Sylveco pszeniczno-owsiany - dobry, hypoalergiczny szampon odbudowujący

Hey, 
zgodnie z zapowiedziami, dziś o Szamponie SYLVECO przeszniczny.
Jak pisałam, jeden z czeterech kosmetyków, które zrecenzuję w najblizszym czasie, to bubel. Ale to nie ten szampon, więc z radością zapraszam do przeczytania mojej opini o tym produkcie.


Szampon kupiłam za 18 zł w aptece. Butelka jest z ciemnego plastiku, zawiera 300 ml produktu. Etykietka jest śliska, wodoodporna, bardzo ładnie zaprojektowana, kolorystyką i grafiką nawiązuje do głównych składników szaponu. Kosmetyk dozujemy poprzez korek zamykany na klik, w którym jest porządny otwór, przez który z łatwością wydobedziemy odpowiednią ilość produktu. 


Producent obiecuje nam jak na moje oko, bardzo dużo:

Hypoalergiczny szampon Sylveco pszeniczno-owsiany, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie osłabionych i wymagających regeneracji. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Hydrolizaty pszenicy i owsa to niskocząsteczkowe źródło protein, wiążą wilgoć, wnikają do korzeni włosów, odbudowując je aż po same końcówki. Dzięki składnikom silnie nawilżającym szampon zapobiega przesuszeniu, łagodzi podrażnienia skóry głowy. Przy regularnym stosowaniu wzmacnia włosy, poprawia ich elastyczność i sprawia, że są bardziej odporne na uszkodzenia i rozdwajanie.



Moja opinia powinna być tym razem wyrażona w podpunktach, bo jest mi tak po prostu w tym wypadku lepiej. Zacznę może od tego, że tym Sylveco myję włosy z reguły przed nałożeniem humekantowej maski wspomaganej wieloma olejami, lub zmywam nim oleje pozostawione na włosach na całą noc. Ze trzy razy zdarzyło mi się go uzyć jako szamponu głównego i oczywiście dał radę.

- poza dwoma składnikami, które wystepują w nazwie szamponu, czyli hydrolizowane proteiny owsa oraz pszenicy, w szamponie znajdziemy też olejek z trawy cytrynowej, miód, kwas mlekowy i phantenol. Dla mnie to bardzo przyjemny skład,
- niektórym szampon śmierdzi. Według mnie owszem, zapach jest lekko duszący, dziwny, ale da sie w nim wyczuć pewną świeżość, głównie trawę cytrynową. Nawet lubie tę woń,
- kolor produktu jest prawie bezbarwny, leciuteńko midowy. Konsystencja jest gęsta,
- szampon bardzo słabo się pieni i trzeba pokaźnej ilości wody, aby go spienić,
- to, że szampon kiepsko wytwarza pianę nie ma absolutnie wpływu na jego działanie - myje bardzo dobrze, radzi sobie z domyciem nawet ciężkich olei, silikonów i produktów du stylizacji. Włosy po nim sa na prawdę czyste,
- mimo dużej dawki protein, nie przeproteinowałam nim włosów. Mało tego, włosy po umyciu tym szamponem są w dotyku niesamowicie miękkie, przyjemne i wypielęgnowane,
- kiedy używałam tego kosmetyku, jako głównego czyściciela, włosy układały się bardzo ładnie, nie były spuszone ani przesuszone, bardzo powoli traciły wodę,
- zniszczone końcówki nie puszą się, sa miękkie i sypkie,
- szampon nie obciąża włosów, bardzo ładnie się spłukuje i wymywa,
- czytałam, że kilka osób zauważyło mocniejsze plątanie się pasm przy rozczesywaniu mokrych włosów. U mnie takiego problmu nie było, ale zaznaczam, że moje włosy się nie plączą prawie nigdy,
- po Sylveco pszenicznym, moje kosmyki bardzo ładnie się błyszczą, a włosy są gładkie,
- szamponu nakładam dużą ilość, bo jak pisałam, nie pieni się. Bałam się, że szybko się skończy, jednak mam go już z dobre półtora miesiąca, o ile nie dłużej i wciąż w butelce jest prawie połowa kosmetyku,
- tym szamponem umył głowę kilka razy mój narzeczony, który od lat myje włosy Head&Shoulders i każdy inny produkt powoduje u niego nawrót łupieżu. Tutaj miłe zaskoczenie - Sylveco nie spowodował powrotu łupieżu i nie podrażnił skóry głowy.

Skład:Woda,  Glukozyd laurylowy,  Betaina kokamidopropylowa,  Miód,  Glukozyd kokosowy,  Panthenol,  Proteiny owsa,  Proteiny pszenicy,  Guma guar,  Kwas mlekowy,  Benzoesan sodu,  Olejek z trawy cytrynowej  
 

Sylveco pszeniczno-owsiany, to ten szampon, który zagosci na stałe w mojej łazience. O ile znam kilka bardzo dobrych czyścicieli, tak ten bardzo odpowiada mi jako faza pierwsza, czyli porządne oczyszczanie włosów przed nakładaniem bomby witaminowo-olejowej, lub też jako domywacz wszystkiego co na włosach tłuste, śliskie i oblepiające. 
Polecam ten szampon każdemu, bo produkt według producenta nadaje się do każdego rodzaju włosów. Jedyne na co chciałabym zwrócić uwagę, to proteiny, których kosmetyk ma jednak dość dużo. Moim zdaniem nie nadaje się on do samodzielnego stosowania przez dłuzszy czas. Osoby, które mają włosy już teraz przeproteinowane, raczej też nie powinny po niego sięgać. 

Czytaj dalej...

Pilomax KROK DRUGI - Pielęgnacja - czyli moje testy z Wax Pilomax + podsumowanie testów

Hey.
Dziś obiecany niedawno post o pielęgnacji z Pilomaxem. O mojej regeneracji możecie poczytać TUTAJ, natomiast o całym rytualne TUTAJ.

Jak pisałam ostatnio, do kroku regeneracji postanowiłam wdrożyć pielęgnację, czyli stosować się do ulotki. 

SZAMPON:
Jego zapach bardzo mi się podoba, jest kwiatowy i bardzo przyjemny. Kolor ma bezbarwny, konsystencja jest taka akurat, nie za gęsta, nie za rzadka. Szampon dobrze się pieni i nie potrzeba zbyt dużej ilości, aby dobrze oczyścić włosy. Produkt bardzo dobrze domywa pasma, są po nim skrzypiące, ale też lekko szorstkie i troszkę tępe. Nie mam problemów z rozczesywaniem kłaczków, ale kilka razy TT Aqua Splash zatrzymał się w nich przed końcówkami. Włosy jednak wyglądały zdrowo i ładnie (na tyle na ile można to ocenić na mokrych pasmach), niczego im nie brakowało.


ODŻYWKA:
Kosmetyk ma ciut inny zapach, bardziej chemiczny, taki sam jak Sun Wax. Konsystencja jest dziwna, jakby gęsta maść, półprzeźroczysta, delikatnie lepka. Znów miałam problemy z nałożeniem jej na włosy tak, aby niewielka ilość pokryła całe kłaczki, a przecież nie mam ich ani za dużo, ani długie też nie są. Ale to jedyna wada tej odżywki.
Produkt trzymałam na włosach 10 minut, po tym czasie rozpuściłam koka, w którego skręcam włosy i byłam w szoku - moje kosmyki były bardzo, bardzo miękkie jeszcze z produktem na sobie. Po spłukaniu nadal były bardzo przyjemne w dotyku - cała tępość i szorstkość po użyciu szamponu zniknęła, włosy były miękkie, ale nie lekkie jak piórko, tylko ładne i zdrowe.
Fryzurę stylizowałam raz na spray z kroku regeneracja, a potem dwa razy na piankę z Siberica Natura i raz do zdjć końcowych znów na spray. 
Zauważyłam wyraźne pogrubienie włosów i zwiększenie się objętości kucyka, ale błyszczenie niestety nie było jakieś spektakularne, jednakże nie można powiedzieć, że włosy były matowe. Po prostu ładnie lśniły.




PODSUMOWANIE CAŁEGO TESTU

Powiem krótko, bo na temat - jestem z tego boxa zadowolona. Nic do rzeczy nie ma tu to, ze dostałam go za darmo. Włosy potrzebowały takiej odbudowy i ja dostały. Regeneracja bardzo fajnie poprawiła ich kondycję, maska polepszyła stan pasm, szampony fajnie wymyły to, co musiało zostać wymyte, a odżywka z kroku pielęgnacyjnego zwieńczyła dzieło i nadała włosom bardzo fajny wygląd. Jedyne czego mogę się przyczepić, to sprayu regenerującego - odżywiającego. Producent pisze, że kosmetyk może być stosowany jako stylizator. Niestety, nie był w stanie podnieść moich na prawdę lekkich włosów, więc raczej nie poradzi sobie z dłuższymi czy cięższymi. Ale jednak jako typowa odzywka w płynie działa fajnie. 





Na koniec fotki z ostatniego dnia używania kosmetyków z Pilomaxowego boxa. Widać, że są zdrowe, grube i po prostu ładne, ale niestety, nie błyszczą tak, jak moje włosy zazwyczaj lśnią:




Czytaj dalej...

Naturalnie z Pudełka - box kosmetyczny sierpień 2015

Hey!
Dziś o kolejnym boxie kosmetycznym, który jest nowością - Naturalnie z Pudełka. Idea boxów jest własnie jak największa naturalność w kosmetykach, niejednokrotnie weganizm.

Ja 2 czy 3 pudełka przegapiłam, ale były tak fajne, że postanowiłam zamówić sobie na spróbowanie mały pakiet. Parę godzin temu dotarło do mnie moje sierpniowe pudełko i... uczucia mam mieszane, radość miesza się z na prawdę wielką złością. Ale po kolei. 



W pudełku znalazły się 4 pełnowymiarowe produkty (plus szampon dla osób z pakietami - Planeta Organica Organic Olive).

1. SUNNIVA BIO - olej tamanu tłoczony na zimno, 20 ml/13 zł - czytałam ostatnio o tym oleju i chciałam go kupić, a tu proszę, jest u mnie! Chętnie wypróbuję, nawet teraz! 2 punkty

2. Kapiel Agafii - muszkatołowe masło do ciała, 300 ml/16 zł- super! Bardzo polubiłam się z pomarańczowym masłem Agafii, więc te na pewno też pokocham, zwłaszcza że zapach ma obłędny! 2 pkt

3. Ministerstwo dobrego mydła - mydło orkiszowe z dodatkiem kakao i aktywnego węgla, 100g/21 zł - mydło wygląda smakowicie, jak ciasteczko otrębowe, a do tego pachnie tak, że z narzeczonym chcieliśmy je zjeść. Będę szczęśliwa mogąc się nim myć. 2 pkt


4. I nadszedł czas na moje rozczarowanie - CLOCHEE, nawilżająco-ujędrniający krem do twarzy, 50ml/ok 65 zł. Nie wiem co boxy mają z tymi kremami, bo ile nas jest, tyle cer i nie każdym z powiedzmy 500-1000 osób które zakupiły box taki krem będzie odpowiadał. Ja wiem, może co dziesiąta osoba się ucieszy, wypróbuje i powie - rewelacja, to jest to! A pozostałe albo oddadzą komuś krem..albo go wyrzucą. A czemu wyrzucą? I tu dochodzimy do najgorszego - nie wiem czy NzP nie zauważyli, czy wycwanili się, czy Clochee się wycwaniło - mój krem za 2 miesiące kończy ważność. Niektórzy mają więcej szczęścia i mogą go używać do listopada ;) 
Do tego krem bardzo brzydko pachnie, co potwierdziły mi w domu już 2 osoby.
Czekałam na produkt tej firmy, bo był to jeden z kosmetykow reklamujących sierpniowe pudełko. Mają balsamy, szampony, peelingi, toniki... a NzP dało nam krem. Nawet nie wiem czy w tym upale produkt już nie stracił ważności. 0 pkt.

Do pudełka dołączono tez bony zniżkowe i próbki kremów Biolaven.

Na 8 punktów pudełko dostało 6. Wynik dobry, bo to 75 % zadowolenia. Ale moje odczucie szczęścia jest mocno poturbowane kremem - tym że nim jest i tym, że niebawem traci ważność. Nawet jeśli bym go nie użyła, to dla mnie wielkim rozczarowaniem jest dawać do boxa produkt z datą jak z wyprzedaży. 


PS.
NzP opublikowało przeprosiny:

"Kochani,
Od kilkunastu godzin żyjemy wydarzeniem premiery sierpniowego Naturalnie z Pudełka. Mamy wiele powodów do radości, ale jeszcze więcej do zmartwień.
Mimo naszych najszczerszych starań o to, aby pudełko spełniało Wasze wszystkie oczekiwania, nie dopilnowaliśmy kwestii terminu ważności sztandarowego produktu sierpniowego pudełka, czyli kremu do twarzy. Taki termin ważności to stanowczo za mało i przyznajemy się do błędu.
Projekt Naturalnie z Pudełka to na pewno nie miejsce na "outletowy przegląd miesiąca". Pracujemy na Wasze zadowolenie pełną parą i martwimy się każdym potknięciem, a w szczególności takim jak to.
W tej chwili nie stać nas na to, aby zrekompensować Wam nasz błąd. Stać nas jedynie na te szczere słowa o tym, jakie wnioski wyciągnęliśmy z tej lekcji i obietnicę, że taka sytuacja już nigdy nie będzie miała miejsca.
Przepraszamy,
Dorota i Piotrek"

To dopiero ich początki, myślę, że można im tą potyczkę spokojnie wybaczyć :)
Czytaj dalej...

Denkowanie - 11 opakowań po bardzo dobrych kosmetykach

Heyka.
Dziś mój pierwszy post o denkowaniu. Nazbierało mi się obecnie 11 pustych opakowań, a w ciągu 2 tygodni zapewne dojdzie kilka nowych. Tak wyszło, że akurat wszystkie produkty z tego wpisy zostały już opisane na blogu i wszystkie, bez wyjątku są świetne.


Kropla zdrowia, mydło z nanosrebrem - rewelacyjne, bardzo dobrze oczyszczające mydło, które kilka razy pomogło mi w krytycznych sytuacjach, gdy moja cera bardzo się buntowała.

Maska B.app - kuracja keratynowa - kiedyś bardzo bałam się tej maski, ale po pierwszym użyciu wiedziałam, że będzie to mój keratynowy ulubieniec. Kilka osób przetestowało ten kosmetyk, który odlałam im do mniejszych pojemniczków i równie jak ja, są zadowolone.

Nacomi czarne mydło oliwkowe - bardzo fajne czarne mydło, o ciekawym, oliwkowym zapachu, którego kiedyś nie lubiłam, a teraz miło go poczuć. Dobrze myje buzie i ciało, nie wysusza, wspaniale odżywia.

Maseczki Biovax Glamour - Kawior i Orchidea -  najlepsze maski z linii Glamour. Kawiorowa jest ciut lepsza niż ta różowa, dlatego zdecydowałam się kupić drugą czarną. Potrafi uratować sytuację, gdy włosy mają gorszy dzień, a nawet tydzień.



Maski do włosów Natura Siberica z wersji rokitnikowej:


 Obie maski są rewelacyjne. Jednakże kupić znów obie, to było by za dużo. Z tych dwóch skłaniałabym się bardziej ku nawilżającej, ponieważ doskonale odżywa no i nawilża. Ale, regenerująca także nie jest zła - jest prawie perfekcyjna według mnie!


Maski do włosów Planeta Organica:


Marokańska maska jest maską na prawdę bardzo dobrą, ale osobiście uważam, że można znaleźć takie same, o podobnych właściwościach, a nieco tańsze. Jednakże ten produkt chwyta za serce, jego zapach, konsystencja i efekt jaki daje na włosach jest godny podziwu. Maska ajurwedyjska zostanie na 100% ponownie zakupiona. Jest rewelacyjna a moje włosy ją kochają.


Zużyłam trzy, ale tylko jedną buteleczkę zachowałam. Olejek migdałowy super sprawdził się jako dodatek do masek, natomiast ten bez zdjęcia, awokado zakupiłam ponownie. To mój numer jeden w olejowaniu włosów. Dociąża, odżywia i nabłyszcza.
Trzeci olej to stymulator wzrostu od NS. Tego zakupiłam aż 2 nowe butelki, bo po pierwsze działa, a po drugie, zostawia włosy błyszczące, miękkie i wyglądające na prawdę zdrowo.

Tym razem to tyle. Nie pisze więcej o każdym z produktów, bo każdy jest wart uwagi i każdy został już przeze mnie opisany. Polecam wszystkie kosmetyki z dzisiejszego wpisu, ponieważ żaden z nich mnie nie zawiódł.
Czytaj dalej...

Aktualizacja, podsumowanie czerwca i lipca

Witam, 
dziś dużo o moich włosach, coś dobrego i coś bardzo niepokojącego. Zacznijmy jednak może od początku.

Jak wiecie, z końcem czerwca/początkiem lipca moje pasma były narażone na działanie gorącego słońca, słonej wody, piasku, potu i innych greckich przypadłości pogodowych, do tego ich pielęgnacja była zminimalizowana. Chroniłam się SUN WAX PILOMAX.
Po powrocie zafundowałam sobie RYTUAŁ KERASTASE oraz rozpoczęłam regenerację PILOMAXEM do farbowanych włosów blond. Włosy olejowałam sporadycznie, aby mieć miarodajne wyniki rytuału oraz regeneracji i pielęgnacji z Pilomaxem. 

Pasma stały się na prawdę mocne, zdrowe w dotyku i gładkie, choć trochę mniej się błyszczą (zapewne przez odstawienie olei). Nie puszą się ani tez nie przylizują, z ich kondycji jestem bardzo zadowolona. 
Wczoraj zakończyłam testowanie Pilomaxa i dziś zafundowałam włosom to, co działa na nie najlepiej - PEHowa rozrywka ;) Umyłam je szamponem kolagenowym BingoSpa i na godzinę nałożyłam mix masek humekantowych wymieszanych z dużą dawką olei. Potem przemyłam nawilżającym szamponem Natura Siberica i na 20 minut wmasowałam we włosy keratynową maskę Phytokeratine. Na koniec - chłodna płukanka z kawy.






Moje baby hair sobie rosną, a ja jako dumna "mama" tych już-nie-maluszków dzielnie je hoduję i przymykam oko na to, że czasem sterczą na wszystkie strony ;)



I na tym kończy się to co dobre. Pierwszy problem, który mam z włosami, to pozostałości po feralnym cięciu (a raczej opieprzaniu mnie nożyczkami w amoku) - postrzępione końcówki, które wywijają się i stroszą gdy susze włosy suszarką i nie stylizuje, lub gdy pozwalam im schnąć na powietrzu. 



O ile to jest problem, który zakończy się z czasem, gdy zetnę ostatnią partię nierównych włosów, o tyle jest jeszcze drugi, bardzo poważny problem - od powrotu z Grecji zaczęły wypadać mi włosy. Przy czesaniu jest ok, ale już przy myciu czy nakładaniu odzywki wyciągam dużo włosków, tych dłuższych, z cebulkami. Zawsze było to do 10 włosów podczas całego mycia i maskowania, teraz jest ich około 40-50. Mało tego, bywały dni, kiedy podczas stylizacji w umywalce nie było ani jednego włosa. Dziś naliczyłam 26. Co już daje mi około 80 włosów które dziś straciłam. Niby 100 dziennie może wypaść (choć ja uważam że 100 dziennie to dużo, bo jednak 3000 miesięcznie to niemała liczba), ale przecież mnie włosy od marca nie leciały prawie w ogóle. 
Nie wiem co jest przyczyną, czy to Kerastase, Pilomax, skutki Greckich wakacji, hormony, dieta, pora roku albo może jakaś choroba skory głowy? Około 10-15 sierpnia idę do dermatologa, to zbadam się pod lampą Wooda. Jeśli nic nie wykaże, będę szukać przyczyny w kosmetykach, pielęgnacji i w swoim organiźmie. Nie wiem czy odstawienie olejków porostowych nie miało w tym udziału i nie zaczynają mi masowo wypadać kłaczki, które trzymały się głowy tylko dzięki specyfikom na wzrost. Dodatkowo - moje włosy nie urosły od miesiąca ani o centymetr, a z reguły 2-2,5 cm to była dla nich norma. 
Bardzo mnie to marti, bo kondycja włosów jest rewelacyjna. No ale co z tego, skoro wypadają? :( 

Czytaj dalej...
URODOWE POPOŁUDNIE... © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka