Make Me Bio - Beautiful Face - krem do twarzy wart uwagi

Heyka!
Nie często jest u mnie tego typu produkt. Z racji tego, że moja cera nienawidzi kremów i uwielbia się po nich zapychać na potęgę, moja pielęgnacja twarzy jest bardzo ograniczona (co niestety skutkuje suchą skórą i zmarszczkami mimicznymi).
Jakiś czas temu postanowiłam zaryzykować i zaopatrzyć się w bardzo lekki krem z MakeMeBio, który kupiłam na Triny.pl
W sklepie uwielbiam to, że poza dość szeroką gamą produktów, a co za tym idzie - dużym wyborem, przesyłki dochodzą ekspresowo, a trinypunkty umilają zakupy miłą zniżką ;)
Tym razem, prócz kremu zakupiłam jeszcze piankę zwiększającą objętość od Natura Siberica. Paczka przyszła dwa dni po złożeniu zamówienia i była pancernie zabezpieczona - kartonowe, mocne pudełko owinięte grubą taśmą klejącą, a w środku produkty zabezpieczone folią bąbelkową.




Przejdźmy jednak teraz do produktu, który można nabyć tutaj KLIK:

Nazwa produktu:
Beautiful face- krem dla skóry skłonnej do wyprysków

Producent:
Make me Bio

Cena:
44 zł za 60 ml

Konsystencja, kolor, zapach:
Zapach jest bardzo przyjemny, delikatny i ziołowy. Konsystencja gęsta, zbita, a kolor biały.

Opakowanie:
Mały, elegancki słoiczek z ciemnego szkła zamykany plastikową zakrętką. Etykietki są proste, ale równie eleganckie. Sam słoik zabezpieczony jest papierową plombą i ozdobiony sznurkiem zawiązywanym na kokardkę. Ja swój sznurek już zdjęłam (stąd resztki włosków na etykietce), bo kremu używałam jeszcze przed robieniem zdjęć na potrzeby wpisu.



Skład:
Aqua, vegetable glycerin, emulsifying wax NF, *organic Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Olea Europaea (Olive) Oil , Macadamia Ternifolia Seed Oil , Capric Triglyceride (fractionated coconut, *organic Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit , stearic acid, phenoxyethanol, xantham gum, Centella asiatica (gotu kola extract), Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract , Fragaria vesca (strawberry) fruit extract, Citrus medica limonum (Lemon) fruit extract, melaleuca alternifolia (tea tree) oil, Solanum Lycopersicum (tomato) leaf extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) essential oil. 
*Składniki organiczne

Obietnice producenta:
Krem przeznaczony do walki z niedoskonałościami skóry. Zmniejsza zaczerwienienia i zapobiega błyszczeniu. Olejek drzewa herbacianego łatwo przenika przez skórę i pomaga w walce z bakteriami beztlenowymi wywołującymi zmiany trądzikowe. Krem polecany jest również pod makijaż. Dzięki lekkiej konsystencji krem szybko się wchłania, zapewniając komfort problemowej skórze.


Moje wrażenia:
Zacznijmy od małego rozpracowania składu. Kiedy kupowałam ten krem, sugerowałam się jedynie producentem (jestem bardzo zadowolona z pudru myjącego od MMB, więc dałam szansę kremowi) oraz obietnicami działania. Dopiero w domu, na spokojnie zagłębiłam się w skład. Mamy tutaj istną bombę witaminowo olejową:
- organiczny olej z nasion słonecznika,
- oliwa z oliwek,
- olejek macadamia,
- frakcjonowany olej kokosowy,
- organiczne masło shea,
- ekstrakt z owocu żurawiny,
- ekstrakt z owocu truskawki,
- ekstrakt z owocu cytryny,
- olejek herbaciany,
- wyciąg z liści pomidora (tu nie jestem pewna, czy nie ma w składzie błędu i nie powinien tu być fruit zamiast leaf, bo nie znalazłam zastosowania w kosmetyce wyciągu z LIŚCI pomiodora),
- olejek cytrynowy.
Tyle dobroci w jednym kremie <3 Niestety producent nie uściślił czym jest emulsifying wax NF, bo może to być zarówno Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, PEG-150 Stearate, jak i Steareth-20. Stawiałabym przy tym składzie raczej na to pierwsze - Cetearyl Alcohol jako składnik łączący wszystkie pozostałe składniki, poprawiający przy tym właściwości aplikacyjne produktu. 

A teraz o moich odczuciach.
Pierwsze trzy dni aplikacji kremu nie sprawiły, abym go pokochała. Wręcz przeciwnie, skóra wydawała mi się jakaś taka gorsza niż była, pojawiło się kilka syfków. Nie dałam jednak za wygraną, a że niebawem był weekend, postanowiłam trwać w aplikacji kremu nawet, gdybym w wolne dni miała zaleczać to co powstało w ciągu tygodnia. Ale nic z tych rzeczy! Po dwóch kolejnych dniach cera jakby odżyła, stała się miękka, aksamitna, a wszelkie niedoskonałości zaczęły znikać, a co najważniejsze, przestały pojawiać się nowe. Skóra stała się w końcu fajnie nawilżona, ale do tego elastyczna, jędrna i nie rozpulchniona.
Obecnie jestem po miesiącu stosowania produktu i jestem z niego bardzo zadowolona. Jego formuła przy takiej ilości olejków pozostaje nadal niesamowicie lekka, a wchłanianie się to kwestia kilku chwil. Do tego wystarczy na prawdę niewielka ilość kremu, aby pokryć skórę cienką warstewką. Dla mnie równie ważne jest też to, że krem mnie absolutnie NIE zapycha.
Produktu używam na noc, czyli raz dziennie. Pod makijaż nigdy nie nakładam kremu - może robię źle, może dobrze, nie wiem. Boję się spróbować, boję się pozatykania porów zbyt dużą ilością nałożonych kosmetyków. 
A! Jeśli o porach mowa, zauważyłam, że krem ma działanie lekko je zwężające. Oczywiście zaskórniki  otwarte nadal są i nadal tworzą się nowe, ale jest ich zdecydowanie mniej niż przed używaniem kremu. Natomiast wszelkiego rodzaju zaskórniki zamknięte czy ropne pryszcze to teraz u mnie temat tak rzadki, że prawie nieobecny.
Krem bardzo fajnie wyrównał mi koloryt skóry. Niestety, mam skłonności do zaczerwienień w okolicach nosa - po miesiącu stosowania MakeMeBio Beautiful Face problem jest dużo mniejszy.
Co do wydzielania sebum, tutaj temat jest nieco zawiły, bo krem jest przeznaczony do skóry problematycznej. Ja takiej nie posiadam, ale skusiłam się na ten krem tak czy siak, bo wymyśliłam sobie, że dzięki niemu moja cera stanie się nieskazitelna. Oczywiście, jest dużo lepsza niż była (choć na pewno nie powinnam wcześniej zbytnio narzekać), ale nie wiem, czy wydzielanie sebum się zmniejszyło. Może odrobinkę tak, choć raczej utrzymuje się na tym samym poziomie. Nie jestem w stanie powiedzieć jak krem poradziłby sobie u dziewczyn które rzeczywiście mają ogromne problemy ze świeceniem się. 



Reasumując krem:
- wygładza skórę,
- zwalcza niedoskonałości i chroni przed powstaniem nowych,
- zwęża pory,
- jest niesamowicie lekki,
- nawilża,
- szybko się wchłania,
- jest wydajny,
- nie zapycha,
- redukuje zaczerwienienia,
- prawdopodobnie zmniejsza wydzielanie sebum.

Dla mnie to obecnie jest krem idealny i mimo kopsztu 44 złotych - kupię kolejne opakowanie. Jego działanie i wydajność w pełni uzasadniają tą cenę. Jestem bardzo zadowolona z produktu i cieszę się, że wytrzymałam pierwsze trzy dni mieszanych uczuć co do tego kosmetyku. Widocznie skóra się oczyszczała, a wiemy, że to najgorszy etap przed prawidłowym działaniem produktów zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych.

Polecam :)


6 komentarzy :

  1. Bardzo polubiłam tą firmę. Szczególnie za krem przeznaczony do cery tłustej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ten krem w wersji różnej (skóra wrażliwa i sucha) jestem z niego bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, że jednak ostatecznie jesteś zadowolona z kremiku. Ja obecnie używam wersji Orange Energy. W zimie miałam wersję różaną, która była bardzo treściwa, ale teraz na wiosnę szukałam czegoś lżejszego i znalazłam. Cenię sobie markę za naturalne składy, trzeba wspierać nasze rodzime firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. oj ja też przyłączam się do zachwytów nad produktami tej firmy :-) trafiłam na nie przypadkiem podczas szukania sukienki na ślub siostry na stronie https://showroom.pl i byłam bardzo zaskoczona ze maja tam także kosmetyki, ale skusiłam się i zamówiłam jeden krem i nie żałuję :-)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to znak, że post został przeczytany :) Zapraszam więc do dyskusji :)

URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka