane również wyglądają nie za dobrze, bo przestały się układać. Przestały byc podatne na jakiekolwiek podkręcenia, prostują się bardzo szybko.





Wystylizowane dają rade, choć grzywka i włosy między policzkiem a uchem są tragicznie przycięte, a zbyt mocno degażowane włoski odstają na wszystkie strony. Powoli na nowo uczę się nad nimi panować.





I tu kończy się moja historia i powód do tego by świadomie dbać o włosy i zapuszczać je z powrotem, tym razem piękne i zadbane. 
Nie mam jeszcze mojej głównej inspiracji włosowej. Dążę do długich (przynajmniej za łopatki albo do połowy łopatek) włosów, zdrowych, zadbanych, lśniących i po prostu ładnych. Nie inspiruje się lokami, falami i niesamowicie gęstymi czuprynami. Staram się znaleźć inspiracje która będzie możliwa do osiągnięcia z tym, co posiadam na głowie. 
Pierwszy tydzień po obcięciu płakałam. Dzień w dzień po kilka razy. Obecnie nadal patrząc w lustro, szczególnie na wycieniowane pasma - ściska mnie w gardle. Ale jakoś się trzymam.

Jeśli chodzi o pielęgnację świadomą, ciągle się uczę, ale idzie mi coraz lepiej. Włosy też wyglądają coraz lepiej. Jeszcze raz zapraszam was do śledzenia postępów w zapuszczaniu i pielęgnowaniu moich kłaczków :)



Czytaj dalej...

FRUCTIS Good Bye Demage - olejek i maska. I dobrze i źle

Witam.
Na początku powiem, żeby nie było – ja Garniera ogólnie bardzo lubię. Rewelacyjnie działają na mnie Garnierowe kremy na dzień i na noc, kremy matujące, nawilżające i kremy BB. Uważam jednak, że firma ta służy mojej skórze, natomiast włosom nigdy nie przypasował.
Moja przygoda z Fructisem zaczęła się bardzo dawno temu, kiedy Ganier Fructisa stworzył. Były to wtedy tylko zielone opakowania, szczycące się odżywcza mocą owoców. Cos na blask, cos na puch, cos na łupież było. Ja kupiłam wtedy szampon i odzywkę do włosów chyba przetłuszczających się. Gdy Fructis wchodził na rynek, byłam w okresie dojrzewania, więc włosy przetłuszczały mi się bardzo szybko. Jednak tak szybko zrezygnowałam z tych preparatów, jak na początku ochoczo się za nie zabrałam. Włosy miałam oklapnięte, bez życia, tłuste podwójnie i bez wyrazu. Wtedy jeszcze suszyłam je na powietrzu, więc nie były zbytnio zniszczone stylizacją.
To był pierwszy i ostatni raz na wiele, wiele lat, kiedy kupiłam Garnier Fructis.  Ostatnio nawet wyczytałam, że są osoby takie jak ja, którym te owocowe kosmetyki nie służą. Żadne. Nigdy.
Jednak idąc za kilkoma pozytywnymi opiniami, zaopatrzyłam siew 2 produkty linii Fructisa z serii Good Bye Demage. Dokladnie były to GŁĘBOKO ODBUDOWUJACA MASKA oraz CUDOWNY OLEJEK TERMOOCHRONNY.

Na pierwszy rzut poszedł olejek. Pojemność 150 ml za cenę około 25 zł. To, co tak na prawdę mnie w nim urzekło i tylko dzięki temu jeszcze stoi na mojej półce, to niesamowity, owocowy zapach. Jest rześki i piękny, w ogóle nie sztuczny.

Skład:
Cyclopentasiloxane dimethiconol argania spinosa oil / argania spinosa kernel oil eugenol limonene linalool benzyl salicylate benzyl alcohol alpha-isomethyl ionone butylphenyl methylpropional citronellol hexyl cinnamal amyl cinnamal parfum / fragrance


Producent informuje na etykiecie: Formuła wzbogacona olejkiem arganowym otula włosy zapewniając im pielęgnację i ochronę przed temperaturą do 230 stopni Celsjusza i 2 razy szybsze suszenie. Puszenie jest pod kontrolą, a włosy natychmiast stają się jedwabiste, miękkie i lśniące. Zastosowany przed suszeniem, prostowaniem lub stylizacją na gorąco chroni włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Zapobiega puszeniu się włosów i nadaje im miękkość i blask.
Po pierwsze – używałam go do prostownicy. Owszem, nie zauważyłam zniszczeń na moich jeszcze wtedy bardzo słabych końcówkach. Niestety, olejek jest ciężkim dosyć kosmetykiem. Próbowałam z jego pomocą zrobić loki. Gdy skończyłam drugą połowę głowy, pierwsza była już maksymalnie prosta, ale prosta do tego stopnia, ze moje włosy tak proste nie były nigdy.
Po drugie – jeśli chodzi o przyspieszone suszenie, niektóre dziewczyny piszą, że to działa. U mnie, podczas stylizacji suszarkolokówką było na odwrót – włosy bardzo długo nie chciały się dosuszyć. Miałam wrażenie, ze kosmetyk jest tak ciężki i mokry, że nie dam sobie z tym rady. Stylizacja trwała dwa razy dłużej, a nie krócej. Myślicie, że może za dużo kosmetyku? A skąd, to były ledwo wilgotne od olejku dłonie, które wtarły kosmetyk w same ok 5 cmentymetrowe, mokre końce.  
Olejek odznaczał się na moich włosach, końcówki były wyraźnie bardziej postrączkowane i pozlepiane niż środek i góra włosów, choć nie sklejone. Wyglądały na lekko tłustawe, mimo, ze jak wspominałam, nałożyłam na włosy śladowe ilości kosmetyku.
Ale jest i trochę dobrego. Poza pięknym zapachem – pasma są po olejku bardzo miękkie, a końcówki nie puszą się. Włosy ślicznie błyszcza i są spektakularnie wygładzone. Dlatego jeśli ktoś ma bardzo zdrowe, gęste i grube włosy, a przede wszystkim na prawdę długie, olejek sprawdzi się u niego bardzo fajnie. Włosom krótszym niż do łopatek odradzam. Włosom lekkim, z tendencją do przetłuszczania się, strączkowania i przyklapywania odradzam podwójnie, zwłaszcza, ze miałam dziwne wrażenie, że olejek wędruje coraz wyżej i wieczorem mam go aż przy skórze głowy.

EDIT 20.04.2015: Po ponad miesiącu walki z włosami, przesuszeniem i zniszczeniami, moje kłaki są w coraz lepszej kondycji. Przede wszystkim są bardzo nawilżone i błyszczące. Obecnie olejek na włosach (końcówkach) sprawdza się rewelacyjnie. Widocznie wszystko co złe, było efektem zbyt wielkiej różnicy pomiędzy przesuszem na długości, a naolejowanymi Garnierem końcami. Teraz jest równowaga i jest dobrze! Nic się nie odznacza i nie obciąża, a wypracowanie sobie odpowiedniej porcji nakładanej na włosy wcale nie powoduje przetłuszczenia czy też trudności z suszeniem.

A teraz słów kilka o masce.

Skład:
Aqua/water cetearyl alcohol quaternium-87 paraffinum liqudium/mineral oil glycerin behentrimonium chloride cetyl esters niacinamide saccharum officinarum extract/sugar cane extract hydroxyethylcellulose hydrolyzed vegetable protein pg-propyl silanetriol phenoxyethanol limonene camella sinensis leaf extract linalool benzyl salicylate benzyl alcohol propylene glycol isopropyl alcohol caprylyl glycol pyrus malus extract/apple fruit extract pyriodoxine hcl citric acid butylphenyl methylpropional citrus medica limonum peel extract/lemon peel extract hexyl cinnamal phyllanthus emblica fruit extract parfum/fragrance


Maseczka ma za zadanie odbudować wrażliwe i zniszczone włosy poprzez otulenie każdego włoska. Ma nadac kosmykom blask i miękkość a także zmniejszyć ilość rozdwojonych końcówek.
Podobno używając 3 razy w tygodniu maski, serum oraz szamponu, możemy odbudować rok zniszczeń w tydzień. Nie wiem jak to możliwe, gdyż zniszczone włosy raczej kiepsko się regenerują, no ale skoro tak jest napisane… ;)
Ja oczywiście nie nabyłam serum ani szamponu. Nie kupiłam także odżywki. Miałam tylko maskę. Maseczka ta zagościła u mnie jeszcze przed Kallosami.  Posiadałam tylko ją i tylko jej, niestety, używałam. Nakładałam ją po każdym myciu na około 20-40 minut. 5 razy w tygodniu. W konsystencji przypomina mi troszeczkę budyń, troszeczkę masło. Zapach ma przyjemny, owocowy, dużo mniej intensywny niż olejek.
Po tych pięciu razach Kallosy były wybawieniem. Maska Fructis GBD nie pomogła moim włosom. Nie zauważyłam żadnych pozytywnych zmian, ale tez zadnych negatywnych. Nie miałam zregenerowanych włosów (nic, ani odrobinę), nie były bardziej gładkie, błyszczące, zadbane i zdrowe. Ale nie były też bardziej obciążone czy tłuste. Maska nie wywołała u mnie żadnych skutków. Po prostu „przyszła i poszła”.
Niestety dla mnie osobiście kolejną wadą maski, choć to dziwne, jest to, ze maska jest wydajna. Zamknięta w słoiku o pojemności 300 ml, przy konsystencji gęstej, ale śliskiej, wystarczy jej niezbyt duża ilość, aby pokryć nią włosy dłuższe niż do ramion. I to jest problem, bo nadal ja mam, a wracać do niej nie za bardzo mi się chce.
Pragnę jednak przypomnieć, że są osoby, których włosy kochają Fructisa, a są i tacy, którym Fructis tylko szkodzi, albo nie robi nic. I w tym miejscu, na koniec, chcę zacytować pozytywy Anwen dotyczące tej maski"

”Plusy:- zapach ;)
- konsystencja - maska bardzo dobrze rozprowadza się na włosach
- wygodne opakowanie
- wydajność
- bardzo mocne wygładzenie i lekkie wyprostowanie włosów
- włosy są po niej lejące i bardzo błyszczące
- wyglądają na zdrowsze”

Pozdrawiam.
Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka